08.11.2022, 14:52 ✶
Godzina 9
0
Od momentu pojawienia się pierwszych gości, czas jakby przyśpieszył. Zaraz za René Leroux i jego córką, na miejscu zjawiły się kolejny osoby zaproszone na przyjęcie organizowane przez rodzinę Yaxaleyów. Niewiele czasu pozostawało do godziny, która widniała na prostych acz eleganckich zaproszeniach, jakie przed kilkoma tygodniami rozsyłała Jennifer. Ciemnowłosa kobieta, będąca panią tego domu, oczywiście była świadoma tego, iż niewiele czasu zostało jej na ułożenie włosów, prosty makijaż, przebranie się w bardziej odpowiedni strój. Nie zostawiła swoich dzieci i męża samych na dłużej, niż na ledwie kilkanaście minut. Przyciągnięta znacznie większym hałasem, zajrzała do salonu. Na krótki moment zatrzymała się w drzwiach. To już? Pora zaczynać? Wydawało się na to nieco zbyt wcześnie. Dla pewności pozwoliła sobie zerknąć na zegar, który pozwolił jej odetchnąć z ulgą.
- Znajdź Triss, za kilka minut będziemy siadać do śniadania. - Zaczepiła skrzata, który dopiero co ustawił na stole lampki z czerwonym winem. Trzeba było zadbać o to, aby na godzinę 10 gotowe było wszystko; trzeba było dopilnować, żeby to wszystko znalazło się na właściwych miejscach. - Nawet nie próbujcie mi się z czymkolwiek spóźnić. - Jakby ktokolwiek śmiał się spóźnić, kiedy polecenie padło z ust Jennifer Yaxley. - I jeszcze jedno. Znajdź Gerarda. Ma się tutaj zaraz pojawić. Nie zaraz. Teraz.
Przywołując na twarz uśmiech, nie do końca szczery, kobieta ruszyła przywitać się z gośćmi, którzy znajdywali się w salonie. W pierwszej kolejności ruszyła w kierunku córki. Zauważyła, iż dziewczyna spisała się na medal, a na stoliku znajdywały się przyniesione przez nią lampki oraz szampan. Chociaż ten jeden raz mogła na nią liczyć. Nie zawsze tak to wyglądało.
- Kochanie, widzę że zajęłaś się szampanem. - Zatrzymała się obok córki, którą z wdzięcznością na krótki moment objęła. Następnie spojrzała na Eden. - Kolejny raz bez męża? Obawiam się, że jeszcze trochę, a wszyscy zapomnimy jak wygląda. - Odzywa się do kobiety, pochylając się w jej kierunku. Chcąc ucałować powietrzę przy obydwu policzkach. - Na miejscu Williama obawiałabym się taką kobietę jak Ty, wypuścić samą do ludzi. - Dodaje, niby przyjaźnie. W sumie czemu miałoby być inaczej. - Może nasza Loretta kiedyś przemówi mu do rozumu... - Dodaje, przenosząc spojrzenie na dziewczynę towarzyszącą Leandrowi. Dziewczynę, której Jennifer chyba nigdy nie uzna za kobietę. Tak samo jak i Leander wiecznie będzie dla niej małym chłopcem, który przez wzgląd na swoje słabe zdrowie potrzebował znacznie więcej uwagi niż pozostała trójka jej dzieci. - Bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz. - Szczery czy nie, komplement zawsze pozostaje komplementem. - Aczkolwiek nie wiem czy ta sukienka będzie się nadawała na polowanie. Na pewno jednak znajdziemy coś odpowiedniego. Może wśród dawnych rzeczy Geraldine? - Tutaj znów spogląda na córkę, jakby oceniając czy Loretta byłaby w stanie zmieścić się w jej ubrania. Nie, żeby był to faktyczny problem. No. Mniejsza o to. - Za kilka minut będziemy mogli usiąść do śniadania, a później przygotować się do polowania. Gerard miał przygotować kilka kusz, mamy też arbalety. Każdy powinien znaleźć coś odpowiedniego. Mam nadzieje, że wszyscy sobie jakoś z tym poradzicie? Leander, kochanie? - Tutaj zwróciła się do syna, chcąc upewnić się w tym, że ten czuje się na tyle dobrze, żeby wziąć w tym wszystkim udział. Różnie to bywało, Jennifer wolała uniknąć niepotrzebnego zamieszania.
W międzyczasie na sali pojawili się Gerard i René Leroux. Obydwaj panowie ze szklankami wypełnionymi brandy, zatrzymali przy Theonie, Séraphine Anne. Zamiast jednak na szczęśliwej parze, Gerard skupił się na zbliżających się do nich Loganie oraz... kobiecie, której chyba przeoczyć się nie dało. Wyróżniała się na tle pozostałych gości. To pewne.
- O cholera, chciałbym ją zobaczyć w akcji. Na polowaniu, w lesie. - Najstarszy z Yaxleyów nie powstrzymał się przed komentarzem. Nieco zbyt długo wpatrywał się w kobietę. Mogło to zostać uznane za nieco niegrzeczne, ale czy w tych okolicznościach warto było to w taki sposób odbierać. - Czy Logan aby na pewno przekazał swojej towarzyszce... - urywa, uznając, że wspomniany Logan znajduje się zbyt blisko. Jego towarzyszka również. - Proszę, proszę. Ulubiony bratanek mojej cudownej żony, jak zwykle dostarcza nam sporo atrakcji. - Wita się z mężczyzną. Chłopakiem? Nie, tym drugim Borgin już od dawna nie był. Następnie wysuwa dłoń w kierunku Seraphiny, pozwalając na to, żeby to panna Prewett zdecydowała czy poda staruszkowi swoją dłoń. - Zapewne ten niecodzienny strój to sprawa tego złośliwca? Powinnaś trzymać się od niego na dystans. Tacy jak on nigdy nie przynoszą niczego dobrego!- Nieświadomy tego jak blisko znalazł się prawdy, zwraca się do kobiety. Czy razem z Loganem zechcą podzielić się swoją historią? Oczywiście ostrzegając kobietę przed Loganem, nie ma na myśli niczego złego. To tylko słowa, drobne docinki, trochę humoru.