14.09.2023, 01:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2023, 01:58 przez Brenna Longbottom.)
– Oj nie. Mama popatrzyłaby na mnie z groźną miną i oświadczyła, że robię sobie żarty z istotnych spraw – stwierdziła Brenna. Jeśli szło o to, że nie była martwa, to cóż, miała na myśli, że na jej widok nie powinno się robić od razu zimno, ale też jej uwagi często zdawały się absolutnie oderwane od jakiegokolwiek rozsądku wielu ludziom. Miała przy tym tendencje do bycia nadaktywną, i zarówno to, jak i zwyczaj wyrzucania z siebie zbyt wielu słów na minutę, niektórzy po prostu akceptowali, a inni… cóż, szybko mieli jej dość.
I Brenna tym drugim zdawała się zwykle absolutnie nie przejmować. A w tej chwili chyba nawet nie była świadoma konsternacji, jaką wywołała u Esme, chociaż pewnie ta była całkiem uzasadniona...
Wywoływanie duchów było skomplikowanym procesem, o którym Brenna… nie miała zielonego pojęcia. I nie miała ku niemu absolutnie żadnego talentu. Ale przyjmowała, że jeśli jakiś duch już gdzieś się kręcił, nawiedzając pewne miejsce, to jeżeli krzyknąć wystarczająco głośno, to usłyszy… i może się pojawi. W przypadku Adelajdy podziałało.
– To miło, że po ziemi wciąż chodzą dobrze wychowani młodzieńcy – odparła Adelajda, a w jej głosie pobrzmiewała powaga. Chyba nie wyłapała żartu: może nie miała dość poczucia humoru, a może po prostu chodziło o to, że sama żyła w czasach, w których całowanie rąk kobiet na powitanie było absolutnie naturalne? Wargi Brenny za to drgnęły, jakby z trudem powstrzymywała chęć wybuchnięcia śmiechem.
– Niematerialność już trochę tak, bardzo chciałabym zabrać Adel na kremowe piwo, bo wyobraź sobie, w ich czasach go nie mieli. I nie może jeść ze mną słodyczy. To naprawdę przeszkadza w nawiązywaniu przyjaźni – westchnęła, wydobywając z kieszeni garść cukierków. A potem podsunęła po prostu rękę pod nos Esme, na wypadek, gdyby miał ochotę się poczęstować. – Cukierka? – spytała, po czym przeniosła wzrok na Adelajdę. – Byłam w twoim domu, w wakacje, tak jak prosiłaś i hm… no… fontanna dalej stoi… i dziedziniec wygląda całkiem ładnie… ale ten… obawiam się, że dwór się trochę… No zapadł – powiedziała, zastanawiając się, jak ująć dyplomatycznie, że „praktycznie wszystko się rozwaliło”. Spoglądała na ducha trochę zaniepokojona, jakby niepewna, jak ta zareaguje. Czy na przykład nie wybuchnie płaczem, jak Jęcząca Marta, duch z Hogwartu, który słynął z tego, że ciągle łka bez lepszego powodu.
Adel jednak westchnęła tylko i przez chwilę patrzyła nie na nich, a gdzieś w dal.
– Wszystko przemija tak szybko – poskarżyła się cichym tonem, po czym przesunęła spojrzenie widmowych oczu na Esme. – Chciałbyś wiedzieć, jak umarłam, mój chłopcze?
– Nie mam pojęcia, dlaczego duchy tak bardzo lubią rozprawiać o swojej śmierci. Wiesz, że niektóre urządzają z tej okazji nawet przyjęcia? – powiedziała Brenna, chowając resztę cukierków, niezależnie od tego, czy Rowle się poczęstował, czy nie.
I Brenna tym drugim zdawała się zwykle absolutnie nie przejmować. A w tej chwili chyba nawet nie była świadoma konsternacji, jaką wywołała u Esme, chociaż pewnie ta była całkiem uzasadniona...
Wywoływanie duchów było skomplikowanym procesem, o którym Brenna… nie miała zielonego pojęcia. I nie miała ku niemu absolutnie żadnego talentu. Ale przyjmowała, że jeśli jakiś duch już gdzieś się kręcił, nawiedzając pewne miejsce, to jeżeli krzyknąć wystarczająco głośno, to usłyszy… i może się pojawi. W przypadku Adelajdy podziałało.
– To miło, że po ziemi wciąż chodzą dobrze wychowani młodzieńcy – odparła Adelajda, a w jej głosie pobrzmiewała powaga. Chyba nie wyłapała żartu: może nie miała dość poczucia humoru, a może po prostu chodziło o to, że sama żyła w czasach, w których całowanie rąk kobiet na powitanie było absolutnie naturalne? Wargi Brenny za to drgnęły, jakby z trudem powstrzymywała chęć wybuchnięcia śmiechem.
– Niematerialność już trochę tak, bardzo chciałabym zabrać Adel na kremowe piwo, bo wyobraź sobie, w ich czasach go nie mieli. I nie może jeść ze mną słodyczy. To naprawdę przeszkadza w nawiązywaniu przyjaźni – westchnęła, wydobywając z kieszeni garść cukierków. A potem podsunęła po prostu rękę pod nos Esme, na wypadek, gdyby miał ochotę się poczęstować. – Cukierka? – spytała, po czym przeniosła wzrok na Adelajdę. – Byłam w twoim domu, w wakacje, tak jak prosiłaś i hm… no… fontanna dalej stoi… i dziedziniec wygląda całkiem ładnie… ale ten… obawiam się, że dwór się trochę… No zapadł – powiedziała, zastanawiając się, jak ująć dyplomatycznie, że „praktycznie wszystko się rozwaliło”. Spoglądała na ducha trochę zaniepokojona, jakby niepewna, jak ta zareaguje. Czy na przykład nie wybuchnie płaczem, jak Jęcząca Marta, duch z Hogwartu, który słynął z tego, że ciągle łka bez lepszego powodu.
Adel jednak westchnęła tylko i przez chwilę patrzyła nie na nich, a gdzieś w dal.
– Wszystko przemija tak szybko – poskarżyła się cichym tonem, po czym przesunęła spojrzenie widmowych oczu na Esme. – Chciałbyś wiedzieć, jak umarłam, mój chłopcze?
– Nie mam pojęcia, dlaczego duchy tak bardzo lubią rozprawiać o swojej śmierci. Wiesz, że niektóre urządzają z tej okazji nawet przyjęcia? – powiedziała Brenna, chowając resztę cukierków, niezależnie od tego, czy Rowle się poczęstował, czy nie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.