15.09.2023, 13:42 ✶
- Błąd, braciszku. Gdybym go znała, wzięłabym go do nas. Gdybym go nie znała, opłaciłabym mu nocleg, ukradła mu coś i sprawdziła widmowidzeniem, czy przypadkiem to nie zwolennik Voldemorta. I dopiero potem zaczęłabym szykować mu pokój – stwierdziła Brenna, szturchając lekko brata. – Na wypadek, gdybyś ty chciał kogoś adoptować, zapamiętaj procedurę. Widmowidzenie, aurowidzenie, jasnowidzenie, i potem może z nami zamieszkać. Chyba że to taki Thomas, oczywiście.
Charliego w końcu już na starcie potraktowała widmowidzeniem i rozmawiał z aurowidzem. Gdyby chodziło tylko o jej życie, Brenna na pewno nie wahałaby się długo. Ale w domu mieszkały także inne osoby, i ich zwyczajnie nie miała prawa w takich sytuacjach narażać.
– Jeszcze nie – skwitowała jego pytanie. Ton, jakim to wypowiedziała, jasno wskazywał na to, że uważa, że to wyłącznie kwestia czasu. I tego, czy będzie to ciężarna kotka, suczka ze szczeniakami czy jakaś czarownica czystej krwi, która ma urodzić dziecko mugola.
Erik miał sporo racji. Gdyby nagle Danielle postanowiła zakwaterować im jakąś swoją koleżankę, Charlie spytał Heather, czy chce tu zamieszkać albo Erik uznał, że ktoś z pracy potrzebuje dachu nad głową, o ile ta osoba nie byłaby jakoś podejrzana – Brenna początkowo nie zorientowałaby się, że domowników przybyło. A jakby już to odkryła, po prostu zapytałaby, czy powinna dostawić coś do pokoju.
– Dlaczego wtedy się zacznie? Gdy pójdzie do Hogwartu, będziemy rzadziej ją widywać. Muszę nadrabiać ten czas teraz.
Czy ta walka była fair? Brennę hamowało w niej głównie to, że nie chciała nadmiernie przytłoczyć Nory. Nie przeszkodziło jej to jednak na zarzucaniu chrześnicy całą masą prezentów, a także zapisaniu niedawno kupionego w Londynie mieszkania właśnie na Mabel. Jeżeli jej matka chrzestna przeżyje dostatecznie długo, dzieciak dostanie je na osiemnastkę… ewentualnie inne, gdyby do tego nazbyt się przywiązała. Jeśli zginie – Mabel będzie miała zapewniony przyzwoity start.
– Ja i mama, Danielle? Pod jakim względem? Tym, jaką ma świetną fryzurę, czy że wszyscy stajemy na baczność na jej widok? Bo obawiam się, że pod żadnym z tych względów nigdy jej nie dorównam – żartowała. Spojrzała na wannę, zawahała się, ale ostatecznie zakasała po prostu rękawy. Ostatecznie potem usuną plamy z wody za pomocą magii, a sama wanna przecież i tak zniknie. – Ostatnio kąpiel chyba średnio się mu podobała, więc mogę potrzebować pomocy. A co do dziadka… Dobrze, że dom jest taki wielki, a on i tak głównie siedzi w swoim gabinecie, inaczej pewnie wywaliłby mnie stąd razem z psami.
Ewentualnie odpuścił, bo przyniósł je wszystkie także Erik. To on był tym idealnym potomkiem, dziedzicem czystej krwi, nie Brenna czy którakolwiek z jej kuzynek. Stanowiło to jeden z powodów, dla których unikała zebrań Srebrnych Różdżek.
Pośród śmiechów, żartów i chlapania wodą, ponownie wykąpali psa, przy okazji przemaczając ubrania całej trójki. I część mebli, kiedy ten otrząsnął się na samym środku salonu. Brenna uznała to za procedurę niewystarczającą i kolejne pół godziny spędziła jeszcze ze szczotką, obok miednicy z wodą, upewniając się, że żadna pchła nie ostała się na grzbiecie psa – który dostał wielką kość na czas tych wszystkich zabiegów. A potem trójka rodzeństwa wspólnie wyszła do sadu, wraz z całą, psią hałastrą, zamieszkującą Dom Longbottomów.
