Pytanie Stanleya zbiło ją z tropu. Nie przypominała sobie, aby ktokolwiek próbował ją w ostatnim czasie zabić. Cała ta sytuacja ja okropnie stresowała, a jeszcze ktoś miał zamachnąć się na jej życie? Elaine chciała żyć bez zmartwień, nie chciała się bać, a wystarczyło jej to, że w ostatnim czasie naprawdę sporo się wydarzyło. Najpierw musiała uratować obcego chłopca przed rychłą śmiercią, a potem musiała przeżywać stres z tym, że ktoś był w jej domu. Zdawała sobie sprawę z tego, że występy w cyrku mogły sprowadzić na nią jakichś stalkerów, osoby z obsesją na punkcie jej ciała okrytego jedynie w przylegający, artystyczny strój do występów. Brzydka nie była, a rude włosy zdecydowanie przyciągały wzrok innych mężczyzn. Nie ukrywała też swoich kobiecych wdzięków, ale nie czuła takiej potrzeby. Nikt jej nie tłumaczył, że powinna obawiać się innych ludzi. W cyrku Bellów czuła się zawsze bezpiecznie. Do teraz…
– Nie, nikt mnie nie próbował zabić. Dwa dni temu jedynie uratowałam jednego chłopaka, którego ktoś pobił, zabrałam go do medyka i wróciłam do domu. Wczoraj przyśnił mi się ten mężczyzna ze strzelbą mówiąc, że się kogoś pozbył. To wszystko, co wiem – zmrużyła oczy patrząc na niego uważnie. Zaczesała kosmyk włosów za ucho; zawsze tak robiła, gdy czuła się zmęczona i niepewna. – Najbardziej bałam się tego, że ktoś mnie ewidentnie śledził. Ciągle czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Może to te nicponie co zaatakowały tamtego chłopaka? Ale nikt nie widział, że mu pomogłam. – Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach, aby na chwilę uspokoić rozkołatane serce i rozbiegane myśli. Próbowała logicznie wytłumaczyć ten absurdalny strach. Jeśli ktoś przez nią zginął chyba sobie z tym nie poradzi. Nie chciała krzywdzić ludzi, nie była cnotliwą osobą, ale nigdy nie użyłaby przemocy przeciwko innej osobie. Gdy Stanley zaczął opowiadać o tym, że już były takie historie wcześniej czuła się jeszcze gorzej. Nie była w tym sama, nie była odosobnionym przypadkiem. Gdy dopytywał o przebieg wydarzenia pokiwała głową na wszystkie jego pytania.
Gdy poprosił o kawę wstała szybko z ulgą w sercu, że będzie mogła się czymś zająć. Wzięła od niego papierosa i skinęła głową, że może palić. Nie była uzależniona od papierosów, ale czasami sama popalała, gdy była zdenerwowana. Nie robiła tego za często, ale sam smród fajek jej nie przeszkadzał. Machnęła na czajnik różdżką, aby woda w nim zaczęła się gotować, nasypała kawy do jednego kubka, a do drugiego wrzuciła herbatę, a potem złapała za placek i odkroiła od niego dwie części; położyła je na talerzyku i postawiła na stoliku zaraz dołączając do tego napoje. W końcu odpaliła papierosa, który drżał jej w dłoni. Zaciągnęła się krótko i z cichym westchnięciem wypuściła dym.
– Nikt nie widział raczej, a przynajmniej mi nic o tym nie mówili. – westchnęła siadając naprzeciw niego. – Naprawdę nie wiem co to mogło być. Ile osób już spotkało tego mężczyznę ze strzelbą? Mówiłeś, że jest jeszcze jeden? O co w tym wszystkim chodzi? – zapytała, a potem machnęła różdżką, aby wyłączyć gulasz.