Nawet jeśli ubierzesz wilka w owczą skórę pozostanie nadal wilkiem. Diabeł mógł dostać nowe imię, ale to przecież nie sprawi, że stanie się również aniołem. Ludzie po prostu zapominali, że Diabeł kiedyś również tym aniołem był. Lecz Laurent? Laurent dobrze pamiętał. To nie człowiek wybierał, by stać się zimnym kamieniem otulonym szalem oklumencji by upewnić się, że nic, nawet jedna kropelka z ich serc i umysłu nie wycieknie do świata zewnętrznego. To nic, naprawdę nie szkodzi. Świata drugiej osoby nie trzeba zawsze zmieniać, nie trzeba zmieniać tej osoby. Wystarczy niekiedy pokazać ten lepszy świat, coś bardziej czułego, żeby chociaż minimalnie poprawić komuś nastrój. Nicholas jednak nie był jedną z osób, która poddawałaby się nawet słodyczy. Przyjemność, próba przecięcia tej równi, po której się przechadzał - tak. Ale poczucie czegoś naprawdę..? Na to trzeba by było sobie pozwolić. Zabawna sprawa, bo... Laurent też nigdy nie pozwolił sobie na prawdziwą miłość.
- A... - Z gardła Laurenta wydobył się cichy dźwięk. Nie do końca bólu, bo zaciśnięte na palcach włosy nie ciągnęły tak mocno, żeby można było o tym mówić, ale brzmiało to zupełnie tak, jakby już zapobiegawczo blondyn nastawiał się na coś gorszego. Na ból, który dopiero miałby nadejść, zatrzymał się jednak na tym poziomie, który niektórzy nazwaliby nawet pieszczotliwym. Bo w końcu różne kinky chodziły po głowach przychodzących tutaj gości. Lukrecja znieruchomiał, napiął się jak kociak złapany za kark, który instynktownie wie, że nie może się szarpać, kiedy matka trzyma go tak i przenosi. Jeśli wypadnie z jej zębów coś złego może mu się stać. Tak, to było jak zapowiedź wszystkiego, czego się bał, po czym toczyły się gorzkie łzy po twarzy, które głowa wymazywała ze wspomnień, bo były za trudne do zniesienia. Brała te wspomnienia za włosy i topiła na dnie mułowatego jeziora.
Czy chciałbyś spotkać tego człowieka ponownie? Czy może chciałeś go spotkać w innym życiu, w innej przestrzeni? Czy to spotkanie, to jedno, konkretne, w tym pomieszczeniu, miało się odbywać po prostu w innym miejscu? Kiedy wszystko nie było takie ciężkie? Albo właśnie było lekkie. Łatwiejsze do przyswojenia. Tutaj przecież niczym nie musiałeś się przejmować, był tylko narkotyczny sen. Nikt, mimo wszystko, nie pozwoliłby też, żeby stała się tutaj poważna krzywda - za dużo pieniędzy spływało do sakwy Dantego, żeby pozwolił sobie na uszkodzenie Lukrecji i wydawanie potem tych pieniędzy na medyka. Choć to zawsze było po prostu kwestią tego, ile zapłacisz. Łuna strachu opadła na umysł i ciało, ale nie pojawił się ruch dalszy. Nie było mocniejszej szarpaniny. Świat zamarł. Lub zamarzł. Nawet chciałeś coś powiedzieć, ale nie byłeś w stanie. Wszystkie słowa i zdania zlały się w jego i nic nie miało znaczenia i nagle okazało się, że rzeczywiście było to to, o czym mówił - o następnym spotkaniu. Nie o zmianie bajki.
Zadrżał, kiedy Nicholas go puścił, kiedy wypowiedział swoje słowa. Jak zaklęcie. Ten chłód przeniknął i jego, ale nie był na tyle silny, by przeniknąć go całego, jednocześnie wystarczający, by zasiać to ziarno strachu. Tę uwagę lub ostrzeżenie. Paradoks jednak polegał na tym, że zamiast jak każdy normalny starać się od źródła tego niepokoju uciec, to Laurent przylgnął całym sobą do Nicholasa, układając głowę na jego ramieniu, jakby to on teraz najbardziej tego potrzebował. Próżno było w tym szukać logiki, bo od samego wstąpienia tutaj Laurent logicznie nie myślał. I jakoś tak poukładała się droga jego myśli, że...
- To nie tak wygląda. - Podniósł się, położył dłonie na jego ramionach i odsunął, ale tylko na tyle, żeby spojrzeć w jego niebieskie, zimne oczy. Przepiękne, jak tafle zamrożonego jeziora. Ułożył dłonie na jego twarzy, ujmując ją. - To ty nie będziesz mógł o mnie zapomnieć. - I w całej tej delikatności te słowa jakby nie miały jej wcale. W całym poplątaniu jego myśli i w całej miękkości jego zachowań te słowa zabrzmiały jakby wypowiadał całkowitą oczywistość.
Schylił się, by połączyć ich usta w gorącym pocałunku. Choć i tak nie miał on zapewne siły, by stopić ten lód.