08.11.2022, 14:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 14:03 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)
Thes, Seraphina, Logan, Eden, Arterus, Elaine
Nie podobało jej się to, w jaki sposób Logan traktował Thesa. Nie zamierzała reagować, póki co, jednak jeśli nadarzy się odpowiednia okazja, na pewno powie kuzynowi, co o tym myśli. Tym bardziej, że przyszedł do jej rodzinnego domu, nie powinien się tu tak panoszyć.
Dostrzegła też to krzywe spojrzenie kuzyna. Na jej twarzy pojawiły się uśmiech, nawet ją to wszystko zaczynało bawić. Ta cała gra, w którą niemal od zawsze był zamieszany Fletcher. Wprowadziła go do swojej rodziny, tak właściwie nie dzieląc się informacją, kim dla niej jest. To, że wszyscy przyjęli pewną wersję, właściwie nigdy tego z nią nie konfrontując, to cóż, nie jej problem. Miała zamiar jeszcze bardziej pogłębiać te plotki, bo nawet ją bawiły te wszystkie pełne nienawiści spojrzenia od tego idealnego środowiska. Skaza na ich rodzinie - jakoś niespecjalnie jej to przeszkadzało. Lubiła prowokować, sprawdzać, jak bardzo może przesunąć granice dla swej korzyści.
- Zapewniam Cię, że dotarła na pewno dużo wcześniej niż ta do Ciebie.- postanowiła się wtrącić jeszcze i odpowiedzieć Borginowi. - Ponoć to złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, jestem pewna, że Thes poradzi sobie z polowaniem w końcu to ze mną się szkolił, a co, jak co w tym pomieszczeniu nie ma zbyt wielu łowców, którzy mogliby ze mną konkurować. Może mój ojciec, bracia... cóż woleli ciepłe posadki w ministerstwie.- Nie, żeby miała im to za złe oczywiście, może trochę ją rozczarowali, ale tylko trochę.
- Nie jesteś zwierzątkiem Thes, nie musisz się zachowywać, sama mam chęć przestać udawać, co o tym wszystkim myślę.- Szepnęła Geraldine do przyjaciela. Widać była, że kuzyn trochę ją rozjuszył.
No i wtedy pojawiła się ona. Właściwie to sama nie wiedziała jak doszło do tego, że Eden stała się jedną z jej nielicznych koleżanek. Może czasem każda kobieta potrzebowała babskiego towarzystwa? Zmierzyła wzrokiem Lestrange, jak dobrze, że jako jedna z nielicznych wiedziała jak przygotować się na polowanie. Nie żeby nie wiedziała, że była to jej zasługa. Parsknęła pod nosem słysząc jej komentarz na temat ubioru co niektórych z towarzystwa. Powiedziała głośno to, o czym ona myślała. - Myślę, że akurat Ty wyglądasz idealnie, zresztą jak zawsze moja droga.- Posłała jej kolejny uśmiech, humor jej się poprawił kiedy ją zobaczyła. Przyjęła pakunek od Eden, jednak nie otwierała go teraz, chyba nie wypadało? - Dziękuję bardzo!- Wypadało w końcu.
- Oczywiście, ten przystojny gentleman tuż obok mnie, to Theseus Fletcher - mój wierny towarzysz. - Zaczęła od jej zdaniem najistotniejsze osoby w tym gronie. - Ten tutaj to mój kuzyn Logan Borgin i jego znajoma Josephina Prewett/- miała nadzieję, że dobrze zapamiętała, chociaż może to wcale nie była Josephina?
No i wtedy pojawił się i on. Jej ukochany młodszy brat ze swoją lafiryndą. Przewróciła oczami na jego widok, że też musiał znaleźć się wśród grona zaproszonych osób. - Leander, chlubo naszej rodziny, cieszę się że znalazłeś czas, aby zabawiać nas tu dzisiaj swoimi przemyśleniami.- Nawet nie drgnęła, kiedy składał pocałunek na jej policzku, można było dostrzec jak bardzo się kochają.
