Traktowanie ludzi jak przedmioty i zabawki... Ha... To było okrutne, ale niestety się zdarzało. Człowiek potrafił wykorzystać drugiego człowieka dla swoich ambicji, celów, zabawy. Potrafili zniszczyć czyjąś psychikę i ciało, żeby tylko poczuć się lepiej. Wspiąć w karierze, albo odbić na kimś swe złe emocje. I to było okrutne, a Laurent nikomu nie życzył, żeby kogoś takiego spotkać na swojej drodze. Za często na tym świecie każdy chciał brać i nie dawać niczego w zamian, dlatego blondyn bardzo cenił sobie w co poniektórych relacjach klarowność, dlatego wprost mówił o niektórych umowach, by nikt potem nie poczuł się gorszy czy pokrzywdzony. Dlatego mówił, że nie może zaoferować miłości. I że niczego więcej z tego nie będzie. Odczytywanie intencji ludzi i przewidywanie, co zrobią, było trudne nawet dla osoby wróżącej. Bo, jak było podkreślane, to w końcu tylko możliwe rozwiązania, a nie prawda zapisana w księdze przeznaczenia. Guinevere jednak dobrze czuła ścianę, choć nie była ona wycelowana konkretnie w nią. To nie tak, że Laurent wybierał osoby, do których się zbliży, a do których nie. To działało naturalnie - z jednymi od razu wchodziłeś w dobry kontakt, a z innymi niekoniecznie i tak się właśnie stawało, że byli znajomymi, z którymi czasem wypijesz drinka. To wszystko. Problem w tej konkretnej relacji był taki, że Laurent zdawał sobie sprawę, jak bardzo Guinevere była do niego podobna. Jak prześwietlała człowieka i że potrafiła to robić równie sprawnie, co on. Trafił swój na swego, można było powiedzieć, tylko nadmiar niepewności i poczucia, że kiedy to wszystko zostanie rozpakowane to wcale nie będzie już takie atrakcyjne powodował dalsze wzbranianie się przed tematem. Więc, tak... sztuka czytania z ludzi była kawałek twardego chleba do zgryzienia. Tak twardego, że już można było z niego robić bułkę tartą. Laurent nie chciał stracić na tym zębów. I niby można powiedzieć, że przecież kobieta miała dobre intencje..! Owszem, tak to wyglądało. Ale Laurent już się przejechał w swoim życiu na zbyt charyzmatycznej i spostrzegawczej osobie. Osoby z tak silnym charakterem zresztą miały skłonności go przytłaczać, choć sam nie był pewien, skąd się to brało. Chyba z domu. Z tego, że Edward Prewett zawsze musiał mieć rację i musiało być po jego. Że nie tolerował, kiedy ktoś mówił mu, co ma robić, albo stanowczo mówił o własnych planach, kiedy przeczyły one tym jego.
- Mam nadzieję, że ilość pytań nie była przytłaczająca? Ciężko mi było to ocenić... zapewne mógłbym jeszcze pytać i pytać... ale wydawałaś się już skupiona do stopnia, w jakim wymagało to energii. Podtrzymanie tego skupienia. - Nie miał teraz pomysłu na to, jak lepiej to ująć, ale chyba każdy miał taki stan, gdzie skupiasz sie i jest w porządku. Skupiasz się mocniej i... hm, no musisz się już naprawdę temu poświęcić. A potem już to na sobie wymuszasz i w końcu wręcz sprawia ból. Do tego ostatniego chyba nie dotarli. - Takie są przeciętne sesje wróżenia? - Zapytał o to z ciekawości, bacznie obserwując kobietę. - Poproszę, tak. - Uśmiechnął się na jej spojrzenie, wymowne, dotyczące kawy. - Jest to dla mnie dość krępujące, przyznaje. Widzę, że jesteś bardzo podobna do mnie w analizie ludzi, co sprawia, że stąpam o wiele bardziej ostrożnie. Nie chciałbym, żebyś mnie źle zrozumiała. Zadałem takie pytania, z których można zrobić już całkiem dobrą historię, a o których nie powiem żadnemu magipsychologowi, ponieważ do żadnego nie chodzę. Moja ostrożność jest wynikiem wyłącznie złych doświadczeń i silnego zawirowania w moim życiu od czasu Beltane. - Może trzeba było to powiedzieć wprost. Wyjaśnić. W bardzo łopatologiczny sposób, żeby, w mniemaniu Laurenta, przypieczętować pewną... fazę ich znajomości. Albo raczej - ukierunkować. Laurent też nie chciał, żeby Guinevere czuła się w jego obecności źle, wręcz przeciwnie - zawsze chciał, żeby ludzie w jego towarzystwie czuli się jak najlepiej. Z Ginny było to po prostu trudniejsze. Więc swoimi słowami chciał zrobić furtkę w tej szklanej ścianie, jaką stawiał między sobą a ludźmi. - Cóż... po Beltane wiele rzeczy stało się trudnych. Widma w Kniei, Śmierciożercy, Zimni... Może po prostu zbyt wiele rzeczy wziąłem sobie na głowę.