13.09.2023, 23:27 ✶
Milczała. Naprawdę milczała i tylko po prostu szła, pozwalając Bulstrode’owi i Brennie się pokłócić, wszystko z siebie wyrzucić i tak dalej, i tak dalej – aczkolwiek nie zmniejszało to nijak jej skonfundowania i niezrozumienia sytuacji.
Więc, nie wtrącała się.
Mimo wszystko wsadzanie palców między drzwi a framugę zwykle nie należało do najbezpieczniejszych pomysłów, nawet jeśli rolę drzwi należało przypisać jej oczku w głowie, znaczy się Brennie. Sama zresztą nie byłaby szczególnie zadowolona, gdyby siostra postanowiła się nagle wtrącić jej własną kłótnię, chociażby z Alkiem. 1O ile byłaby świadkiem takowej, oczywiście.
W ciemnych oczach pojawił się błysk zrozumienia, gdy w końcu otrzymała wyjaśnienie. Mocno zdawkowe, mocno skrótowe, ale wystarczyło. Wstępnie. Rytuał… tak, to dużo mówiło, bardzo dużo, zwłaszcza że sama odczuwała podobnie, przez co nie raz i nie dwa musiała zaciskać dość mocno zęby.
Bo to bolało.
Pokiwała tylko głową, przyjmując wyjaśnienia. W porządku, rytuał. Plotki. Tak, jesteś neiwinna, promyczku, nie posądziłabym ciebie o napastowanie, nawet w innym życiu. Tak, nie powinien cioci, Erikowi ani nikomu innemu, za kogo ty mnie masz.
- Później – mruknęła tylko, sygnalizując, że naprawdę, nie musi jednak teraz. I niewtrącanie się nie trwało wiecznie. Bo znajdowali się coraz bliżej miejsca, w którym miały się stawić, a Atreus… uparcie się ich trzymał, gorzej jak rzep psiego ogona. Westchnęła w końcu, samej zaczynając odczuwać irytację.
- Spływaj Bulstrode, a może boisz się samemu wracać i mamy cię za rączkę potrzymać? – rzuciła, bo, jakkolwiek by nie patrzeć, nie zapraszały nikogo do obserwowania, jak pracują. A taki nieproszony gość, sterczący nad głową, to było… uch. Irytujące. Przeszkadzające.
Więc, nie wtrącała się.
Mimo wszystko wsadzanie palców między drzwi a framugę zwykle nie należało do najbezpieczniejszych pomysłów, nawet jeśli rolę drzwi należało przypisać jej oczku w głowie, znaczy się Brennie. Sama zresztą nie byłaby szczególnie zadowolona, gdyby siostra postanowiła się nagle wtrącić jej własną kłótnię, chociażby z Alkiem. 1O ile byłaby świadkiem takowej, oczywiście.
W ciemnych oczach pojawił się błysk zrozumienia, gdy w końcu otrzymała wyjaśnienie. Mocno zdawkowe, mocno skrótowe, ale wystarczyło. Wstępnie. Rytuał… tak, to dużo mówiło, bardzo dużo, zwłaszcza że sama odczuwała podobnie, przez co nie raz i nie dwa musiała zaciskać dość mocno zęby.
Bo to bolało.
Pokiwała tylko głową, przyjmując wyjaśnienia. W porządku, rytuał. Plotki. Tak, jesteś neiwinna, promyczku, nie posądziłabym ciebie o napastowanie, nawet w innym życiu. Tak, nie powinien cioci, Erikowi ani nikomu innemu, za kogo ty mnie masz.
- Później – mruknęła tylko, sygnalizując, że naprawdę, nie musi jednak teraz. I niewtrącanie się nie trwało wiecznie. Bo znajdowali się coraz bliżej miejsca, w którym miały się stawić, a Atreus… uparcie się ich trzymał, gorzej jak rzep psiego ogona. Westchnęła w końcu, samej zaczynając odczuwać irytację.
- Spływaj Bulstrode, a może boisz się samemu wracać i mamy cię za rączkę potrzymać? – rzuciła, bo, jakkolwiek by nie patrzeć, nie zapraszały nikogo do obserwowania, jak pracują. A taki nieproszony gość, sterczący nad głową, to było… uch. Irytujące. Przeszkadzające.