13.09.2023, 23:32 ✶
- Nie słyszałeś, jak cytowałam? – zdziwiła się lekko Brenna. – Żartujesz? Tak jakby sama walczyłam z golemem, próbującym go rozgnieść i potem go skuwałam. Raczej nie obwiniałabym o to ciebie – stwierdziła, unosząc brwi, jeszcze bardziej zdziwiona. Pomijając już to, że nie byłoby dziwne, gdyby chciała rozmawiać o oddawaniu w ręce Ministerstwa śmierciożerców.
Pozwoliła, by przejął gazetę z jej rąk. A potem obserwowała jego minę. Przekrzywiła głowę na bok, ruchem który mógł kojarzyć się z tym, w jaki sposób poruszała wilczym łbem po przemianie. Przez moment na ustach Brenny majaczył kpiący uśmiech, gdy wysłuchiwała tych wszystkich tłumaczeń.
– Erik, pamiętasz, że nie jesteś na dywaniku u dyrektora? – przypomniała mu, bo przecież nie przyszła tutaj po to, aby domagać się wyjaśnień. Ani nawet nie po to, aby go ochrzanić. Mogłaby pojawić się, aby wytknąć mu punkt po punkcie, co głupiego zrobił w niektórych sytuacjach. Jak na przykład wtedy, kiedy uznał, że postanowiła odebrać kawiarnię ich przyjaciółce. Ale w pewnych sprawach miał prawo do podejmowania własnych decyzji, a w tym przypadku… I tak wszyscy ryzykowali. Może do tej pory nie tak bardzo – bo byli w końcu czystej krwi, więc niektórzy wciąż mieliby pewne opory – ale sytuacja nadmiernie eskalowała, aby w tej chwili uważać na słowa.
Rozsiadła się na fotelu wygodniej, wciąż przypatrując się bratu bardzo uważnie. Z pewnym zamyśleniem. Wydawało się jej, że Beltane nie wpłynęło na niego aż tak mocno jak na niektórych – na nią, Mavelle czy Patricka, a ona akurat kryła wszystko, co pozostawiło po sobie święto bardzo głęboko – ale nie była tego pewna. Nigdy nie żałowała, że jej Trzecie Oko sięgało właśnie ku przeszłości, ale w takich chwilach myślała, że aurowidzenie również byłoby przydatne.
Martwiła się o niego. Brenna miała skłonności do zamartwiania się o innych. A po tym wywiadzie jeszcze bardziej.
– Chciałam porozmawiać o sprawach związanych z tym artykułem i Beltane, ale nie żeby na ciebie krzyczeć, Erik. Raczej chodzi mi o to, że powinniśmy… bardziej zadbać o bezpieczeństwo. Na przykład ostrożniej z włóczeniem się po Dolinę w pojedynkę. – Nawet jeżeli to ona była tą, która robiła to najczęściej, to jednak zdarzało się i innym. – Mogą w końcu obserwować nasz dom. Powinniśmy pewnie zacząć zostawiać skrzatce albo listownie, dokąd idziemy. I cóż, Ministerstwo doradza w takich sytuacjach hasła, ale w hasła nie wierzę, za to pytania w rodzaju, który wazon potłukłaś dziesięć lat temu bardziej. Wiesz na wypadek, gdyby ktoś się dziwnie zachowywał… Chociaż chyba żaden śmierciożerca nie zdołałby podszyć się pode mnie.
Sposób w jaki chodziła, poruszała się, mówiła – zwłaszcza mówiła – był tak charakterystyczny, że naprawdę bardzo trudno byłoby zrobić to bezbłędnie. Ale tak, Brenna obawiała się, że teraz zostaną wzięci na celownik, i… musieli być na to tak gotowi, jak to tylko możliwe. Istniały imperio, eliksiry i tym podobne.
– A jeżeli chodzi o prasę… – Uniosła numer gazety i przerzuciła stronę, pokazując kolejny artykuł, tym razem wspominający o Mavelle, Patricku, Atreusie i Victorii. – Mav i Patrick mieli być w cieniu, tam gdzie my byliśmy z przodu. Teraz wszyscy o nich mówią. W takim wypadku ja nie powinnam się pojawiać w prasie. Będę ogarniała wszystkie te bale i tym podobne, ale jeśli ktoś ma zbierać za nie laury, to ty.
