13.09.2023, 22:09 ✶
— Nie spodziewałem się, że tak szybko wrócisz do pracy — rzucił z lekkim zdziwieniem, patrząc na brata spod uniesionych brwi. Wciąż nie był pewien, czy tak szybki powrót do pracy był odpowiedni wciąż dochodzącego do siebie mężczyzny, ale jednocześnie nie chciał kwestionować jego decyzji. W sporzej części przez wyrzuty sumienia. Normalnie rzuciły pewnie jakąś mądrość typu "praca aurorów bywa niebezpieczna", ale jeśli ktoś tego doświadczył, tym kimś zdecydowanie był Atreus. Jeśli chciał wrócić do służby, Orion po prostu nie czuł się jako osoba, która może mu tego zakazywać. Chciał po prostu być na tyle blisko, żeby w razie czego móc mu pomóc. Był mu winien chociaż tyle.
Wyruszając tutaj, myślał o sobie bardziej jako o niańce, ale wzmianki o poprzednich ofiarach niejako przywróciły go do rzeczywistości. Nie był to czas i miejsce na rodzinne dylematy. Byli na służbie, mieli zbadać śmiertelne ofiary i dowiedzieć się, kto lub co im to zrobiło.
— Faktycznie, kojarzę taki raport. Niestety nie pamiętam dokładnych szczegółów, ale zawsze możemy do tego wrócić, gdy znajdziemy się z powrotem w biurze — rzucił w końcu, gładząc się przy tym po brodzie. Próbował przypomnieć sobie coś więcej z tamtych notatek, ale w głowie pojawiały mu się jedynie niewyraźne obrazy. — Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z jednym sprawcą, sytuacja robi się jeszcze mniej ciekawa. Jeśli pierwsza ofiara pojawiła się tuż po Beltane... boję się pomyśleć, o ilu ofiarach możemy jeszcze nie wiedzieć — dokończył w końcu, lekko przy tym wzdychając. Sytuacja zdecydowanie nie brzmiała na szczególnie wesołą, ale cóż, rzadko kiedy mieli styczność z pozytywnymi zdarzeniami. Do takich rzadko kiedy potrzebna była pomoc pracowników ministerstwa. Szczególnie takich jak oni.
— Ciężko mi ocenić, czy to nieużytek, ale zdecydowanie warto będzie spytać o to gospodarza. Jeśli w okolicy są jakieś rzadko uczęszczane miejsca, trzeba będzie się przejść też tam. Albo wysłać kilku mundurowych, żeby się temu przyjrzeli — kiwnął powoli głową, zerkając przy tym w stronę wspomnianego dopiero co mężczyzny. Wciąż było mu szkoda biednego staruszka. Wiedział, że pracownicy BUMu zdążyli go już przepytać i kolejna rozmowa będzie jedynie odgrzebywaniem świeżych traum, ale niestety nie było innego wyjścia.
— Chcesz prowadzić przesłuchanie? — rzucił jeszcze tylko do brata, na chwilę przed tym jak podeszli do reszty obecnych przy polu ludzi. Przy okazji zanotował sugestię brata. Do tej pory nawet o tym nie myślał, ale faktycznie. Kim do cholery była druga ofiara? Czemu nikt się nią nie zainteresował?
Wysłuchując gospodarza, Orion starał się zachować na twarzy lekki, przyjazny uśmiech, chcąc utrzymać atmosferę w jakkolwiek "przyjemnym" klimacie. Temat nie był przyjemny, a i sam pan Yale wciąż był chyba w szoku. Bulstrode starał się nie dodać mu do listy kolejnych traum. Liczył, że nie zrobi tego również jego młodszy brat.
Gdy w ruch poszło zdjęcie, w milczeniu śledził bieg wydarzeń, jednocześnie notując w głowie wszystko, co mówił brygadzista. Co prawda nie znał Martha Appleby, ale i tak było mu jej szkoda. Nikt nie zasługiwał na śmierć, a już na pewno nie taką.
Gdy Atreus przejął zdjęcie, stanął tak, żeby móc zerkać mu przez ramię, uwagę skupiając przede wszystkim na sukni. Oczywiście zerknął też na twarz, ale jeśli wierzyć dotychczasowym informacjom, zwłok i tak nie dałoby rady poznać po wyglądzie. Paskudna sprawa.
— Dobrze, że mamy jakiś punkt zaczepienia, ale i tak będzie trzeba się temu dokładniej przyjrzeć. Och, jeszcze jedno. Wiemy, kim jest druga ofiara? — dodał w międzyczasie, zerkając na obu mundurowych. Tuż po tym zerknął na pana Yale. — Czy ruszał pan pług po ruszeniu zwłok? — Gdy odpowiedź okazała się przecząca, odetchnął z ulgą. Nawet jeśli miejsce zbrodni było już uszkodzone, istniała szansa na to, że uda im się znaleźć jakieś ślady.
