14.09.2023, 22:11 ✶
Ciężka noc, ciężki tydzień, ciężki miesiąc. Wszystko się w sumie zgadzało, chociaż Atreus mimo wszystko nie powiedziałby chyba, że nawet jeśli najcięższe, to doświadcza te były najgorsze.
- Można tak powiedzieć - pokiwał głową nieco ospale. Nie mógł tak zwyczajnie przyznać się do tego, że czuł się jakby coś go połknęło i przeżuło, a potem jeszcze wypluło. To zwyczajnie nie leżało w jego charakterze, ale minimum co już mógł, to nie zaprzeczyć wprost.
Bulstrode był zwyczajnie wdzięczny, że Laurent starał się, żeby go ten kontakt nie odrzucił. Początkowo bowiem wydawało mu się, że bycie zimnym nie wiązało się z żadnymi negatywnymi pochodnymi, może mimo tego chłodu, który ział gdzieś w środku i którego on sam nie mógł się nijak pozbyć, nijak rozproszyć. Z czasem jednak uświadomił sobie, że jednak mu to przeszkadzało. Że zauważał te mimowolne drgnięcia, kiedy kogoś dotykał. Te szybkie spojrzenia wędrujące do miejsca, gdzie skóra się stykała, jakby zdziwione i skołowane, że to nie był jakiś przedmiot, a faktyczny człowiek. Czasem może nawet też pojawiało się obrzydzenie, bo takie temperatury nie były naturalne. Kojarzyły się ze zmarłymi, a spotkać nieżywego nie leżało zwykle na listach rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
Gdyby więc czegoś miał się już Bulstrode pozbywać, to niekoniecznie byłaby więź która łączyła jego i Brennę, a raczej właśnie te niskie temperatury, jakie generował. Ten nieznośny chłód, który ciągnął się za nim niczym za zjawą, kiedy nawiedzała dane miejsce.
- Zawsze mogę cię na niej położyć i tam zostawić do późniejszego znalezienia przez Florence - odpowiedział z niewzruszoną miną, machając na niego ręką i podążając do kuchni. - Ah, nie mów tak nawet. Ostatnie czego w moim życiu pragnę to zrzędzić jak moja siostra, ale z drugiej strony udusiłaby mnie za to, gdybym nie spytał. Czasem mam wrażenie, że skrzaty jej skarżą. - obejrzał się na Prewetta konspiracyjnie, chcąc ewidentnie wmówić mu, że jest to jak najbardziej prawda. Kiedy dotarli do kuchni wstawił czajnik z wodą na herbatę, a sam sięgnął do szafki skąd wyciągnął szklaneczkę i butelkę ognistej whisky. Nalał sobie trochę, a potem zajął miejsce przy kuchennym stole, pozwalając Laurentowi dalej już zająć się samemu sobą. W końcu hej, czuł się u nich jak w domu, więc nie miał zamiaru stać mu na drodze do zachowywania się w tenże sposób.
- O, widzisz, tym sposobem zyskałeś właśnie moją absolutną, niepodzielną uwagę. Słucham cię zatem.
W sumie to bardzo dobrze, że postanowił sięgnąć po alkohol, bo jak mieli rozmawiać teraz akurat o jego byciu zimnym, to zdecydowanie mu się to od życia należało.
- Można tak powiedzieć - pokiwał głową nieco ospale. Nie mógł tak zwyczajnie przyznać się do tego, że czuł się jakby coś go połknęło i przeżuło, a potem jeszcze wypluło. To zwyczajnie nie leżało w jego charakterze, ale minimum co już mógł, to nie zaprzeczyć wprost.
Bulstrode był zwyczajnie wdzięczny, że Laurent starał się, żeby go ten kontakt nie odrzucił. Początkowo bowiem wydawało mu się, że bycie zimnym nie wiązało się z żadnymi negatywnymi pochodnymi, może mimo tego chłodu, który ział gdzieś w środku i którego on sam nie mógł się nijak pozbyć, nijak rozproszyć. Z czasem jednak uświadomił sobie, że jednak mu to przeszkadzało. Że zauważał te mimowolne drgnięcia, kiedy kogoś dotykał. Te szybkie spojrzenia wędrujące do miejsca, gdzie skóra się stykała, jakby zdziwione i skołowane, że to nie był jakiś przedmiot, a faktyczny człowiek. Czasem może nawet też pojawiało się obrzydzenie, bo takie temperatury nie były naturalne. Kojarzyły się ze zmarłymi, a spotkać nieżywego nie leżało zwykle na listach rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
Gdyby więc czegoś miał się już Bulstrode pozbywać, to niekoniecznie byłaby więź która łączyła jego i Brennę, a raczej właśnie te niskie temperatury, jakie generował. Ten nieznośny chłód, który ciągnął się za nim niczym za zjawą, kiedy nawiedzała dane miejsce.
- Zawsze mogę cię na niej położyć i tam zostawić do późniejszego znalezienia przez Florence - odpowiedział z niewzruszoną miną, machając na niego ręką i podążając do kuchni. - Ah, nie mów tak nawet. Ostatnie czego w moim życiu pragnę to zrzędzić jak moja siostra, ale z drugiej strony udusiłaby mnie za to, gdybym nie spytał. Czasem mam wrażenie, że skrzaty jej skarżą. - obejrzał się na Prewetta konspiracyjnie, chcąc ewidentnie wmówić mu, że jest to jak najbardziej prawda. Kiedy dotarli do kuchni wstawił czajnik z wodą na herbatę, a sam sięgnął do szafki skąd wyciągnął szklaneczkę i butelkę ognistej whisky. Nalał sobie trochę, a potem zajął miejsce przy kuchennym stole, pozwalając Laurentowi dalej już zająć się samemu sobą. W końcu hej, czuł się u nich jak w domu, więc nie miał zamiaru stać mu na drodze do zachowywania się w tenże sposób.
- O, widzisz, tym sposobem zyskałeś właśnie moją absolutną, niepodzielną uwagę. Słucham cię zatem.
W sumie to bardzo dobrze, że postanowił sięgnąć po alkohol, bo jak mieli rozmawiać teraz akurat o jego byciu zimnym, to zdecydowanie mu się to od życia należało.