15.09.2023, 21:43 ✶
Oczywiście, że by mu tego brakowało, dlatego też wywrócił na Laurenta oczami. Bo miał rację, ale Atreus absolutnie nie zamierzał przyznawac tego na głos.
- Właśnie w tym rzecz, ja bardzo nie chcę nawet sobie wyobrażać jej miny - rzucił tonem ktory można było odbierać dwojako. Z jednej strony zdawał się żartować. Kąciki ust uniosły się nawet nieco, układając w charakterystyczny dla niego uśmiech. Z drugiej jednak, w żartobliwym tonie dało się wyczuć nutkę powagi. Tak na prawdę nie musiał sobie niczego wyobrażać, bo znał to spojrzenie. Widział je parę razy, kiedy razem z Seraphine kończyli pod stołem.
- No... z Mavelle Bones, Patrickiem Stewartem i Victorią Lestrange - zmarszczył lekko brwi, nie rozumiejąc do czego Prewett mógł zmierzać. Te nazwiska były znane każdemu, kto czytał gazety, albo chociaz spoglądał na pierwsze okładki przechodząc obok kiosków. Zaraz jednak jego twarz nieco się rozświetliła i pstryknął palcami. - No i tam był ten cały Lord Voldemort i jakieś jego podnóżki. O to ci chodzi? - przyglądał się kuzynowi uważnie i widać było, że jeszcze się zastanawia. Nie podejrzewał, że Laurentowi chodziło o martwą babę na kłodzie, albo jej dziwaczne... pieski? Zakładał, że jeśli pytał o kogoś to chodziło mu o ludzi z krwi i kości.
- Wspomnienia? Jakie wspomnienia? - odchylił się na krześle, spoglądając na swoją szklankę i obracając ja przez chwilę miedzy palcami. - W sumie jak tak myślę, ktoś po święcie wysłał mi sowę. Była anonimowa i mówiła, że niektórzy co doświadczyli Limba mogą doświadczyć wspomnień nienależących do nich. O to ci chodzi? - przekręcił lekko głowę na bok, spoglądając na Laurenta uważnie. Może nawet nieco podejrzliwie. Ale jego dalsze słowa odpowiadały na pytania, które chciał zadać dalej. Milczał więc, słuchając uważnie dalej.
- Brzmi świetnie - oznajmił wyraźnie zaintrygowanych, chociaż gdzieś za tym czaiły się wątpliwości. To brzmialo tak prosto, kiedy nic związanego z Limbo takim się nie wydawało do tej pory. - Skąd wiesz, że da się go wyleczyć? - zapytał tylko, chętnie wyciągając w jego stronę dłoń, kiedy ten o nią poprosił. Jasne spojrzenie opadło w dół, na ich złączone dłonie, przez moment zwyczajnie chłonąc bijące od Prewetta ciepło. Czasem miał wrażenie, że chłód w nim był okropnie łapczywy, a jednocześnie nigdy niezaspokojony. Nie wzruszył się jakoś specjalnie na to, co właśnie odczuwał. Nie znaczyło to jednak, że nie miał pojęcia co kuzyn właśnie robił. Bo czuł się świetnie. Fenomenalnie wręcz. Zmęczenie zniknęło nagle i przyszło przyjemne orzeźwienie, które zmieniło się w nadmiar energii. Atreus mimowolnie uśmiechnął się, szeroko i wyraźnie zadowolony. Szybko jednak ten wyraz zmalał, kiedy uświadomił sobie, że wciąż jest mu cholernie zimno.
- Mam nadzieję, że to specjalne traktowanie i nie chodzisz po obcych - rzucił zaczepnie, chwytając za szklankę i upijając z niej łyk. - Jeśli mówisz że energia została zastąpiona, to może ją podmienić?
- Właśnie w tym rzecz, ja bardzo nie chcę nawet sobie wyobrażać jej miny - rzucił tonem ktory można było odbierać dwojako. Z jednej strony zdawał się żartować. Kąciki ust uniosły się nawet nieco, układając w charakterystyczny dla niego uśmiech. Z drugiej jednak, w żartobliwym tonie dało się wyczuć nutkę powagi. Tak na prawdę nie musiał sobie niczego wyobrażać, bo znał to spojrzenie. Widział je parę razy, kiedy razem z Seraphine kończyli pod stołem.
- No... z Mavelle Bones, Patrickiem Stewartem i Victorią Lestrange - zmarszczył lekko brwi, nie rozumiejąc do czego Prewett mógł zmierzać. Te nazwiska były znane każdemu, kto czytał gazety, albo chociaz spoglądał na pierwsze okładki przechodząc obok kiosków. Zaraz jednak jego twarz nieco się rozświetliła i pstryknął palcami. - No i tam był ten cały Lord Voldemort i jakieś jego podnóżki. O to ci chodzi? - przyglądał się kuzynowi uważnie i widać było, że jeszcze się zastanawia. Nie podejrzewał, że Laurentowi chodziło o martwą babę na kłodzie, albo jej dziwaczne... pieski? Zakładał, że jeśli pytał o kogoś to chodziło mu o ludzi z krwi i kości.
- Wspomnienia? Jakie wspomnienia? - odchylił się na krześle, spoglądając na swoją szklankę i obracając ja przez chwilę miedzy palcami. - W sumie jak tak myślę, ktoś po święcie wysłał mi sowę. Była anonimowa i mówiła, że niektórzy co doświadczyli Limba mogą doświadczyć wspomnień nienależących do nich. O to ci chodzi? - przekręcił lekko głowę na bok, spoglądając na Laurenta uważnie. Może nawet nieco podejrzliwie. Ale jego dalsze słowa odpowiadały na pytania, które chciał zadać dalej. Milczał więc, słuchając uważnie dalej.
- Brzmi świetnie - oznajmił wyraźnie zaintrygowanych, chociaż gdzieś za tym czaiły się wątpliwości. To brzmialo tak prosto, kiedy nic związanego z Limbo takim się nie wydawało do tej pory. - Skąd wiesz, że da się go wyleczyć? - zapytał tylko, chętnie wyciągając w jego stronę dłoń, kiedy ten o nią poprosił. Jasne spojrzenie opadło w dół, na ich złączone dłonie, przez moment zwyczajnie chłonąc bijące od Prewetta ciepło. Czasem miał wrażenie, że chłód w nim był okropnie łapczywy, a jednocześnie nigdy niezaspokojony. Nie wzruszył się jakoś specjalnie na to, co właśnie odczuwał. Nie znaczyło to jednak, że nie miał pojęcia co kuzyn właśnie robił. Bo czuł się świetnie. Fenomenalnie wręcz. Zmęczenie zniknęło nagle i przyszło przyjemne orzeźwienie, które zmieniło się w nadmiar energii. Atreus mimowolnie uśmiechnął się, szeroko i wyraźnie zadowolony. Szybko jednak ten wyraz zmalał, kiedy uświadomił sobie, że wciąż jest mu cholernie zimno.
- Mam nadzieję, że to specjalne traktowanie i nie chodzisz po obcych - rzucił zaczepnie, chwytając za szklankę i upijając z niej łyk. - Jeśli mówisz że energia została zastąpiona, to może ją podmienić?