- Tak, patronus może pomóc. - Dokończyła myśl za Longbottom. Ona w przeciwieństwie do niej miała gdzieś zakazy ministerstwa. Szczególnie, że mogło to pomóc uratować kilka żyć, albo i kilkanaście. Samej Geraldine nigdy specjalnie nie pociągała nekromancja, mimo wszystko przydałoby się jednak wreszcie zainteresować tym tematem. Jak widać czasem i ta dziedzina magii mogła być przydatna. Będzie musiała pomówić z Nickiem, żeby jej co nieco pokazał. Miała nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko. Miała na niego swojego sposoby, pewnie tak, czy siak go urobi.
Cywil, czy nie, Geraldine już podjęła decyzję. Mogła zaangażować się w odkrycie zupełnie nowego gatunku, a nie oszukujmy się, kto nie lubił splendoru i chwały? Oczywiście też ważne było, aby te istoty dały spokój mieszkańcom Doliny, ale było to na drugim miejscu. Yaxley uwielbiała czuć adrenalinę, a nieznane jej ją oferowało. Wiedziała więc, że to dopiero jej początek przygody z tymi widmami.
- Tak, ale i Voldemory kiedyś zostanie zniszczony, jak każdy potwór, jego też da się zabić. - Powiedziała z ogromną pewnością w głosie. Naprawdę w to wierzyła, że już niedługo pozbędą się tego wrzoda na tyłu i wszystko wróci do normy. Miała świadomość, że gdyby ktoś z jej rodziny usłyszał, że mówi to na głos mogłyby się pojawić nieprzyjemne konsekwencje, ale nie bała się ich. Najważniejsze, że podążała drogą, którą wybrała dawno temu, kiedy tiara przydzieliła ją do Gryfonów. Ta śmieszna czapka bardzo dobrze wiedziała, co robi. Dostrzegła to, że Gerry jest inna od wszystkich członków jej rodziny.
- Nie do końca mi chodzi o to, że to są tylko dusze tych którzy polegli podczas Beltane, ale może jakaś dusza, którą zaatakowały te widma została na ziemi i mogłaby nam więcej powiedzieć. Tak tylko gdybam. - Dopiero uczyła się o tych stworach i szukała jakiejś dziury w tym wszystkim co się wydarzyło, aby znaleźć więcej informacji. - Wierzę Brenn, widzę, że ci zależy. - Nie dało się tego nie zauważyć, jak bardzo Longbottom zaangażowała się w tą sprawę. Nie dziwiła się wcale, w końcu te stwory czaiły się blisko jej domu.
Udało im się przebrnąć przez ten nie do końca wygodny temat i mogły zająć się teraz przyjemnościami. Ger przygasiła fajka, po czym wstała.- Zawsze gotowa! - Otrzepała sobie zad z trawy i sięgnęła po szpadę, którą miała u swojego boku. Złapała ją mocno, pewnym ruchem, stal błyszczała w świetle słońca. Podobnie jak Brenna potraktowała narzędzie serią zaklęć, aby przypadkiem nie ranić znajomej. Nie chciała mieć nikogo na sumieniu. Oddaliła się od niej szybkim krokiem i stanęła po przeciwnej stronie polany. Czekała tylko na znak, że Longbottom również jest gotowa. Skłoniła się nim zaczęły walczyć, jak przykazywało i ruszyła do ataku.