Pogrzeb powoli zbliżał się ku końcowi. Norka obserwowała z uwagą jak Jeremiah Longbottom podnosi urnę. Zakręciło się jej nawet kilka łez w oku. Może nie była rodziną, jednak ta cała sytuacja zaczęła ją przerastać. Ile jeszcze bliskich osób przyjdzie im pochować nim to wszystko się skończy? Ile dzieci straci swoich rodziców? Wiele myśli kłębiło się jej w głowie i żadna z nich nie była przyjemna. Czuła, że coś się zmieniło, wojna rozpoczęła się już naprawdę. Będą musieli spoglądać za swoje ramiona przez cały czas, bo niebezpieczeństwo mogło pojawić się w każdej chwili.
Figg poczekała, aż większość osób opuści kaplicę. Nie czuła się na tyle ważna, żeby maszerować na samym początku tego orszaku pogrzebowego. Trzymała mocno w dłoniach ten bukiet białych lilii, który przyniosła. Zauważyła, że bardzo mocno zgniotła łodygi swoimi palcami. Zdecydowanie za mocno. Te kwiaty nie miały jednak stać w wazonie, a zostać położone na nagrobku. Miała nadzieję, że Derwin jej wybaczy.
Kiedy niemalże wszyscy opuścili kaplicę i ona podniosła się z miejsca. Ruszyła za nimi, żeby dołączyć do tej drugiej części pogrzebu.
Dotarli do grobowca Longbottomów. Przystanęła na moment, aby poczekać, aż trochę się przerzedzi. Następnie ruszyła przed siebie, aby położyć kwiaty przy grobowcu. Był to odpowiedni moment, aby złożyć kondolencje. Zaczęła od Danielle, przytuliła ją mocno, nic nie mówiła, bo uważała, że żadne słowa nie pomogą jej ukoić cierpienia. Później po kolei podeszła do Lucy, tutaj jedynie złożyła kondolencje, a następnie do Brenny, Mavelle, które przytuliła i Erika - którego ściskała zdecydowanie dłużej niż całą resztę.