15.09.2023, 01:32 ✶
Widząc, że brat nie przyjął jego pytanie zbyt dobrze, uniósł dłonie nieco w górę, w geście sugerującym poddanie. Ich dyskusje nieraz przyjmowały dość ognistą formę i właśnie przez to nie chciał teraz doprowadzić do jednej z nich. Sytuacja i miejsce były, cóż, dość nieodpowiednie.
— Masz rację, warto mieć czym zająć głowę — dodał jeszcze szybko, w duchu licząc na to, że słowa te złapią się w klucz potencjalnych odpowiedzi, które załagodzą sytuację.
Nieco uwierał mu fakt, że nie kojarzył w pełni raportu w sprawie Longbottoma, bo po prostu nie lubił przychodzić do pracy bez odpowiedniego przygotowania. Do swojej pracy podchodził z dość dużą powagą, a tego typu podejście było tego przeciwieństwem. Przez krótką chwilę kusiło go wysłać zapytanie o dosłanie im raportu, ale dość szybko zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nieracjonalna była ta wizja. Tyle dobrego, że przynajmniej jeden z nich był lepiej doinformowany. — Powiedz, jeśli zauważyłbyś jakieś podobieństwa względem raportu. Nie chcę bazować na mojej okrojonej wiedzy. Szczególnie gdy badamy kolejne ofiary — kusiło go dodać być może tego samego sprawcy, ale się powstrzymał. Wysłano ich tutaj właśnie po to, żeby po okolicy nie zaczęły się roznosić różnorakie plotki i niestworzone historie.
W odpowiedzi na machnięcie ręką jedynie wzruszył ramionami. W końcu nie musieli chcieć robić dokładnie tego samego. To nawet lepiej, gdy partnerzy mieli różne podejście do danego tematu. Dzięki temu mogli dojść do różnych informacji, a teraz — cóż, wszystko było na wagę złota.
Wsłuchał się w odpowiedź funkcjonariuszy, notując w głowie każdą kolejną informację. Nie, żeby wnosił jakoś dużo. Tak właściwie to wszystko to już wiedzieli. Dwa ciała, jedno z nich to najpewniej zaginiona Martha Appleby. Tożsamość drugiego dalej nie jest znana. Jedynym, co faktycznie wniosło coś nowego, były informacje względem ułożenia ciał. Tym naruszonym była prawdopodobnie Martha, drugie miało dalej chować się pod urządzeniem. Istniała więc szansa na to, że było w lepszym stanie. Miał nadzieję, że na skórze uda im się odnaleźć jakiekolwiek, bardziej charakterystyczne obrażenia. Bo przecież nie dało się ot tak wyssać z kogoś... życia? Energii życiowej? Tak właściwie to ciężko było mu powiedzieć, co dokładnie tutaj zaszło. Pewne było jedynie, że w Dolinie raczej nikt nie bawił się w mumifikacje.
— Maszyneria raczej nie jest problemem. Użyjemy zaklęcia i bezpiecznie je przeniesiemy — rzucił gładko, zerkając przy tym na brata. Ciekawiło go, co on ma do powiedzenia. W końcu zawsze był nad wyraz bystry i nierzadko widział rzeczy, które Orionowi umykały.
Wyczuł w tonie głosu starego Yale'a, że poczuł się urażony, ale cóż, nie mógł już cofnąć swoich pytań, a prawda była taka, że o niektóre rzeczy po prostu musieli spytać. Nie było tutaj miejsca na pracę na odwal.
— Rozumiem, dziękuję za tak obszerne informacje w kwestii pola i, jeśli pana uraziłem, najmocniej przepraszam. Nie miałem na myśli żadnej urazy. Po prostu wolę dopytać, żeby nie bazować na własnych przypuszczeniach. W każdym razie, jeśli mój partner nie ma do pana pytań, puścimy już pana wolno — odparł spokojnie, posyłając mu na koniec kolejny już uśmiech. Nie chciał męczyć starszego rolnika. Widać było, że jest już na skraju załamania. — Bardzo dziękuję za pańską pomoc — dodał jeszcze, po czym skupił się na Atreusie i jego rozmowie z brygadzistą.
Opis, cóż, był tak nieprzyjemny jak podano im we wstępnym rapocie.
— Koroner może nie być takim złym pomysłem... — zaczął, zerkając przy tym na mundurowego, który dopiero co się odzywał. — Proszę, wyślijcie do ministerstwa prośbę o przysłanie tutaj specjalisty. My w tym czasie obejrzymy miejsce zbrodni i usuniemy pług. O ile będzie to możliwe bez naruszenia zwłok — dokończył, poprawiając nieco płaszcz, który miał na ramionach. — Och. Dobrze byłoby też zająć się biednym panem Yalem. Przeżył sporą traumę, nie powinniśmy go zostawić samemu — dodał jeszcze nagle, po czym skupił się na bracie.
— Chcesz jeszcze o coś spytać, czy idziemy w pole? Im szybciej obejrzymy ciała, tym lepiej — zerkął na niego pytająco, a jeśli ten nie miał żadnych uwag, zaczął powoli zmierzać w stronę dziury.