- Witamy, mam nadzieję, że będą się państwo dobrze bawić, może szampana?- rzekła do Alterusa, którego nie kojarzyła, zresztą kobiety która z nim przyszła również.
Dostrzegła też to krzywe spojrzenie kuzyna. Na jej twarzy pojawiły się uśmiech, nawet ją to wszystko zaczynało bawić. Ta cała gra, w którą niemal od zawsze był zamieszany Fletcher. Wprowadziła go do swojej rodziny, tak właściwie nie dzieląc się informacją, kim dla niej jest. To, że wszyscy przyjęli pewną wersję, właściwie nigdy tego z nią nie konfrontując, to cóż, nie jej problem. Miała zamiar jeszcze bardziej pogłębiać te plotki, bo nawet ją bawiły te wszystkie pełne nienawiści spojrzenia od tego idealnego środowiska. Skaza na ich rodzinie - jakoś niespecjalnie jej to przeszkadzało. Lubiła prowokować, sprawdzać, jak bardzo może przesunąć granice dla swej korzyści.
- Zapewniam Cię, że dotarła na pewno dużo wcześniej niż ta do Ciebie.- postanowiła się wtrącić jeszcze i odpowiedzieć Borginowi. - Ponoć to złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, jestem pewna, że Thes poradzi sobie z polowaniem w końcu to ze mną się szkolił, a co, jak co w tym pomieszczeniu nie ma zbyt wielu łowców, którzy mogliby ze mną konkurować. Może mój ojciec, bracia... cóż woleli ciepłe posadki w ministerstwie.- Nie, żeby miała im to za złe oczywiście, może trochę ją rozczarowali, ale tylko trochę.
- Nie jesteś zwierzątkiem Thes, nie musisz się zachowywać, sama mam chęć przestać udawać, co o tym wszystkim myślę.- Szepnęła Geraldine do przyjaciela. Widać była, że kuzyn trochę ją rozjuszył.
No i wtedy pojawiła się ona. Właściwie to sama nie wiedziała jak doszło do tego, że Eden stała się jedną z jej nielicznych koleżanek. Może czasem każda kobieta potrzebowała babskiego towarzystwa? Zmierzyła wzrokiem Lestrange, jak dobrze, że jako jedna z nielicznych wiedziała jak przygotować się na polowanie. Nie żeby nie wiedziała, że była to jej zasługa. Parsknęła pod nosem słysząc jej komentarz na temat ubioru co niektórych z towarzystwa. Powiedziała głośno to, o czym ona myślała. - Myślę, że akurat Ty wyglądasz idealnie, zresztą jak zawsze moja droga.- Posłała jej kolejny uśmiech, humor jej się poprawił kiedy ją zobaczyła. Przyjęła pakunek od Eden, jednak nie otwierała go teraz, chyba nie wypadało? - Dziękuję bardzo!- Wypadało w końcu.
- Oczywiście, ten przystojny gentleman tuż obok mnie, to Theseus Fletcher - mój wierny towarzysz. - Zaczęła od jej zdaniem najistotniejsze osoby w tym gronie. - Ten tutaj to mój kuzyn Logan Borgin i jego znajoma Josephina Prewett/- miała nadzieję, że dobrze zapamiętała, chociaż może to wcale nie była Josephina?
No i wtedy pojawił się i on. Jej ukochany młodszy brat ze swoją lafiryndą. Przewróciła oczami na jego widok, że też musiał znaleźć się wśród grona zaproszonych osób. - Leander, chlubo naszej rodziny, cieszę się że znalazłeś czas, aby zabawiać nas tu dzisiaj swoimi przemyśleniami.- Nawet nie drgnęła, kiedy składał pocałunek na jej policzku, można było dostrzec jak bardzo się kochają.
- Witamy, mam nadzieję, że będą się państwo dobrze bawić, może szampana?- rzekła do Alterusa, którego nie kojarzyła, zresztą kobiety która z nim przyszła również.