14.09.2023, 02:22 ✶
Atreus, Brenna, Mavelle
Kiedy Atreus podnosił się z ziemi, żywy trup znowu na niego ruszył. I znowu, choć właściwie, dzięki interwencji Brenny, nie zdążył zaatakować, wydawało się, że będzie dążył do ogłuszenia aurora. Wyczarowane przez Longbottom liny sprawiły, że nieumarły upadł ciężko na podłogę. Jego oczy błyszczały ciemną energią. Spojrzenie utkwione miał w Atreusie. Zaraz po tym zresztą oplotły go sieci Mavelle i nie zdążył się dźwignąć z powrotem do pionu.
Schody trzeszczały pod butami, gdy wchodzili z powrotem do atrium. Uciekająca jako ostatnia Bones widziała jeszcze, że żywy trup rozerwał sieci i liny oplatające jego nogi, zanim drogę zagrodziła mu wyczarowana przez Bulstrode’a ściana. Ale i ona nie mogła przetrwać zbyt długo.
Obudziła się. I nie można jej skrzywdzić - zapiszczał głos ducha dziewczynki w głowie Brenny.
I rzeczywiście. Znajdując się w atrium słyszeli, jak otworzyły się drzwi w jednym z pokoi dla gości. W dodatku dźwięki dochodziły też z pokładu, gdzie dotychczas leżeli pogrążeni we śnie czarodzieje i czarownice, którzy razem z nimi przybyli na statek. Najwidoczniej coś sprawiło, że niektórzy z nich ocknęli się z letargu.
Kiedy spojrzał w górę, Atreus nie dostrzegł nadchodzącej kobiety. Zamiast niej widział tylko zbliżającą się czerń, była czarną energią. Brenna i Mavelle najpierw usłyszały tylko kroki. Ktoś rzeczywiście szedł korytarzem. A potem ją dostrzegły. Była kobietą w średnim wieku. Upiornie bladą, w zniszczonej sukni. W ręku trzymała różdżkę. Nie wyglądała na żywego trupa. Wyglądała jak normalna czarownica, tylko na pierwszy plan wybijała się jej nienaturalna bladość, jakby od wielu, naprawdę wielu lat nie miała dostępu do światła słonecznego.
Uniosła różdżkę i wtedy, zaledwie metr przed nią zmaterializował się duch dziecka. Dziewczynka w sukience z minionej epoki, z parasolką przeciwsłoneczną w jednym ręku i pluszową zabawką w drugiej.
- Nie zrobisz im krzywdy! Nie pozwolę na to! – krzyknęła.
Czarownica odwróciła wzrok od Mavelle, Atreusa i Brenny.
- Potrzeba więcej energii. Wszyscy muszą umrzeć – odpowiedziała zachrypniętym, pozbawionym emocji głosem.
A potem machnęła różdżką, duch przefrunął z impetem przez atrium i uderzył w ścianę nad wejściem głównym. Normalnie duchy były niematerialne, ale ten, co zauważył Bulstrode, przykleił się do czarnej energii, która oplatała statek. Dziewczynka wierzgała nogami i rękami.
- Nawet duchy mają swój kres – wymruczała kobieta.
Tura trwa do 17.09.2023 roku do godziny 21.00