Jego już i tak nie udało się „schować”.
Pozwoliła, by przejął gazetę z jej rąk. A potem obserwowała jego minę. Przekrzywiła głowę na bok, ruchem który mógł kojarzyć się z tym, w jaki sposób poruszała wilczym łbem po przemianie. Przez moment na ustach Brenny majaczył kpiący uśmiech, gdy wysłuchiwała tych wszystkich tłumaczeń.
– Erik, pamiętasz, że nie jesteś na dywaniku u dyrektora? – przypomniała mu, bo przecież nie przyszła tutaj po to, aby domagać się wyjaśnień. Ani nawet nie po to, aby go ochrzanić. Mogłaby pojawić się, aby wytknąć mu punkt po punkcie, co głupiego zrobił w niektórych sytuacjach. Jak na przykład wtedy, kiedy uznał, że postanowiła odebrać kawiarnię ich przyjaciółce. Ale w pewnych sprawach miał prawo do podejmowania własnych decyzji, a w tym przypadku… I tak wszyscy ryzykowali. Może do tej pory nie tak bardzo – bo byli w końcu czystej krwi, więc niektórzy wciąż mieliby pewne opory – ale sytuacja nadmiernie eskalowała, aby w tej chwili uważać na słowa.
Rozsiadła się na fotelu wygodniej, wciąż przypatrując się bratu bardzo uważnie. Z pewnym zamyśleniem. Wydawało się jej, że Beltane nie wpłynęło na niego aż tak mocno jak na niektórych – na nią, Mavelle czy Patricka, a ona akurat kryła wszystko, co pozostawiło po sobie święto bardzo głęboko – ale nie była tego pewna. Nigdy nie żałowała, że jej Trzecie Oko sięgało właśnie ku przeszłości, ale w takich chwilach myślała, że aurowidzenie również byłoby przydatne.
Martwiła się o niego. Brenna miała skłonności do zamartwiania się o innych. A po tym wywiadzie jeszcze bardziej.
– Chciałam porozmawiać o sprawach związanych z tym artykułem i Beltane, ale nie żeby na ciebie krzyczeć, Erik. Raczej chodzi mi o to, że powinniśmy… bardziej zadbać o bezpieczeństwo. Na przykład ostrożniej z włóczeniem się po Dolinę w pojedynkę. – Nawet jeżeli to ona była tą, która robiła to najczęściej, to jednak zdarzało się i innym. – Mogą w końcu obserwować nasz dom. Powinniśmy pewnie zacząć zostawiać skrzatce albo listownie, dokąd idziemy. I cóż, Ministerstwo doradza w takich sytuacjach hasła, ale w hasła nie wierzę, za to pytania w rodzaju, który wazon potłukłaś dziesięć lat temu bardziej. Wiesz na wypadek, gdyby ktoś się dziwnie zachowywał… Chociaż chyba żaden śmierciożerca nie zdołałby podszyć się pode mnie.
Sposób w jaki chodziła, poruszała się, mówiła – zwłaszcza mówiła – był tak charakterystyczny, że naprawdę bardzo trudno byłoby zrobić to bezbłędnie. Ale tak, Brenna obawiała się, że teraz zostaną wzięci na celownik, i… musieli być na to tak gotowi, jak to tylko możliwe. Istniały imperio, eliksiry i tym podobne.
– A jeżeli chodzi o prasę… – Uniosła numer gazety i przerzuciła stronę, pokazując kolejny artykuł, tym razem wspominający o Mavelle, Patricku, Atreusie i Victorii. – Mav i Patrick mieli być w cieniu, tam gdzie my byliśmy z przodu. Teraz wszyscy o nich mówią. W takim wypadku ja nie powinnam się pojawiać w prasie. Będę ogarniała wszystkie te bale i tym podobne, ale jeśli ktoś ma zbierać za nie laury, to ty.
Jego już i tak nie udało się „schować”.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.