Przytulanie się do tego okropnie zimnego ciała nie było przyjemne. Nawet kiedy Laurent się przygotowywał mentalnie i próbował uzbroić swoje ciało to za każdym spotkaniem z tym chłodem było to tak samo wstrząsające. Pojawiał się dreszcz, nad którym już kontroli żadnej nie było. Był odruchem bezwarunkowym, a to, jak ciepłe lato się trafiło w tym roku, jakby na przekór wszystkim wydarzeniom, wcale niczego nie ułatwiało. Tym nie mniej - tak, był gotów i tak, całkowicie celowo nie stronił od tego kontaktu. I tym bardziej się pilnował, żeby właśnie ta głupia reakcja ciała nie była przykrym doświadczeniem dla drugiej strony. Owszem, Atreus nie zaliczał się do tych osób siedzących w kącie i biedujących nad własnym losem. Nawet nie zaliczał się do osób, które siedziałyby na kanapie i zalewały żalami, chociaż nie istniał człowiek, który nie miał chwil słabości. Niektórzy to maskowali po prostu lepiej od innych. To jednak, że Atreus nie był lepiony z plasteliny, która rozpłynęłaby się między palcami nie oznaczała, że to wszystko było dla niego lekkie.
- Ciężka noc? - Spoglądał na minę mężczyzny, na jego zaspaną, zabójczo przystojną twarz i na rozmemłane ubranie. Spał tutaj jeszcze przed chwilą. Noc? A może ciężka dobra? Tydzień? Miesiąc. Na szczęście na tę bolączkę, która nie pozwalała mu spać, a które imię zaczynało się na B a kończyło na "renna" niedługo miał pojawić się lek. Jeszcze tylko trochę, tylko chwila. I o tej przypadłości też Laurent nie miał pojęcia, więc pierwsze, o czym pomyślał, to że Atreus po nocy uganiał się za jakimiś złolami i wymierzał słuszną sprawiedliwość temu miastu. Głowa selkie nosiła w sobie mnóstwo barwnych i bogatych wizji dotyczących różnych osób, w większości wyolbrzymionych i przekoloryzowanych. Dla niego ci ludzie byli w większości bohaterami. I w razie czego mógł je zawsze opowiedzieć, żeby drugą stronę rozbawić tymi bajkami, które chował pod platynową czupryną. Gdyby się dowiedział, że Atreus go okłamał to miałby mu to za złe. Bo jednak dla niego przemilczeć, a drugie - skłamać. Przynajmniej w jego pojęciu tej całej moralności, która ponoć miała w pełni estetyczne zasady i walory. Zmiażdżysz karalucha - jesteś bohaterem. Zabijesz motyla - jesteś złoczyńcą.
- Mocniejszego na pewno nie, chyba że masz ochotę, żebym przelewał się przez twoje ramiona na kanapie. - Zażartował delikatnie wracając spojrzeniem z pokoju na samego Atreusa. Wyglądał na zmęczonego. Bardzo zmęczonego. Czego jednak szukał w jego jasnych oczach? Fałszywego błysku? Lustereczka rozbitego przez złego maga jak w bajce Królowej Lodu? Sam nie wiedział. Ale spoglądał na niego wielkimi oczyma jakby chciał od niego zabrać część tego brzemienia i przenieść na siebie samego. A nie mógł. Mógł tylko starać się i próbować wygładzić jego życie, jak głaszcze się kota razem z włosem, żeby przez moment mógł przymrużyć ślepia i zamruczeć. Uśmiechnął się z rozczuleniem. - Nie podejrzewam ciebie o dołączenie do grona Florence czy Pandory, ale ostatnio tyle słyszę "zjedz coś", że apetytu mi ubywa. - To było tak pół żartem, bo tak jak powiedział nie sądził, żeby Atreusowi włączyło się matkowanie, po prostu Laurent czasami nie mógł uwierzyć w to, ile instynktu opiekuńczego wzbudzał w ludziach dookoła siebie. Nawet w tych, po których by się tego nie spodziewał. I nawet to rozumiał. Zdawał sobie sprawę, że widać było po nim, że jest już niezdrowo chudy, nawet jeśli działo się to na przestrzeni długiego czasu, nie z dnia na dzień. - Herbaty, chętnie. - Zdecydował się w końcu i poszedł za Atresem do kuchni. Nie czuł się tutaj jak gość honorowy, właściwie to czuł się w tym miejscu prawie jak u siebie. Często tu bywał, często spędzał tu czas wśród jego mieszkańców. Nawet jeśli odkąd już otworzył rezerwat i stał się za niego odpowiedzialnym to zdecydowanie tego czasu na to mu ubyło.
- Widzę, że nie czujesz się najlepiej, więc może pominę pytanie o te oczywistości, żebyś nie musiał mnie okłamywać... - Nie powiedział tego z wyrzutem, w żadnym wypadku. Żeby usłyszeć wyrzuty z jego ust, żeby usłyszeć, że się na kogoś denerwował... och, na to naprawdę trzeba było zapracować. Krążyły legendy o tym, że Laurent kiedyś naprawdę się wkurwił i kogoś okrzyczał. A z legendami to jest tak, że w każdej jest ziarno prawdy, ale większość to mit i bajka. - Zapewne też się już nasłuchałeś pytań o Zimnych i różnych komentarzy... - Widział, jaki szum się zrobił wokół Zimnych, nie łudził się, że Atreusa to mijało łukiem. - Nie owijając w bawełnę przyszedłem, ponieważ wszedłem w posiadanie ważnych informacji dotyczących twojej przypadłości. Zimnych. Jestem w stanie wyjaśnić ci, co się z tobą dzieje. Jeśli chcesz wiedzieć. - Wyparcie - problem, z którym bardzo wiele osób się spotykało. A on naprawdę nie miał pojęcia, jak przeżywa to Atreus. Nawet jeśli wydawało się, że pozornie całkowicie... normalnie.