Tak, Atreus nie należał do tych osób, które były wylewne, żaliłyby się i płakały na ramieniu. Nie należał też do tych osób, które powiedziałyby ci szczerze, co je boli, nawet gdybyś je zapytał. Trzeba było mu truć, cisnąć... a Laurent nie zawsze czuł się na miejscu, żeby to robić? Nie chciał tego robić? Wystarczy, że Florence na pewno to robiła. Chciał więc być... jakąkolwiek ostoją, która nie jest zwariowanym morzem bujającą łajbą na wszystkie strony. Chciał... czasem nawet sam nie wiedział, co chciał od siebie i czego chciał od Atreusa. Wyszli ze szkoły, Laurent nie był już tym zaciskającym mocno pięści dzieciakiem, bezradnym na dokuczliwe komentarze, który zaczepiał "kolegów", żeby potem chować się za Atreusem i pokazywać palcami, kto znowu chciał mu dokuczać. Atreus też już nie był dzieckiem, które tak łatwo pakowało się w kłopoty. Teraz był mężczyzną, którego kłopoty zazwyczaj odnajdywały same. Nie było od strony selkie ciśnięcia czy dalszej serii pytań. Skinął jedynie głową, opuszczając na kilka chwil zmartwione spojrzenie. Można tak powiedzieć. Więc tak, Laurent ostał się w swoich myślach przy stwierdzeniu, że to był bardzo ciężki miesiąc. I nawet w połowie nie zdawał sobie sprawy z tego JAK bardzo.
Wchodząc do kuchni rzeczywiście skierował się do szafek, wyciągnął sobie kubek, wybrał sobie mieszankę herbacianą z jednego słoiczka - rozpoczął proces przygotowania herbaty do zaparzenia, tak po prostu. Atreus nie musiał słać tutaj specjalnego zaproszenia, żeby sam się obsłużył, bo już mieli to chyba opanowane. Co w rodzinie - to w rodzinie.
- Brakowałoby ci tego. Gdyby nie zrzędziła. - Odparł miękko, już sobie wyobrażając minę Florence, która wchodzi do ich domu a tam pijany Laurent wyłożony na kanapie. Niemal oczywiste by było, że poleciałaby pewnie pytać Atreusa, co się tu stało a potem - kto go upił. Bo sam by się do takiego stanu nie doprowadził. Uśmiechnął się pod nosem na tę wizję, choć mijały minuty - a jemu coraz mniej było do śmiechu. To zimno docierało do jego serca - i wcale nie chodziło o kontakt ze skórą Atreusa. Ogarniał go jakiś kataklizm i przytłoczenie tą ilością zła, jaka pozbierała się na tym świecie. Element po elemencie docierało to do niego i miał wrażenie, że jeśli tylko zrobi kilka nieuważnych ruchów, to jak laleczka z porcelany przewróci się - i rozbije na tysiące kawałków. - Wyobrażasz sobie jej minę, gdyby znalazła mnie pijanego na kanapie? - Przedstawił mu tę katastrofalną wizję przed oczami ze słyszalnym, choć delikatnym, rozbawieniem w tonie. Laurent nie obrócił się przodem do Atreusa kiedy usłyszał o tym pełnym zainteresowaniu. Jego dłonie odnajdywały bezsensowne zajęcie w przesuwaniu łyżeczką po ziołach w słoiczku, zamiast po prostu wsadzić je do zaparzacza.
- Czy kiedy byłeś w Limbo - spotkałeś się z kimś? - Z "kimś" było bardzo szerokim pojęciem. Laurent nie miał pewności, czy to zawsze miał być krewny, stracony przyjaciel, czy może przypadkowa osoba. - Przygotowałem sesję spirytystyczną dla jednego Zimnego. Ciebie nie dotykają wspomnienia, więc sprawa jest o wiele prostsza. Nie cierpisz na wszystkie objawy, które dotykają... nie wiem, czy wszystkich. Ale na pewno niektórych. - Choć w przypadku Atreusa to zawsze było "trudne się wylosowało". Z prostego powodu - ten człowiek naprawdę prawie niczego sam z siebie nie mówił. Więc w domyśle było "chyba że o czymś nie wiem". Ale nawet jeśli - nie musiał, wolą Atreusa już było spowiadanie się. Tym nie mniej niee czekał tutaj na reakcję, po prostu kontynuował zgodnie z tym. - Zimny, z którym pracowałem, spotkał się w Limbo z duchem, od którego przejął część wspomnień. Dosłownie przejął - duch te wspomnienia utracił. Zimni są na pewno żywi. Straciłeś jedynie część energii, która została uzupełniona czymś innym. Czymś związanym z Limbo. Jak mniemam energię tą można też uzupełnić. - Na moment przerwał. Przypadek Atreusa był nieco inny od tego, który badał z Victorią. - I wiem na pewno, że jest to proces odwracalny. Kwestia znalezienia sposobu. Innymi słowy - ten stan na pewno da się wyleczyć, musisz po prostu... chwilę wytrzymać. - Woda się zagotowała i Laurent w końcu zalał tę herbatę, odłożył słoik i z kubkiem przeszedł do stolika, żeby usiąść obok Atreusa. W końcu na niego spojrzał. - Daj mi swoją dłoń. - Nie sprawdzał tego z Victorią, ponieważ nie miał wtedy sił, sesja go okropnie zmiotła z nóg. Ale teraz... teraz mógł spróbować. Przymknął oczy, ujmując dłoń Atreusa i używając zaklęcia Enerwate. Przelewając na niego te siły życiowe, które utracił w Limbo. Swoje siły życiowe. Było chyba zupełnie oczywistym, że nie było to coś, co powinno wyjść poza ten pokój. Ten eksperyment jednak nie przyniósł do końca spodziewanego efektu, co nie znaczyło, że Laurent nie był gotów próbować dalej... ale to już zależało od Atreusa. Bo ten poczuł się lepiej. O wiele lepiej. Zniknęło zmęczenie, zastrzyk energii był całkowicie przyjemny. Niestety chłód pozostał.
Sukces!
Sukces!
Akcja nieudana