Gerry obserwowała uważnie to przeurocze stworzenie, które teraz siedziało sobie na szafce i bawiło się skórzanymi frędzlami. Miała sentyment do smoków, były to jej ulubione magiczne stworzenia, więc ta miniaturka naprawdę się jej spodobała. - Miałam na myśli bardziej tytoń. - Rzekła z uśmiechem. - Czyli trochę z niego szkodnik, z tego co mówisz. - Nie spodziewała się, że takie maleństwo byłoby w stanie podpalić ten zakład, jak widać nie doceniała smoczoognika. Zapamięta to sobie na przyszłość.
Dostrzegła, że jest zadowolony z tego, że udało mu się połączyć fakty. W zasadzie, gdyby jej zależało, żeby nikt nie wiedział o tym, że jest bogata, to pewnie by to ukrywała. Tyle, że nie czuła takiej potrzeby, nie w tym momencie. Potrafiła się kamuflować, jeśli musiała. Zresztą niewiele było osób, które zwracały uwagę na materiały z których były wykonane jej ubrania. - Smocza skóra jest bardzo poczciwym materiałem, może niezbyt pięknym, ale zapewnia dodatkową ochronę, której czasami potrzebuję. - Surowiec był trwalszy od zwykłej skóry, zapewniał też ochronę przed niektórymi zaklęciami, a i ukąszeniami, co w przypadku Yaxley było bardzo istotne. Włóczyła się przecież po lasach niemalże przez całe swoje życie, wiele razy uratowały jej stopy przed ugryzieniami.
- Niektórzy nie do końca znają się na rzeczy, nawet mi ich nie żal. - Obserwowała mężczyznę, kiedy był do niej odwrócony tyłem. Upewniła się już, że ma doczynienia z profesjonalistą, co ją ogromnie cieszyło. Dobrze zrobiła, że tu wstąpiła, póki co przynajmniej tak twierdziła, bo przecież nie umiała przewidzieć, czy zdecyduje się na współpracę.
Skorzystała więc z okazji i wzięła do ręki popielniczkę, którą przesunął w jej kierunku. Z nieukrywanym zainteresowaniem obserwowała jak Esme zwraca się do smoczoognika, ciekawa była, czy zareaguje. Skoro był jego właścicielem, to powinien go słuchać, przynajmniej teoretycznie. Pierdoła miewał problemy z wykonywaniem jej poleceń, a był jedynie psem, na pewno dużo trudniej jest wytresować tego małego smoka. Może nie za pierwszym razem, a za drugim zwierzę wykonało polecenie swojego pana. Smoczoognik wskoczył mu na dłoń. Mimo, że miała ochotę sięgnąć po swoją srebrną zapalniczkę, która tkwiła w kieszeni, to tego nie zrobiła. Nie byłaby sobą, gdyby nie skorzystała z okazji. Wsadziła sobie peta do ust, po czym nachyliła się w stronę zwierzątka, żeby korzystać z jego żarzącego się ogonu. Liczyła na to, że nie przypali sobie przy okazji rzęs, czy tam brwi. - Dziękuję słodziaku. - Powiedziała jeszcze do stworzonka, które po chwili odfrunęło. Zdążyła jednak odpalić papierosa, zaciągnęła się głęboko dymem, który powoli zaczynał łaskotać ją w płuca.
Kiedy przeszła do konkretów, zauważyła zmianę w jego wyrazie twarzy, a może jej się tylko wydawało? Nie znała go wcale, więc ciężko jej było odczytać reakcję. - To ciekawe, mam wrażenie, że ten zawód nie jest ostatnio specjalnie popularny. Niewiele osób potrafi się obchodzić ze zwierzęcymi komponentami. - Była szczera, mówiła to, co przychodziło jej na myśl, nie należała do osób, które się specjalnie zastanawiały nad tym, czy to co pada z ich ust zawsze jest odpowiednie.
Czekała. Rowle nie spieszył się z odpowiedzią. Właściwie, to dosyć spontaniczne się tutaj pojawiła, bez żadnego planu - jak zawsze. Najpierw działała, a później zastanawiała się, czy to ma jakikolwiek sens. - Myślisz, że jakby był jakiś haczyk, to bym ci o tym powiedziała? - Strzepała żar z papierosa do popielniczki, którą trzymała w dłoni. - Mówiłam już, że nie boję się Nokturnu, znam jego bywalców. Wiem, że oni czasem też potrzebują rzadszych komponentów. Do tego jestem w stanie dostarczać ci również te bardziej pospolite materiały. - Mówiła bardzo pewnym tonem głosu. - Nie muszę, ale chcę. - Uniosła głowę znad popielniczki i wpatrywała się w niego bardzo uważnie. Miała nadzieję, że jej nie odmówi. Nigdy szczególnie nie interesowała się tym, do kogo trafiają materiały, które zdobywała. Ważne było to, że złoto w skarbcu rosło. No i dla uspokojenia sumienia obiecała Erikowi, że zacznie zaopatrywać też jego znajomych, którzy ponoć mierzyli się z siłami zła.
Parksnęła, bo faktycznie, zapomniała się przedstawić. Nie było to nic nowego dla panny Yaxley. Przygasiła papierosa lewą ręką, po czym odstawiła popielniczkę na ladę. Podeszła bliżej mężczyzny i wyciągnęła dłoń w jego stronę. Drgnęła jedynie, kiedy usłyszała komplement, bo miała wrażenie, że nie jest on prawdziwy. O Gerry można było powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że była piękna. Nie dała po sobie jednak poznać, że poczuła się nieswojo. - Rzeczywiście, powinniśmy od tego zacząć. Musisz mi wybaczyć moje skandaliczne maniery, Geraldine Yaxley. - Powiedziała bardzo wyraźnie. Miała świadomość, że jej nazwisko jest znane w czarodziejskim świecie. Wiedziała też, że nie wszyscy patrzyli na nich przychylnie. Byli starym, czystokrwistym rodem, który mógł być podejrzewany o to, że wspiera dążenie do władzy lorda Voldemorta. Sama Geraldine była daleka od tego, trochę wyróżniała się na tle swojej rodziny przez to, że jeszcze w Hogwarcie dzięki temu, że trafiła do Gryffindoru otaczała się uczniami półkrwi i mugolakami. Zupełnie jej to nie przeszkadzało, uważała za głupotę to, że niektórzy uważali się za lepszych tylko przez to, że należeli do czarodziejskiego świata od pokoleń.
Rowle nie wiedziała o nich zbyt wiele, tylko tyle, że mieli coś wspólnego z magicznymi stworzeniami, to by wyjaśniało jego zainteresowania.