— Na brodę Merlina... faktycznie nieprzyjemny widok — Widząc zwłoki, mimowolnie się skrzywił. Zestawienie ciała z kobietą ze zdjęcia było wyjątkowo przykrym doświadczeniem. Jak zwykle cierpią niewinni.
— Masz rację, warto mieć czym zająć głowę — dodał jeszcze szybko, w duchu licząc na to, że słowa te złapią się w klucz potencjalnych odpowiedzi, które załagodzą sytuację.
Nieco uwierał mu fakt, że nie kojarzył w pełni raportu w sprawie Longbottoma, bo po prostu nie lubił przychodzić do pracy bez odpowiedniego przygotowania. Do swojej pracy podchodził z dość dużą powagą, a tego typu podejście było tego przeciwieństwem. Przez krótką chwilę kusiło go wysłać zapytanie o dosłanie im raportu, ale dość szybko zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo nieracjonalna była ta wizja. Tyle dobrego, że przynajmniej jeden z nich był lepiej doinformowany. — Powiedz, jeśli zauważyłbyś jakieś podobieństwa względem raportu. Nie chcę bazować na mojej okrojonej wiedzy. Szczególnie gdy badamy kolejne ofiary — kusiło go dodać być może tego samego sprawcy, ale się powstrzymał. Wysłano ich tutaj właśnie po to, żeby po okolicy nie zaczęły się roznosić różnorakie plotki i niestworzone historie.
W odpowiedzi na machnięcie ręką jedynie wzruszył ramionami. W końcu nie musieli chcieć robić dokładnie tego samego. To nawet lepiej, gdy partnerzy mieli różne podejście do danego tematu. Dzięki temu mogli dojść do różnych informacji, a teraz — cóż, wszystko było na wagę złota.
Wsłuchał się w odpowiedź funkcjonariuszy, notując w głowie każdą kolejną informację. Nie, żeby wnosił jakoś dużo. Tak właściwie to wszystko to już wiedzieli. Dwa ciała, jedno z nich to najpewniej zaginiona Martha Appleby. Tożsamość drugiego dalej nie jest znana. Jedynym, co faktycznie wniosło coś nowego, były informacje względem ułożenia ciał. Tym naruszonym była prawdopodobnie Martha, drugie miało dalej chować się pod urządzeniem. Istniała więc szansa na to, że było w lepszym stanie. Miał nadzieję, że na skórze uda im się odnaleźć jakiekolwiek, bardziej charakterystyczne obrażenia. Bo przecież nie dało się ot tak wyssać z kogoś... życia? Energii życiowej? Tak właściwie to ciężko było mu powiedzieć, co dokładnie tutaj zaszło. Pewne było jedynie, że w Dolinie raczej nikt nie bawił się w mumifikacje.
— Maszyneria raczej nie jest problemem. Użyjemy zaklęcia i bezpiecznie je przeniesiemy — rzucił gładko, zerkając przy tym na brata. Ciekawiło go, co on ma do powiedzenia. W końcu zawsze był nad wyraz bystry i nierzadko widział rzeczy, które Orionowi umykały.
Wyczuł w tonie głosu starego Yale'a, że poczuł się urażony, ale cóż, nie mógł już cofnąć swoich pytań, a prawda była taka, że o niektóre rzeczy po prostu musieli spytać. Nie było tutaj miejsca na pracę na odwal.
— Rozumiem, dziękuję za tak obszerne informacje w kwestii pola i, jeśli pana uraziłem, najmocniej przepraszam. Nie miałem na myśli żadnej urazy. Po prostu wolę dopytać, żeby nie bazować na własnych przypuszczeniach. W każdym razie, jeśli mój partner nie ma do pana pytań, puścimy już pana wolno — odparł spokojnie, posyłając mu na koniec kolejny już uśmiech. Nie chciał męczyć starszego rolnika. Widać było, że jest już na skraju załamania. — Bardzo dziękuję za pańską pomoc — dodał jeszcze, po czym skupił się na Atreusie i jego rozmowie z brygadzistą.
Opis, cóż, był tak nieprzyjemny jak podano im we wstępnym rapocie.
— Koroner może nie być takim złym pomysłem... — zaczął, zerkając przy tym na mundurowego, który dopiero co się odzywał. — Proszę, wyślijcie do ministerstwa prośbę o przysłanie tutaj specjalisty. My w tym czasie obejrzymy miejsce zbrodni i usuniemy pług. O ile będzie to możliwe bez naruszenia zwłok — dokończył, poprawiając nieco płaszcz, który miał na ramionach. — Och. Dobrze byłoby też zająć się biednym panem Yalem. Przeżył sporą traumę, nie powinniśmy go zostawić samemu — dodał jeszcze nagle, po czym skupił się na bracie.
— Chcesz jeszcze o coś spytać, czy idziemy w pole? Im szybciej obejrzymy ciała, tym lepiej — zerkął na niego pytająco, a jeśli ten nie miał żadnych uwag, zaczął powoli zmierzać w stronę dziury.
— Na brodę Merlina... faktycznie nieprzyjemny widok — Widząc zwłoki, mimowolnie się skrzywił. Zestawienie ciała z kobietą ze zdjęcia było wyjątkowo przykrym doświadczeniem. Jak zwykle cierpią niewinni.