Wystarczy. Wystarczyło z uwagi na to, ile to trwało i ile informacji było teraz do przetrawienia. Teraz tylko czekać, co się stanie w przyszłości. Niby to tylko jedna z dróg, niby wskazówka. I może gdyby wróżyć z całkowitą precyzją to te wskazówki naprawdę pomogłyby zapobiec przyszłości? To był ogólnik, ale Laurent i tak bardzo dużo z niego rozumiał. Wystarczyło. Nie chciał precyzji tak samo jak nie chciał w pełni opowiadać o wszystkim, co działo się w jego życiu. Pytania, jakie tutaj padły i tak pozwalały stworzyć całkiem niezłą historyjkę. I gdyby ktoś był skłonny do plotek to stworzyłby wręcz wyjątkową opowieść, można by z tego wykluć wręcz wyjątkową bajeczkę. Czy Ginny taka była? Teraz, kiedy już powietrze z niego uszło czuł się tak, jakby wpadł sam w jakiś trans. Jakby ogarnęła go jakaś magia, amok, która sprawiała, że chciało się wiedzieć więcej i więcej, przerywała jakąś samokontrolę... To ostatnie pytanie było jakby ledwo powstrzymane, zmienione. Bo przecież inne tańczyło na krańcu języka.
Kawa wystygła.
- Bardzo intensywne doznanie. - Przyznał, chociaż brzmiało to bezemocjonalnie, prawie jak jego stwierdzenie o ciekawości w pewnym momencie wróżby. Że to ciekawe. Świat wydawał się leżeć u stóp i wystarczyło tylko po to sięgnąć. Nie ważne, czy wynik wróżby był zły czy dobry - to były tylko możliwości, wszystko można było obrócić we właściwym kierunku, we właściwą stronę. - Dziękuję. Nie mam więcej pytań. - We wszystkim należało mieć umiar i wszystko powinno być kończone w odpowiednim punkcie. Ze znajomościami też tak było. Kiedy niektóre elementy zaczynały się mieszać i zmieniać niekiedy należało kogoś po prostu od siebie odciąć. Dla własnego zdrowia i dla zdrowia drugiej strony. I tak, to prawda, że to nie było miłe, kiedy chciałeś się do kogoś dostać, chciałeś czegoś więcej, a druga strona stawiała pomiędzy wami ścianę. W świecie Laurenta to były niesprawiedliwe, szklane przeszkody. Bo nie było aniołów na tym świecie i nie było osób doskonałych. Każdy miał swoje wady i te wspomniane trupy w szafie. Niektórzy je chowali lepiej od innych. Laurent sam już nie wiedział, gdzie kończyła się niewinność i zaczynała cała suma grzechów. Wziął powolny, spokojny, głęboki wdech i wypuścił go przez nozdrza. Było tu trochę emocji do przetrawienia, ale nie wstrząsnęły one nim całym. Dlatego, że było tak przyjemnie ciemno? Że wydawałoby się, jakby tutaj świat nie miał wstępu? Ułuda bezpieczeństwa była naprawdę słodka i Laurent lubił się w niej zatapiać.
- Nie zadałem pytań, na które twoje odpowiedzi by mnie zaskoczyły. Wręcz powiedziałbym, że się ich spodziewałem. Może poza New Forest. - Uśmiechnął się delikatnie. Tak, spodziewał się, że to miejsce ucierpi. Bardzo. Ciągle miał gdzieś w sobie strach, że przyjdą mężczyźni w maskach i wszystko spłonie. Czasem śnił mu się ten pożar - czarne chmury przysłaniające niebo i łuna ognia. Ale to chyba przez ten sen, w którym umierał. Tam również pożar zaczął pożerać las, nim obudził się we własnej krwi, na własnym łóżku. Nie potrafił się pozbyć tego obrazu ze swojej głowy. - Mimo to usłyszenie odpowiedzi zmienia, z jakiegoś powodu, percepcję na świat. Zupełnie jakby rozsypano przede mną szklane kulki z szeptem "baw się". - Nie pominął w tym wszystkim tego, co Guinevere dodawała. Pewne porady, znaki. Kobieta starała się zrozumieć te obrazy i je zinterpretować ze skrawków informacji, jakie miała i z tego, co płynęło z drugiej strony - od osoby pytającej. Przynajmniej tak to wyglądało dla niego jako obserwatora procesu wróżenia. Analizą tego, co tutaj doświadczył, zajmie się potem. Tak jak zgłoszeniem sprawy do szpitala, mimo wszystko. Co jednak ciekawe ukierunkował swoje myśli - nie zamierzał biegać po Ministerstwie. Postanowił wysłać sowę do kuzynki bardzo ciekaw precyzji tego, co usłyszał po pytaniu o Zoe. Kobiety, której imienia nie znał.