13.09.2023, 23:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2023, 23:29 przez Atreus Bulstrode.)
Spojrzał na Oriona krzywo, bo ten brzmiał tak, jakby zupełnie swojego brata nie znał. Wcześnie? Może i wcześnie, ale przynajmniej nie chodziło w tym wszystkim o postępujący pracoholizm czy umiłowanie do składania raportów. Nie. Chodziło o zwykłą potrzebę robienia czegokolwiek. Wgryzienia się w jakąś sprawę i wyjściu z domu na coś ciekawszego niż kawa w pobliskiej kawiarni i rozmawianie o samopoczuciu drugiej osoby, albo odpowiadanie setny raz na pytanie jak to jest być zimnym.
- Znaleźli go w Kniei po Beltane - przytoczył, jakby to nie było oczywiste. - Mało co z niego zostało, ale cóż... najpierw sobie obejrzymy faktycznie co dokładnie tutaj mamy - wzruszył ramionami. Przez moment chciał rzucić, że może był to jeden sprawca, a może naśladowca, ale to drugie szybko uznał za mało prawdopodobne. Stan w jakim znaleziono Longbottoma nie był znany szerszej opinii publicznej. Nawet nie wszyscy w biurze wiedzieli co się stało, bo nie każdy miał czas przeglądać wszystkie raporty jakie napłynęły zaraz po Beltane, a cóż... była ich zwyczajnie cała góra. Miał też wrażenie, że nawet jeśli na liczniku przypadków tego typu mogli mieć już właśnie trzy ofiary, to pewnie nie była to całość. Równie dobrze faktem, że cokolwiek trafiło w ich ręce mógł kierować ślepy los. Ten sam, który pokierował tego dnia pana Yale, żeby zaprzągł konia i rozorał pługiem poletko.
Machnął ręko lekceważąco na pytanie Oriona. Jeśli brat chciał sobie gadać, to niech mu będzie na zdrowie. Pan Yale nie wyglądał na kogoś, z którym szczególnie chciało mu się teraz rozmawiać. Raczej na takiego, który żył swoim życiem i nie interesował się zbytnio tym, co działo się dookoła. Praktykant uczciwej, ciężkiej pracy, jak to się mówiło.
- A kiedy zaginęła? - zapytał Bulstrode detektywa. W przeciwieństwie do Oriona, nie uśmiechał się. Ani mu się nie chciało, ani nie uważał żeby przyjemny uśmiech tutaj w czymkolwiek pomógł. Pewnie gdyby nie towarzystwo brygadzisty i świadka, wytknąłby bratu ten grymas, ale tak zwyczajnie przemilczał sprawę.
- Dzisiaj. - odpowiedział brygadzista jakby nigdy nic, tonem wyzutym z jakichkolwiek emocji. Atreus uniósł tylko brwi w lekkim powątpiewaniu. Świeża sprawa, no tak. Świeższa chyba już być nie mogła. - Jeszcze nie. Pług został poprowadzony tak, że szczątki zostały naruszone. Jedne znajdują się na widoku, a drugie wciąż znajdują się pod urządzeniem. Wciąż nie jesteśmy też absolutnie, stuprocentowo pewni tożsamości pierwszej, ale jak na razie wszystko wskazuje, że to właśnie Martha Appleby.
Atreus pokiwał głową. Miało sens, ale póki nie przestawią pługu i nie wydobędą obydwu ciał w pełni na światło dzienne, mogli tylko zakładać taki scenariusz.
- Absolutnie nie - odpowiedział pan Yale, wyglądając trochę jakby pobladł jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe. Widać, że cała ta sytuacja okropnie go męczyła. W końcu nie każdy trzymał co dzień czyjeś zwłoki w dłoniach.- Stało jakiś czas, odpoczywając przez zimę. To miała być pierwsza orka w tym roku. Ale to nie jest bezpańskie pole, Panie Auror. Tu co chwila ktoś chodzi, sam sprawdzałem je parę dni temu przed robotą. Wnuki bawią się co chwilę tutaj, urwisy jedne - westchnął boleściwie. Wyglądał trochę jakby sugestia, że pole było opuszczone, nieco go uraziła. - Jeśli ktoś pomyślał, że pole jest zaniedbane, to nic o roli musiał nie wiedzieć. - rzucił stanowczo, marszcząc krzaczaste brwi. - Pełno ich. Szczególnie te dalej, pod Knieją. Tam też pastwiska, gdzie głównie pasą się zwierzęta.
Atreus przestąpił z nogi na nogę. Zaoferował towarzyszącemu mu brygadziście papierosa, ale ten odmówił grzecznie, obserwując rozmowę świadka z Orionem.
- W jakim stanie jest ciało? - zagadnął, zerkając na detektywa.
