Czy, aż tak było czuć tutaj ciężką pracę? Być może, ale Hjalmar nie zwracał na to uwagi. Dagur zresztą pewnie też. Co więcej, młodszy z Nordgersimów mógł bez problemu stwierdzić, że to jeden z ładniejszych zapachów jakie czuł w swoim życiu. Zapach dobrze zrobionej i ciężkiej roboty, a to świadczyło tylko o jednym - sukcesie.
- W sumie... Czemu nie? - stwierdził - Trochę słońca jeszcze nikomu nie zaszkodziło, chociaż w kwestii ciepła to preferuję jednak sprawdzone metody - zaśmiał się, wskazując gestem głowy na rozgrzany do czerwoności piec. Co by nie mówić to właśnie Hjalmar był trochę winny tego zachowania Pandory, wszak to on ją ciągał po tych drzewach. Niemal każda impreza na której byli, kończyła się właśnie na drzewie. Czemu tak się działo? W sumie to nawet nie wiedział. Po prostu od zawsze ciągnęło go do natury, a to właśnie korony drzew pozwalały odpocząć od zgiełku Londynu czy wszechobecnej ludzkości - Dobry, dobry - odparł na przywitanie Laurenta. Zdziwił się trochę kiedy zobaczył jego wielkie oczy. Czy w kuźni coś się stało? Wybuchł pożar? Dagur padł na zawał? A... No tak. Ojciec. To wiele wyjaśniało jeżeli nie wszystko. Nie zamierzał tego komentować, a jedynie skwitować szczerym uśmiechem.
- Tak, brat Pandory - odpowiedział ojcu, wyjaśniając kimże był młodzieniec z którym rozmawiał - Przyniosę. Dzban powinien starczyć - przyznał - Dwa. Bo jeden cały będzie dla Ciebie - poprawił się szybko, przypominając sobie, że starszy z Nordgersimów to jak wielbłąd i wypić swoje musi. Nie to, żeby młodszy nie poszedł w jego ślady bo też lubił sobie wylać za kołnierz, sęk w tym, że nie był w stanie spożyć takiej ilości alkoholu co on - Zaraz będę - zapewnił zarówno Laurenta jak i Dagura, poczym zniknął w otchłani domostwa. Krzątał się przez dłuższą chwilę po kuchni nalewając dwa dzbany zimnego piwa, które przyniósł prosto z piwnicy. Nie było nic lepszego od tego pysznego napoju w tak ciepły dzień jak ten. To się po prostu należało od życia!
Nie minęły 2, a może 3 minuty kiedy Hjalmar powrócił, ustawiając piwa na stołku, który wcześniej ustawił. Od razu jednak zawrócił do środka, aby przynieść i coś dla futrzanego przyjaciela. Sam w końcu był po części związany z szeroko pojętą definicją czteronożnych - w końcu był likantropem. Oczywiście psu nie dał złocistego trunku, a przyniósł miskę z chłodną wodą. Nie była lodowata, aby przypadkiem jego pies nie dostał żadnego szoku termicznego, ani nic z tych rzeczy.
- No ciężko się nie zgodzić - przyznał na słowa ojca. Sam Nordgersim uważał, że usługi jakie świadczyli były na bardzo wysokim poziomie. Dodając do tego islandzki fach, którego nie oferował nikt inny w najbliższej okolicy kilku godzin drogi, co łącznie dawało unikatową mieszankę umiejętności i sztuki - Jak zgaduje Laurent to nie chodzi raczej o podkowy dla abraksanów? Bo o te mógłbyś przecież napisać list zamiast się fatygować do doliny - zauważył, biorąc przelewając sobie piwa z dzbanka do biesiadnego rogu, w którym trunek smakował jeszcze lepiej - Jasne. Dzięki. Inwentaryzację i tak już prawie skończyłem. Wystarczy przyrządzić listę zakupów i wszystko będzie gotowe, ale to chwilę może poczekać - zapewnił Dagura. Skoro mistrz, ojciec, a po części nawet szef mówił, że będą mogli później porozmawiać zamiast pracować, to kim on był aby się na to nie zgodzić?
- Bierz piwo i opowiadaj czego potrzebujesz. Na pewno coś zaradzimy, zresztą nie ma rzeczy, której byśmy nie byli w stanie zrobić - przyznał, biorąc solidnego łyka - Ahh... Pyszne. Jeżeli nie będziemy wstanie zrobić tego własnymi rękoma, a robimy chyba 99,99% rzeczy... To zawsze pozostaje magia - dodał z uśmiechem. Sam Hjalmar bardzo rzadko korzystał z magii. Gdyby ktoś chciał, aby pokazał mu swoją różdżkę, ten musiałby się trochę zastanowić gdzie ona dokładnie leży... Chyba gdzieś w warsztacie? A może w magazynie? Nie był pewien - kiedyś ją znajdzie.