14.09.2023, 00:17 ✶
– Kim jestem, żeby wyprowadzać cię z błędu – rzuciła tylko krótko.
Nie, nie powiedziała Mavelle. Nie powiedziała Victorii, Cynthii oraz Norze, choć sama je wypytywała. Brenna w swoim całym paplaniu mogła wydawać się kimś, kto wygada absolutnie wszystko, a sposób w jaki podchodziła do ludzi sugerował ogromną otwartość… i doskonale, bo dzięki temu mało kto podejrzewał, ile sekretów tkwiło w jej głowie.
A własnych strzegła równie pilnie, co cudzych. To był jej problem. Gdyby Atreus się tutaj nie pojawił, nikt nigdy by się nie dowiedział. Nawet jeżeli sama widziała już, że między Mavelle a Alastorem coś działo się z powodu tego rytuału.
– Nic z tego, nie możesz chodzić z nią za rączkę, nie jesteś dla niej dość dobry – oświadczyła jeszcze, rzucając mu kpiące spojrzenie. Czy miałaby ochotę wziąć go za tę rękę? Pewnie tak i właśnie dlatego wiedziała, że absolutnie nie może tego zrobić. Bo przecież zwykle nie miała oporów, wobec rodziny, przyjaciół czy nawet przypadkowych znajomych – ten nawyk był w niej tak głęboko zakorzeniony, że nawet jego na Beltane dwukrotnie po prostu złapała za dłoń i pociągnęła za sobą, niczego się w tym geście nie doszukując. Ale teraz… nie było jej wolno. Zamiast tego schwyciła za rękę kuzynki, też tak straszliwie zimną: ale ten chłód dla niej po prostu nie mógł mieć znaczenia, nie kiedy Zimnymi stały się właśnie te konkretne osoby. Już nawet przywykła do tego uczucia, jak jej własna dłoń powoli zdawała się stygnąć, kiedy któregoś z nich dotykała.
– Cześć chłopcy – mruknęła niezbyt głośno, wchodząc do zaułka, gdzie tkwiło dwóch Brygadzistów. – Lećcie do łóżek, zmieniamy was.
Miała przeczucie, że wprawdzie dziś na tym patrolu nie zdarzy się żadna z rzeczy, jakie lubiły się jej przydarzać – w rodzaju spadania ze schodów – ale i tak może na swój sposób… być bardzo ciężki.
Nie, nie powiedziała Mavelle. Nie powiedziała Victorii, Cynthii oraz Norze, choć sama je wypytywała. Brenna w swoim całym paplaniu mogła wydawać się kimś, kto wygada absolutnie wszystko, a sposób w jaki podchodziła do ludzi sugerował ogromną otwartość… i doskonale, bo dzięki temu mało kto podejrzewał, ile sekretów tkwiło w jej głowie.
A własnych strzegła równie pilnie, co cudzych. To był jej problem. Gdyby Atreus się tutaj nie pojawił, nikt nigdy by się nie dowiedział. Nawet jeżeli sama widziała już, że między Mavelle a Alastorem coś działo się z powodu tego rytuału.
– Nic z tego, nie możesz chodzić z nią za rączkę, nie jesteś dla niej dość dobry – oświadczyła jeszcze, rzucając mu kpiące spojrzenie. Czy miałaby ochotę wziąć go za tę rękę? Pewnie tak i właśnie dlatego wiedziała, że absolutnie nie może tego zrobić. Bo przecież zwykle nie miała oporów, wobec rodziny, przyjaciół czy nawet przypadkowych znajomych – ten nawyk był w niej tak głęboko zakorzeniony, że nawet jego na Beltane dwukrotnie po prostu złapała za dłoń i pociągnęła za sobą, niczego się w tym geście nie doszukując. Ale teraz… nie było jej wolno. Zamiast tego schwyciła za rękę kuzynki, też tak straszliwie zimną: ale ten chłód dla niej po prostu nie mógł mieć znaczenia, nie kiedy Zimnymi stały się właśnie te konkretne osoby. Już nawet przywykła do tego uczucia, jak jej własna dłoń powoli zdawała się stygnąć, kiedy któregoś z nich dotykała.
– Cześć chłopcy – mruknęła niezbyt głośno, wchodząc do zaułka, gdzie tkwiło dwóch Brygadzistów. – Lećcie do łóżek, zmieniamy was.
Miała przeczucie, że wprawdzie dziś na tym patrolu nie zdarzy się żadna z rzeczy, jakie lubiły się jej przydarzać – w rodzaju spadania ze schodów – ale i tak może na swój sposób… być bardzo ciężki.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.