- Wygląda, jakby leżało tam nie wiadomo ile. Parę lat i to przynajmniej. Zwykle takie ciała wygrzebuje się z grobów. Mam na myśli, że w podobnym stanie rozkładu. Najlepiej jakby obejrzał je koroner, bo szczerze? Nie widziałem jeszcze niczego podobnego, jeśli faktycznie to ta sama dziewczyna.
- Znaleźli go w Kniei po Beltane - przytoczył, jakby to nie było oczywiste. - Mało co z niego zostało, ale cóż... najpierw sobie obejrzymy faktycznie co dokładnie tutaj mamy - wzruszył ramionami. Przez moment chciał rzucić, że może był to jeden sprawca, a może naśladowca, ale to drugie szybko uznał za mało prawdopodobne. Stan w jakim znaleziono Longbottoma nie był znany szerszej opinii publicznej. Nawet nie wszyscy w biurze wiedzieli co się stało, bo nie każdy miał czas przeglądać wszystkie raporty jakie napłynęły zaraz po Beltane, a cóż... była ich zwyczajnie cała góra. Miał też wrażenie, że nawet jeśli na liczniku przypadków tego typu mogli mieć już właśnie trzy ofiary, to pewnie nie była to całość. Równie dobrze faktem, że cokolwiek trafiło w ich ręce mógł kierować ślepy los. Ten sam, który pokierował tego dnia pana Yale, żeby zaprzągł konia i rozorał pługiem poletko.
Machnął ręko lekceważąco na pytanie Oriona. Jeśli brat chciał sobie gadać, to niech mu będzie na zdrowie. Pan Yale nie wyglądał na kogoś, z którym szczególnie chciało mu się teraz rozmawiać. Raczej na takiego, który żył swoim życiem i nie interesował się zbytnio tym, co działo się dookoła. Praktykant uczciwej, ciężkiej pracy, jak to się mówiło.
- A kiedy zaginęła? - zapytał Bulstrode detektywa. W przeciwieństwie do Oriona, nie uśmiechał się. Ani mu się nie chciało, ani nie uważał żeby przyjemny uśmiech tutaj w czymkolwiek pomógł. Pewnie gdyby nie towarzystwo brygadzisty i świadka, wytknąłby bratu ten grymas, ale tak zwyczajnie przemilczał sprawę.
- Dzisiaj. - odpowiedział brygadzista jakby nigdy nic, tonem wyzutym z jakichkolwiek emocji. Atreus uniósł tylko brwi w lekkim powątpiewaniu. Świeża sprawa, no tak. Świeższa chyba już być nie mogła. - Jeszcze nie. Pług został poprowadzony tak, że szczątki zostały naruszone. Jedne znajdują się na widoku, a drugie wciąż znajdują się pod urządzeniem. Wciąż nie jesteśmy też absolutnie, stuprocentowo pewni tożsamości pierwszej, ale jak na razie wszystko wskazuje, że to właśnie Martha Appleby.
Atreus pokiwał głową. Miało sens, ale póki nie przestawią pługu i nie wydobędą obydwu ciał w pełni na światło dzienne, mogli tylko zakładać taki scenariusz.
- Absolutnie nie - odpowiedział pan Yale, wyglądając trochę jakby pobladł jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe. Widać, że cała ta sytuacja okropnie go męczyła. W końcu nie każdy trzymał co dzień czyjeś zwłoki w dłoniach.- Stało jakiś czas, odpoczywając przez zimę. To miała być pierwsza orka w tym roku. Ale to nie jest bezpańskie pole, Panie Auror. Tu co chwila ktoś chodzi, sam sprawdzałem je parę dni temu przed robotą. Wnuki bawią się co chwilę tutaj, urwisy jedne - westchnął boleściwie. Wyglądał trochę jakby sugestia, że pole było opuszczone, nieco go uraziła. - Jeśli ktoś pomyślał, że pole jest zaniedbane, to nic o roli musiał nie wiedzieć. - rzucił stanowczo, marszcząc krzaczaste brwi. - Pełno ich. Szczególnie te dalej, pod Knieją. Tam też pastwiska, gdzie głównie pasą się zwierzęta.
Atreus przestąpił z nogi na nogę. Zaoferował towarzyszącemu mu brygadziście papierosa, ale ten odmówił grzecznie, obserwując rozmowę świadka z Orionem.
- W jakim stanie jest ciało? - zagadnął, zerkając na detektywa.
- Wygląda, jakby leżało tam nie wiadomo ile. Parę lat i to przynajmniej. Zwykle takie ciała wygrzebuje się z grobów. Mam na myśli, że w podobnym stanie rozkładu. Najlepiej jakby obejrzał je koroner, bo szczerze? Nie widziałem jeszcze niczego podobnego, jeśli faktycznie to ta sama dziewczyna.