Czy Nicholas mógłby być aniołem? Mógłby. Ale z tych ciemnych, niosących śmierć. Być może dlatego, że pracował w Ministerstwie, w Departamencie Tajemnic, Komnacie Śmierci. Tam czuł się swobodnie. Czy to z tego zawodu wyniósł to kim jest? Niekoniecznie. Od edukacji w Hogwarcie coraz bardziej interesowała go czarna magia, a nekromancja zdawała się być mu jeszcze bliższa. Był aniołem, może i diabłem w jednym. Pewne było jedno, że jego skrzydła były czarne. Ubierał się w czerń, gdyż uważał ten kolor za ochronny. Niekoniecznie wzbudzający żałobę, smutek czy cokolwiek złego. Przykładowo, jeżeli byśmy wrócili do interpretacji barw.
Ze względu na działający i rozproszony zapach sosny, od wszelkich innych działań Nicholasa hamowała właśnie amortensja. Był tak zrelaksowany, że nie widział potrzeby krzywdzenia Lukrecji. Nie miał ku temu nawet powodu. Tylko rozmawiali, dotykali się. Blondyn, który na nim siedział wykazywał interesującą osobowość. Wzbudził w nim strach, sprawdzał reakcję na czyn wykonany z mocnym chwytem jego włosów. Ten zadrżał, ale nie bał się tak, jakby to sobie wyobrażał Yaxley. Lukrecja go zaskoczył czynem, jaki wykonał po jego słowach. Po ostrzeżeniu i jednocześnie propozycji, jakie wyszeptał mu w odpowiedzi Nicholas. To co zrobił następne, zszokowało zimnego w duszy Yaxleya. Czy Lukrecja go bardziej objął? Wtulił się? Czy to właśnie ten gest sprawił, że Nicholas zluzował uścisk dłoni na jego włosach, czy również amortensja złagodziła jego próby ostrzejszej zagrywki? To był moment, w jakim to Nicholas zastygł w bezruchu. Ale pozwolił mu działać. Spojrzał mu ponownie w oczy, kiedy przemówił.
Te ostatnie słowa… Nicholas zmarszczył brwi. A oczy stały się bardziej chłodne, jakby chciały uderzyć w przeciwnika.
- Jesteś przeklęty…
- Odejdę. Nigdy tu nie wrócę. A Ty mnie już nie zobaczysz. Sam będziesz musiał udowodnić jak silny jesteś, aby stąd wyjść, aby mnie odszukać. To Twoje więzienie. Twoja klatka.
Rzekł zdecydowanie, chłodem spowijając swoje słowa w jego kierunku. Jakby był przekonany, że to miejsce jednak jest przeznaczone Lukrecji. Aniołowi, który miesza w głowach. Mówi słowa, które dla ciemnego i lodowego serca brzmią jak uderzenie młota, próbującego się przebić. Jak klątwa. Czyżby wzbudził niepokój? Tego Nicholas po sobie nie okazał. Ukrywał emocje pod swoimi wieloma maskami. Tą prawdziwą i mentalną. Mówił te słowa wisząc nad twarzą anioła.
Odsunął się od niego, zaczął ogarniać odzież na sobie, zamierzając już opuścić to miejsce.