13.09.2023, 23:51 ✶
Jego ciało było ciepłe. Ale dusza zimna. Jego utrzymywało drugie. U Lukrecji było widocznie odwrotnie. Ciało miał zimne, ale duszę ciepłą. Jaśniejącą światłem anielskim, prawdopodobnie próbującą wejść w zimne czeluście piekła, spowitego ciemnością. Duszę chłodu jaką posiadał Nicholas. Jego ciało było dobrze zbudowane, zadbane. Szkolony przez ojca w walce i szermierce, utrzymywał przez lata ten stan. To ciało miało też ukryte blizny. Leczone zaklęciami, eliksirami i maściami. Miały swoje znamię przez kontakt z niektórymi stworzeniami, kiedy bywała misjach z rodziny w młodszym wieku. Uczył się nie tylko podstawowej wiedzy w teorii ale i w praktyce. To świadczyło o tym, że nie za dobrze z nimi sobie radził. Niektóre go atakowały, inne bardziej oddalały. Jakby potrafiły wyczuć jego aurę. Po opanowaniu oklumencji, umiał to skrywać.
Ta bajka, która miała teraz częściowe odzwierciedlenie w tym pomieszczeniu, brzmiała nieprawdopodobnie prawdziwie. Dwa przeciwieństwa siedziały bardzo blisko siebie i dotykały. Nicholas poczynił ten zaskakujący i wyczekiwany czyn, całując na początek delikatnie Lukrecję. Nie protestował. A nawet mu się to podobało. Zarzucił swoje ręce za jego szyją. Nicholas z tym na razie nic nie zrobił. Jego lewa dłoń powędrowała na dolną część jego pleców. Druga pozostawała na szyi. Pozwolił, aby blondyn przesunął pocałunkami dalej. On się uśmiechał. Nicholas pozostawał poważny. Słuchał jego szeptu. Tego, że chciałby go jeszcze spotkać. Że jest tutejszym więźniem. Zwracał się do niego jako Kay. Brzmiało to tak, jakby Nicholas otrzymał od anioła nowe imię.
- Chciałbyś mnie ponownie spotkać?
Zapytał Nicholas, tym samym chłodnym tonem. Jego dłoń spoczywająca na szyi Lukrecji, powędrowała wyżej, na jego włosy. Palce zacisnęły się na nich, dając odrobinę bólu. Czy to była gra, zwodząca o przyjaznym zimnie duszy? Że Nicholas nie zrobi mu krzywdy? Czy to była zapowiedź tego co ma nadejść?
- Mógłbym Cię stąd zabrać. Ale wtedy, zostałbyś moim więźniem. Mogę Cię zostawić, ale jeżeli chcesz być wolnym i znów mnie spotkać, musisz sam opuścić to miejsce. Sam mnie odnaleźć.
Nicholas wyszeptał mu te słowa go ucha, skoro tak tkwili jakby byli do siebie przytuleni. Nie robił niczego za darmo. Mógłby go zabrać, ale wtedy anioł miałby inną klatkę. Dał mu prawo wyboru. Mocniejszym dotykiem na jego włosach ostrzegł, że nie jest tak delikatny, jakby myślał. Yaxley poluzował uścisk na jego włosach. Tyranem nie był, jeżeli druga strona dawała mu to czego potrzebował. Lukrecję nie zamierzał krzywdzić. Zaimponował mu swoją poetycką mową i spostrzeżeniami.
Ta bajka, która miała teraz częściowe odzwierciedlenie w tym pomieszczeniu, brzmiała nieprawdopodobnie prawdziwie. Dwa przeciwieństwa siedziały bardzo blisko siebie i dotykały. Nicholas poczynił ten zaskakujący i wyczekiwany czyn, całując na początek delikatnie Lukrecję. Nie protestował. A nawet mu się to podobało. Zarzucił swoje ręce za jego szyją. Nicholas z tym na razie nic nie zrobił. Jego lewa dłoń powędrowała na dolną część jego pleców. Druga pozostawała na szyi. Pozwolił, aby blondyn przesunął pocałunkami dalej. On się uśmiechał. Nicholas pozostawał poważny. Słuchał jego szeptu. Tego, że chciałby go jeszcze spotkać. Że jest tutejszym więźniem. Zwracał się do niego jako Kay. Brzmiało to tak, jakby Nicholas otrzymał od anioła nowe imię.
- Chciałbyś mnie ponownie spotkać?
Zapytał Nicholas, tym samym chłodnym tonem. Jego dłoń spoczywająca na szyi Lukrecji, powędrowała wyżej, na jego włosy. Palce zacisnęły się na nich, dając odrobinę bólu. Czy to była gra, zwodząca o przyjaznym zimnie duszy? Że Nicholas nie zrobi mu krzywdy? Czy to była zapowiedź tego co ma nadejść?
- Mógłbym Cię stąd zabrać. Ale wtedy, zostałbyś moim więźniem. Mogę Cię zostawić, ale jeżeli chcesz być wolnym i znów mnie spotkać, musisz sam opuścić to miejsce. Sam mnie odnaleźć.
Nicholas wyszeptał mu te słowa go ucha, skoro tak tkwili jakby byli do siebie przytuleni. Nie robił niczego za darmo. Mógłby go zabrać, ale wtedy anioł miałby inną klatkę. Dał mu prawo wyboru. Mocniejszym dotykiem na jego włosach ostrzegł, że nie jest tak delikatny, jakby myślał. Yaxley poluzował uścisk na jego włosach. Tyranem nie był, jeżeli druga strona dawała mu to czego potrzebował. Lukrecję nie zamierzał krzywdzić. Zaimponował mu swoją poetycką mową i spostrzeżeniami.