13.09.2023, 03:43 ✶
Laurent był zawsze mile widziany w ich kamienicy. I to wcale nie tylko dlatego, że zaliczał się do rodziny. Znaczy, definitywnie mu to we wszystkim pomagało, ale było w nim coś takiego, co nieco zmiękczało człowieka. Albo doprowadzało do szaleństwa - zależało od dnia, tak naprawdę.
Na całe szczęście też, Prewett nie musiał przejmować się Florene i jej złowrogim spojrzeniem, wpędzającym w poczucie winy. Była zajęta... czymkolwiek tam w sobie wymarzyła. Atreus złapał się na tym, że w sumie od rana jej nie widział, więc założył że zwyczajnie wyszła do pracy i znajdowała się teraz w Mungu. Mieli więc kamienice dla siebie i jeśli chcieli, mogli się wygłupiać ile tylko im się mogło zamarzyć.
- A dzień dobry - odezwał się do gościa Bulstrode, w połowie tego zdania ziewając. Miał tego dnia wolne i postanowił sobie pospać, a mimo tego kiedy sen już przyszedł, był ciężki i nieprzyjemny, przez co teraz czuł się nie aż tak rześko. Brennę znowu gdzieś nosiło, ale był na tym etapie że zaczął już chyba rozróżniać po skrętach żołądkach, ich częstotliwości i nasileniu, w jakim rodzaju niebezpieczeństwa się znajdowała. Próbował więc ratować się meliską, tak samo dnia poprzedniego, jak i teraz, bo stała na niskim stoliku ustawionym między fotelami i kanapą.
Atreus odłożył na rzeczony stolik gazetę, którą trzymał i leniwie przeglądał do tej pory, a potem podniósł się z teatralną boleścią wypisaną na twarzy. Jeśli Atreus był był jakimś zwierzęciem, to w tym momencie był to chyba opos, bo czuł się, jakby ktoś go nie tak dawno wyciągnął ze śmietnika. Miał wrażenie, że zmęczenie z ostatniego miesiąca dodawało się do siebie coraz bardziej i zastanawiał się, kiedy przekroczy jakąś krytyczną masę.
- Mam wrażenie, że ma dyżur - wzruszył ramionami, chociaż po jego minie było widać, że nie był tego w stu procentach pewien. Co do Oriona był pewien - ten siedział w biurkiem w ministerstwie, bo znał jego grafik prawie tak samo dobrze jak swój własny.
Przywitał się z Laurentem chętnie, nie wzbraniając od chwilowej bliskości i klepiąc go serdecznie po plecach. Nie był fanem szeroko pojętych czułości, ale przy niektórych zwyczajnie nie zwracał na nie uwagi.
- Chcesz coś do picia? Herbaty? Czegoś mocniejszego? A może coś do jedzenia? W kuchni pewnie powinien być jeszcze jakiś obiad - zapytał, jak na dobrego gospodarza przystało, przyglądając się Prewettowi uważnie. Niektórzy wzdrygali się na jego bliskość. Temperatura, jaką aktualnie posiadało jego ciało, nie należała do tych zachęcających do bliskiego kontaktu i ludzie zwyczajnie się jej nie spodziewali. Wzdrygali, odsuwali pośpiesznie. On jednak wydawał się niewzruszony.
Na całe szczęście też, Prewett nie musiał przejmować się Florene i jej złowrogim spojrzeniem, wpędzającym w poczucie winy. Była zajęta... czymkolwiek tam w sobie wymarzyła. Atreus złapał się na tym, że w sumie od rana jej nie widział, więc założył że zwyczajnie wyszła do pracy i znajdowała się teraz w Mungu. Mieli więc kamienice dla siebie i jeśli chcieli, mogli się wygłupiać ile tylko im się mogło zamarzyć.
- A dzień dobry - odezwał się do gościa Bulstrode, w połowie tego zdania ziewając. Miał tego dnia wolne i postanowił sobie pospać, a mimo tego kiedy sen już przyszedł, był ciężki i nieprzyjemny, przez co teraz czuł się nie aż tak rześko. Brennę znowu gdzieś nosiło, ale był na tym etapie że zaczął już chyba rozróżniać po skrętach żołądkach, ich częstotliwości i nasileniu, w jakim rodzaju niebezpieczeństwa się znajdowała. Próbował więc ratować się meliską, tak samo dnia poprzedniego, jak i teraz, bo stała na niskim stoliku ustawionym między fotelami i kanapą.
Atreus odłożył na rzeczony stolik gazetę, którą trzymał i leniwie przeglądał do tej pory, a potem podniósł się z teatralną boleścią wypisaną na twarzy. Jeśli Atreus był był jakimś zwierzęciem, to w tym momencie był to chyba opos, bo czuł się, jakby ktoś go nie tak dawno wyciągnął ze śmietnika. Miał wrażenie, że zmęczenie z ostatniego miesiąca dodawało się do siebie coraz bardziej i zastanawiał się, kiedy przekroczy jakąś krytyczną masę.
- Mam wrażenie, że ma dyżur - wzruszył ramionami, chociaż po jego minie było widać, że nie był tego w stu procentach pewien. Co do Oriona był pewien - ten siedział w biurkiem w ministerstwie, bo znał jego grafik prawie tak samo dobrze jak swój własny.
Przywitał się z Laurentem chętnie, nie wzbraniając od chwilowej bliskości i klepiąc go serdecznie po plecach. Nie był fanem szeroko pojętych czułości, ale przy niektórych zwyczajnie nie zwracał na nie uwagi.
- Chcesz coś do picia? Herbaty? Czegoś mocniejszego? A może coś do jedzenia? W kuchni pewnie powinien być jeszcze jakiś obiad - zapytał, jak na dobrego gospodarza przystało, przyglądając się Prewettowi uważnie. Niektórzy wzdrygali się na jego bliskość. Temperatura, jaką aktualnie posiadało jego ciało, nie należała do tych zachęcających do bliskiego kontaktu i ludzie zwyczajnie się jej nie spodziewali. Wzdrygali, odsuwali pośpiesznie. On jednak wydawał się niewzruszony.