— Mam jeszcze jedno pytanie, panie Yale. To pole stało do tej pory odłogiem, czy już wcześniej się nim pan zajmował. Istnieje szansa, że ktoś uznał je za opuszczony płat ziemi, na który nikt nie zagląda? Jeśli nie, czy w okolicy są jakieś nieużytki, na które gospodarze rzadko zaglądają? — dodał jeszcze, wciąż starając się mówić łagodnym, spokojnym tonem głosu. Nawet, jeśli sytuacja była cholernie nieprzyjemna.
Wyruszając tutaj, myślał o sobie bardziej jako o niańce, ale wzmianki o poprzednich ofiarach niejako przywróciły go do rzeczywistości. Nie był to czas i miejsce na rodzinne dylematy. Byli na służbie, mieli zbadać śmiertelne ofiary i dowiedzieć się, kto lub co im to zrobiło.
— Faktycznie, kojarzę taki raport. Niestety nie pamiętam dokładnych szczegółów, ale zawsze możemy do tego wrócić, gdy znajdziemy się z powrotem w biurze — rzucił w końcu, gładząc się przy tym po brodzie. Próbował przypomnieć sobie coś więcej z tamtych notatek, ale w głowie pojawiały mu się jedynie niewyraźne obrazy. — Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z jednym sprawcą, sytuacja robi się jeszcze mniej ciekawa. Jeśli pierwsza ofiara pojawiła się tuż po Beltane... boję się pomyśleć, o ilu ofiarach możemy jeszcze nie wiedzieć — dokończył w końcu, lekko przy tym wzdychając. Sytuacja zdecydowanie nie brzmiała na szczególnie wesołą, ale cóż, rzadko kiedy mieli styczność z pozytywnymi zdarzeniami. Do takich rzadko kiedy potrzebna była pomoc pracowników ministerstwa. Szczególnie takich jak oni.
— Ciężko mi ocenić, czy to nieużytek, ale zdecydowanie warto będzie spytać o to gospodarza. Jeśli w okolicy są jakieś rzadko uczęszczane miejsca, trzeba będzie się przejść też tam. Albo wysłać kilku mundurowych, żeby się temu przyjrzeli — kiwnął powoli głową, zerkając przy tym w stronę wspomnianego dopiero co mężczyzny. Wciąż było mu szkoda biednego staruszka. Wiedział, że pracownicy BUMu zdążyli go już przepytać i kolejna rozmowa będzie jedynie odgrzebywaniem świeżych traum, ale niestety nie było innego wyjścia.
— Chcesz prowadzić przesłuchanie? — rzucił jeszcze tylko do brata, na chwilę przed tym jak podeszli do reszty obecnych przy polu ludzi. Przy okazji zanotował sugestię brata. Do tej pory nawet o tym nie myślał, ale faktycznie. Kim do cholery była druga ofiara? Czemu nikt się nią nie zainteresował?
Wysłuchując gospodarza, Orion starał się zachować na twarzy lekki, przyjazny uśmiech, chcąc utrzymać atmosferę w jakkolwiek "przyjemnym" klimacie. Temat nie był przyjemny, a i sam pan Yale wciąż był chyba w szoku. Bulstrode starał się nie dodać mu do listy kolejnych traum. Liczył, że nie zrobi tego również jego młodszy brat.
Gdy w ruch poszło zdjęcie, w milczeniu śledził bieg wydarzeń, jednocześnie notując w głowie wszystko, co mówił brygadzista. Co prawda nie znał Martha Appleby, ale i tak było mu jej szkoda. Nikt nie zasługiwał na śmierć, a już na pewno nie taką.
Gdy Atreus przejął zdjęcie, stanął tak, żeby móc zerkać mu przez ramię, uwagę skupiając przede wszystkim na sukni. Oczywiście zerknął też na twarz, ale jeśli wierzyć dotychczasowym informacjom, zwłok i tak nie dałoby rady poznać po wyglądzie. Paskudna sprawa.
— Dobrze, że mamy jakiś punkt zaczepienia, ale i tak będzie trzeba się temu dokładniej przyjrzeć. Och, jeszcze jedno. Wiemy, kim jest druga ofiara? — dodał w międzyczasie, zerkając na obu mundurowych. Tuż po tym zerknął na pana Yale. — Czy ruszał pan pług po ruszeniu zwłok? — Gdy odpowiedź okazała się przecząca, odetchnął z ulgą. Nawet jeśli miejsce zbrodni było już uszkodzone, istniała szansa na to, że uda im się znaleźć jakieś ślady.
— Mam jeszcze jedno pytanie, panie Yale. To pole stało do tej pory odłogiem, czy już wcześniej się nim pan zajmował. Istnieje szansa, że ktoś uznał je za opuszczony płat ziemi, na który nikt nie zagląda? Jeśli nie, czy w okolicy są jakieś nieużytki, na które gospodarze rzadko zaglądają? — dodał jeszcze, wciąż starając się mówić łagodnym, spokojnym tonem głosu. Nawet, jeśli sytuacja była cholernie nieprzyjemna.