15.09.2023, 23:05 ✶
Atreus raz po raz zastanawiał się, czy dobrze zrobił. Równie dobrze mogli dalej kontynuować korespondencję i załatwić to wszystko listownie, prawda? Im dłużej zastanawiał się nad tym, co Longbottom napisała mu w ostatnim liście, tym bardziej dochodził do wniosku,że powiedziała właściwie wszystko. Jej spostrzeżenia pokrywały się z tymi jego niemal co do joty, a w niektórych przypadkach zwyczajnie rozwijały to, co otrzymał w korespondencji zwrotnej od osób, które o to zapytał. Coraz bardziej więc przekonywał się, że oto wybierał się zrobić z siebie idiotę.
Ale z drugiej strony zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. Coś ciągnęło go, wcześniej podsuwając do zaproponowania jej tego spotkania w pierwszej kolejności. Wiedział, że była to magia, jakiś fragment rytuału, który w porównaniu z tym, co innego im jeszcze podarował, wydawał się najnormalniejszym aspektem.
Szedł więc, przechodząc przez Dolinę. Zaglądał do niej rzadko, jak tylko było to możliwe, naturalnie koncentrując swoją egzystencję raczej na mieście, a jeśli już je opuszczał, to z wizytą w letniej posiadłości rodziny. Zgubił się więc nawet, kiedy tak kluczył, w końcu jednak znajdując poprawną drogę, która wyprowadziła go z dala od miasteczka i Kniei, w której czaiły się widma. Im dalej się od niej znajdował, tym bardziej słabł uścisk palców na różdżce, aż wreszcie puścił ją całkowicie, widząc wreszcie jak ruiny zaczęły nieśmiało wyłaniać się spomiędzy zarośli.
Zszedł po ścieżce, zakręcającej w kierunku zniszczomego murku, na którym siedziała Brenna i zatrzymał się przy niej, opierając łokciem o kamienną konstrukcję.
- Przydałby się jakiś lepszy drogowskaz na to odludzie - rzucił, nie bardzo wiedząc jak inaczej zacząć tę rozmowę. Czuł się dziwnie nie na miejscu, ale jeśli przed chwilą jawnie kwestionował w głowie swoje decyzje, teraz te myśli odsunęły się od niego, odepchnięte czymś o wiele silniejszym. Uśmiechnął się do niej lekko, w charakterystyczny dla siebie sposób. - I to te twoje ruiny? - obejrzał się na budowlę, obrzucając ją krytycznym spojrzeniem. - Całkiem ładne. Wyglądają jak idealne miejsce do robienia wszystkiego o czym niepowołani nie powinni wiedzieć.
Ale z drugiej strony zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. Coś ciągnęło go, wcześniej podsuwając do zaproponowania jej tego spotkania w pierwszej kolejności. Wiedział, że była to magia, jakiś fragment rytuału, który w porównaniu z tym, co innego im jeszcze podarował, wydawał się najnormalniejszym aspektem.
Szedł więc, przechodząc przez Dolinę. Zaglądał do niej rzadko, jak tylko było to możliwe, naturalnie koncentrując swoją egzystencję raczej na mieście, a jeśli już je opuszczał, to z wizytą w letniej posiadłości rodziny. Zgubił się więc nawet, kiedy tak kluczył, w końcu jednak znajdując poprawną drogę, która wyprowadziła go z dala od miasteczka i Kniei, w której czaiły się widma. Im dalej się od niej znajdował, tym bardziej słabł uścisk palców na różdżce, aż wreszcie puścił ją całkowicie, widząc wreszcie jak ruiny zaczęły nieśmiało wyłaniać się spomiędzy zarośli.
Zszedł po ścieżce, zakręcającej w kierunku zniszczomego murku, na którym siedziała Brenna i zatrzymał się przy niej, opierając łokciem o kamienną konstrukcję.
- Przydałby się jakiś lepszy drogowskaz na to odludzie - rzucił, nie bardzo wiedząc jak inaczej zacząć tę rozmowę. Czuł się dziwnie nie na miejscu, ale jeśli przed chwilą jawnie kwestionował w głowie swoje decyzje, teraz te myśli odsunęły się od niego, odepchnięte czymś o wiele silniejszym. Uśmiechnął się do niej lekko, w charakterystyczny dla siebie sposób. - I to te twoje ruiny? - obejrzał się na budowlę, obrzucając ją krytycznym spojrzeniem. - Całkiem ładne. Wyglądają jak idealne miejsce do robienia wszystkiego o czym niepowołani nie powinni wiedzieć.