Był to jeden z ostatnich aż tak beztroskich wieczorów… przynajmniej na jakiś czas. Tego dnia jednak jeszcze nie wiedzieli, że zawisło nad nimi złowrogie widmo Beltane i Voldemorta, i że wkrótce domowników raczej ubędzie niż przybędzie.
Charliego w końcu już na starcie potraktowała widmowidzeniem i rozmawiał z aurowidzem. Gdyby chodziło tylko o jej życie, Brenna na pewno nie wahałaby się długo. Ale w domu mieszkały także inne osoby, i ich zwyczajnie nie miała prawa w takich sytuacjach narażać.
– Jeszcze nie – skwitowała jego pytanie. Ton, jakim to wypowiedziała, jasno wskazywał na to, że uważa, że to wyłącznie kwestia czasu. I tego, czy będzie to ciężarna kotka, suczka ze szczeniakami czy jakaś czarownica czystej krwi, która ma urodzić dziecko mugola.
Erik miał sporo racji. Gdyby nagle Danielle postanowiła zakwaterować im jakąś swoją koleżankę, Charlie spytał Heather, czy chce tu zamieszkać albo Erik uznał, że ktoś z pracy potrzebuje dachu nad głową, o ile ta osoba nie byłaby jakoś podejrzana – Brenna początkowo nie zorientowałaby się, że domowników przybyło. A jakby już to odkryła, po prostu zapytałaby, czy powinna dostawić coś do pokoju.
– Dlaczego wtedy się zacznie? Gdy pójdzie do Hogwartu, będziemy rzadziej ją widywać. Muszę nadrabiać ten czas teraz.
Czy ta walka była fair? Brennę hamowało w niej głównie to, że nie chciała nadmiernie przytłoczyć Nory. Nie przeszkodziło jej to jednak na zarzucaniu chrześnicy całą masą prezentów, a także zapisaniu niedawno kupionego w Londynie mieszkania właśnie na Mabel. Jeżeli jej matka chrzestna przeżyje dostatecznie długo, dzieciak dostanie je na osiemnastkę… ewentualnie inne, gdyby do tego nazbyt się przywiązała. Jeśli zginie – Mabel będzie miała zapewniony przyzwoity start.
– Ja i mama, Danielle? Pod jakim względem? Tym, jaką ma świetną fryzurę, czy że wszyscy stajemy na baczność na jej widok? Bo obawiam się, że pod żadnym z tych względów nigdy jej nie dorównam – żartowała. Spojrzała na wannę, zawahała się, ale ostatecznie zakasała po prostu rękawy. Ostatecznie potem usuną plamy z wody za pomocą magii, a sama wanna przecież i tak zniknie. – Ostatnio kąpiel chyba średnio się mu podobała, więc mogę potrzebować pomocy. A co do dziadka… Dobrze, że dom jest taki wielki, a on i tak głównie siedzi w swoim gabinecie, inaczej pewnie wywaliłby mnie stąd razem z psami.
Ewentualnie odpuścił, bo przyniósł je wszystkie także Erik. To on był tym idealnym potomkiem, dziedzicem czystej krwi, nie Brenna czy którakolwiek z jej kuzynek. Stanowiło to jeden z powodów, dla których unikała zebrań Srebrnych Różdżek.
Pośród śmiechów, żartów i chlapania wodą, ponownie wykąpali psa, przy okazji przemaczając ubrania całej trójki. I część mebli, kiedy ten otrząsnął się na samym środku salonu. Brenna uznała to za procedurę niewystarczającą i kolejne pół godziny spędziła jeszcze ze szczotką, obok miednicy z wodą, upewniając się, że żadna pchła nie ostała się na grzbiecie psa – który dostał wielką kość na czas tych wszystkich zabiegów. A potem trójka rodzeństwa wspólnie wyszła do sadu, wraz z całą, psią hałastrą, zamieszkującą Dom Longbottomów.
Był to jeden z ostatnich aż tak beztroskich wieczorów… przynajmniej na jakiś czas. Tego dnia jednak jeszcze nie wiedzieli, że zawisło nad nimi złowrogie widmo Beltane i Voldemorta, i że wkrótce domowników raczej ubędzie niż przybędzie.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.