15.09.2023, 21:50 ✶
Pokręciła lekko głową – jak już mówiła, nie było za co dziękować. Ot, drobny dar od serca, przy okazji podkreślający ich relację. Słońce i promienie. Niby coś osobnego, a jednak powiązane ze sobą. Uśmiechnęła się szerzej, odbierając drugą połówkę naszyjnika; nawet się nie zastanawiała, tylko oczywiście musiała od razu zawiesić go na swej szyi.
- No jak, tort, świeczka i żadnych życzeń? Tak być nie może – rzuciła lekkim tonem. Aczkolwiek fakt, życzenia… oddały je już spadającej gwieździe, teraz pojawiła się kolejna okazja. Inna sprawa, czy cokolwiek z tego zadziała, ale, ale… w świecie pełnym magii – może i takie życzenie może mieć noc, nawet jeśli machanie różdżką nie miało z nim nic wspólnego? Niby wiedziała, że to głupie zwyczaje, najzwyklejsze przesądy i nic więcej, które się wzięły nie wiadomo skąd (bo nie miała zapału, żeby drążyć takie tematy, nie potrzebowała tego do szczęścia), a jednak…
… jednak była w tym jakaś iskierka nadziei. Może to właśnie to leżało u podstaw różnych obyczajów, mających przynieść w ten czy inny sposób szczęście? Może… niewiara splatała się z wiarą, nawet jeśli ta ostatnia była spychana gdzieś w kąt, wyrzucana ze świadomości.
Ołówki uparcie nie chciały przestać się sypać. Jeden uderzał o drugi i nagle pojawiały się kolejne, te uderzały o następne i znowu, jeszcze kolejne. Jakim cudem ta klątwa nie uaktywniła się wcześniej, gdy Mavelle sama korzystała z tego pudełka? Nie miała pojęcia, zresztą, już mniejsza z tym, byleby te cholerstwa przestały się mnożyć! I tak już się narobił zapas na parę długich żywotów, którym z powodzeniem można by było obdarować co najmniej parę osób.
I liczba ta stale się zwiększała.
- Emm… tak – przyznała, po raz kolejny próbując rozproszyć magię coraz bardziej zaśmiecającą jej pokój. Żeby to… - Wiesz co? Weź mnie może ze sobą? – podsunęła z pewną irytacją w głosie. Raz to przypadek, dwa, zbieg okoliczności, trzy – celowe działanie. Ale wolała nie czekać na „trzy”, tylko uprzedzić fakty, zanim okaże się, że jakiegoś czarodzieja trafiła klątwa o wiele paskudniejsza niż to, z czym miały do czynienia.
Rozpraszanie
- No jak, tort, świeczka i żadnych życzeń? Tak być nie może – rzuciła lekkim tonem. Aczkolwiek fakt, życzenia… oddały je już spadającej gwieździe, teraz pojawiła się kolejna okazja. Inna sprawa, czy cokolwiek z tego zadziała, ale, ale… w świecie pełnym magii – może i takie życzenie może mieć noc, nawet jeśli machanie różdżką nie miało z nim nic wspólnego? Niby wiedziała, że to głupie zwyczaje, najzwyklejsze przesądy i nic więcej, które się wzięły nie wiadomo skąd (bo nie miała zapału, żeby drążyć takie tematy, nie potrzebowała tego do szczęścia), a jednak…
… jednak była w tym jakaś iskierka nadziei. Może to właśnie to leżało u podstaw różnych obyczajów, mających przynieść w ten czy inny sposób szczęście? Może… niewiara splatała się z wiarą, nawet jeśli ta ostatnia była spychana gdzieś w kąt, wyrzucana ze świadomości.
Ołówki uparcie nie chciały przestać się sypać. Jeden uderzał o drugi i nagle pojawiały się kolejne, te uderzały o następne i znowu, jeszcze kolejne. Jakim cudem ta klątwa nie uaktywniła się wcześniej, gdy Mavelle sama korzystała z tego pudełka? Nie miała pojęcia, zresztą, już mniejsza z tym, byleby te cholerstwa przestały się mnożyć! I tak już się narobił zapas na parę długich żywotów, którym z powodzeniem można by było obdarować co najmniej parę osób.
I liczba ta stale się zwiększała.
- Emm… tak – przyznała, po raz kolejny próbując rozproszyć magię coraz bardziej zaśmiecającą jej pokój. Żeby to… - Wiesz co? Weź mnie może ze sobą? – podsunęła z pewną irytacją w głosie. Raz to przypadek, dwa, zbieg okoliczności, trzy – celowe działanie. Ale wolała nie czekać na „trzy”, tylko uprzedzić fakty, zanim okaże się, że jakiegoś czarodzieja trafiła klątwa o wiele paskudniejsza niż to, z czym miały do czynienia.
Rozpraszanie
Rzut Z 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!