13.09.2023, 23:50 ✶
- Uznam to za komplement - uśmiechnął się, wyraźnie z siebie zadowolony. Nie chciała się dalej kłócić, tym lepiej dla nich, bo mu też już praktycznie całkowicie minęła już ochota do wygrażaniu z pięściami wzniesionymi pod niebiosa. Kiedy odwróciła się do Bones, zaczął klepać się po kieszeniach ubrania, aż w końcu znalazł paczkę papierosów, wyciągnął jednego i zapalił. Zrobił też drobny krok w bok, żeby dym nie leciał na nie, a przynajmniej nie robił tego w aż tak ostentacyjny sposób. W sumie to jak się tak zastanowił, nie przeszkadzało mu to, że Mavelle wie. Prawdę powiedziawszy, to myślał że Brenna już wcześniej podzieliła się tymi bolączkami ze swoimi najbliższymi przyjaciółkami. Teraz jednak, widząc jej reakcję na nieporozumienie i pośpieszne tłumaczenie przyszło mu do głowy, że skoro tak bardzo jej zależało na dyskrecji, to jej kuzynka była ostatnią osobą, która cokolwiek wypapla.
- A co, jesteś chętna? A może obie jesteście? - zapytał, uśmiechając się do Bones zaczepnie, wyciągając w jej stronę dłoń, a potem i podnosząc drugą, spoglądając na Brennę. Nawet jeśli się wygłupiał, doskonale wiedział, że jakaś część niego nie miałaby nic przeciwko, gdyby Longbottom poszła na tę propozycję. Nie był tylko pewien czy chodziło o magie, czy coś leżącego gdzieś głębiej. O ten kontrast, który zdawał się tak wyraźny przez to, że jego ciało było lodowate, a jej wciąż zdawało się tętnić życiem. Może też o to, że tak naprawdę nie była mu nikim bliskim, a mimo tego te trzy dni temu, kiedy jej dotknął, nie wyglądała jakby musiała ze sobą walczyć, żeby nie zabrać dłoni. Że nie wzdrygnęła się, co przecież byłoby naturalną reakcją.
- A co, jesteś chętna? A może obie jesteście? - zapytał, uśmiechając się do Bones zaczepnie, wyciągając w jej stronę dłoń, a potem i podnosząc drugą, spoglądając na Brennę. Nawet jeśli się wygłupiał, doskonale wiedział, że jakaś część niego nie miałaby nic przeciwko, gdyby Longbottom poszła na tę propozycję. Nie był tylko pewien czy chodziło o magie, czy coś leżącego gdzieś głębiej. O ten kontrast, który zdawał się tak wyraźny przez to, że jego ciało było lodowate, a jej wciąż zdawało się tętnić życiem. Może też o to, że tak naprawdę nie była mu nikim bliskim, a mimo tego te trzy dni temu, kiedy jej dotknął, nie wyglądała jakby musiała ze sobą walczyć, żeby nie zabrać dłoni. Że nie wzdrygnęła się, co przecież byłoby naturalną reakcją.