16.09.2023, 01:50 ✶
Bones zaliczała się do żołnierzy, nie strategów i taktyków. Ale nawet ona zdawała sobie sprawę z tego, że w tej chwili znaleźli się w sytuacji wręcz beznadziejnej i uparte pozostawanie na miejscu zapewne skończy się dla nich fatalnie.
To nie tak, że bała się śmierci. Zwłaszcza że już wiedziała, z czym to się wiąże. Ekspres do Hogwartu, być może spotkanie z kimś, kto czekał, aż przyjdzie twój czas, wejście w ogień i spokój. Śmierć, wbrew pozorom, była przyjaciółką, choć jednocześnie i wrogiem – ale to dla tych, którzy pozostawali.
Tyle że naprawdę miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Nie chciała obciążać bliskich swoim odejściem... I nie mogła też pozwolić na to, by Brenna nigdy nie opuściła tego statku. Nie tak po prostu, biernie godząc się na to, co się właśnie działo.
Bo nawet dla zwykłego żołnierza (a w tym przypadku i takiego, co ani nie rozmawiał z duchem, ani też nie widział wszędzie tej całej czerni) musiało być jasne, że muszą się wycofać. Wycofać i spróbować znaleźć sposób na pozbycie się jej – a wątpiła, żeby to się udało, jeśli po prostu wdadzą się z nią w walkę.
Nie da się jej skrzywdzić. Tego na dole najwyraźniej też nie. Nie wróżyło to dobrze, ale… musiał być jakiś sposób, prawda? Nie poznają go, jeśli będą próbować jednak pozbyć się jej tu i teraz, co było całkiem naturalne przy niemal każdym innym przeciwniku.
Duch się pojawił przed czarownicą, a Mavelle złapała bezpardonowo siostrę za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia z atrium. To wszystko wyglądało naprawdę beznadziejnie, ale jeśli kupią sobie więcej czasu…
- Spierdalamy! – warknęła, machając różdżką. Nie mogła zranić, mogła spróbować ją zatrzymać, usiłując postawić ściany tak, żeby ta kobieta nie mogła tak po prostu zejść po schodach. I ich dopaść, tak po prostu, jakby byli obiadem podanym na złotej tacy.
Kształtowanie
To nie tak, że bała się śmierci. Zwłaszcza że już wiedziała, z czym to się wiąże. Ekspres do Hogwartu, być może spotkanie z kimś, kto czekał, aż przyjdzie twój czas, wejście w ogień i spokój. Śmierć, wbrew pozorom, była przyjaciółką, choć jednocześnie i wrogiem – ale to dla tych, którzy pozostawali.
Tyle że naprawdę miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Nie chciała obciążać bliskich swoim odejściem... I nie mogła też pozwolić na to, by Brenna nigdy nie opuściła tego statku. Nie tak po prostu, biernie godząc się na to, co się właśnie działo.
Bo nawet dla zwykłego żołnierza (a w tym przypadku i takiego, co ani nie rozmawiał z duchem, ani też nie widział wszędzie tej całej czerni) musiało być jasne, że muszą się wycofać. Wycofać i spróbować znaleźć sposób na pozbycie się jej – a wątpiła, żeby to się udało, jeśli po prostu wdadzą się z nią w walkę.
Nie da się jej skrzywdzić. Tego na dole najwyraźniej też nie. Nie wróżyło to dobrze, ale… musiał być jakiś sposób, prawda? Nie poznają go, jeśli będą próbować jednak pozbyć się jej tu i teraz, co było całkiem naturalne przy niemal każdym innym przeciwniku.
Duch się pojawił przed czarownicą, a Mavelle złapała bezpardonowo siostrę za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia z atrium. To wszystko wyglądało naprawdę beznadziejnie, ale jeśli kupią sobie więcej czasu…
- Spierdalamy! – warknęła, machając różdżką. Nie mogła zranić, mogła spróbować ją zatrzymać, usiłując postawić ściany tak, żeby ta kobieta nie mogła tak po prostu zejść po schodach. I ich dopaść, tak po prostu, jakby byli obiadem podanym na złotej tacy.
Kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!