Elaine dostrzegła, że Migotek ma tylko jedno oko, ale nie chciała go krępować zadając mu to pytanie. To pytanie wyląduje na barkach Laurenta – w końcu to jego skrzat. Słyszała o tym, że te stworzonka robią sobie krzywdę, gdy nie wykonają zadania. Ciekawe, co zrobił ten skrzat, że stracił oko. Dłoń skrzata w jej własnej wywołała u niej dosyć sporą dawkę radości jeśli można było w jej osobie dostać więcej. Ruda starała się cieszyć wszystkim, czym tylko mogła i miała nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Miała zdolność do ignorowania zmartwień, starała się ich nie zauważać, nie myśleć o nich, starała się nie myśleć depresyjnie i smutno. Wszystko obracała w coś wesołego, bo smutek to była emocja, której nie potrafiła ogarnąć w swojej głowie i powodowało to u niej zbyt dużo złych odczuć. Lepiej problemy ignorować niż się nimi przejmować, prawda?
– Od tego jestem ja, ty jesteś od jedzenia – zaśmiała się cicho i pokręciła głową z radosnym uśmiechem kontynuując przeszukiwanie jego szafek. Było to ciekawe zajęcie poznając jego kuchnie, która podobno była sercem domu. Tu najwyraźniej tak nie było, ponieważ Laurent nie miał jej bogatej w produkty, ale to co potrzebowała znalazła.
– Nie będę się kłócić, ale może poznasz mnie z innych stron, bo każdy człowiek składa się z warstw, niczym cebule! – zażartowała, ale dziewczyna miała całkowitą rację. Nie była aniołem, może i uratowała mu życie, ale też kradła, czasami oszukiwała, uwodziła i łamała serca nie raz pozostawiając pustkę w życiu niektórych chłopców, których poznała na swojej drodze. Stanęła blisko niego, aby pomóc mu obrać jabłka – tak ramię w ramię. – Co się stało, że Migotek nie ma oka? – zapytała po krótkiej chwili ciszy. Była cholernie ciekawa, co też mu się stało. Była ciekawa czym się zajmował Laurent i czy był raczej dobrą, czy może podłą osobą? Nie wyglądał na podłego. Wręcz wydawał się być w aparycji anielski, ale pozory mogą mylić prawda? Może trafiła w ręce psychopaty, który za chwilę zadźga ją za te kilka jabłek? Ciekawe, czy ktoś by ją wtedy znalazł.
– Nie, rzadko pakuję się komukolwiek do domu w jakimkolwiek celu, jesteś wyjątkiem, ale chętnie zapraszam ludzi na jedzenie. Lubię gotować i lubię patrzeć jak inni jedzą. To przyjemne uczucie, gdy komuś smakuje to, co się samemu zrobiło. – zauważyła nadal uśmiechając się lekko. W międzyczasie wycinała z jabłek środek z pestkami i odrzucała do miski z obierkami. Same jabłka przekroiła na ćwiartki i zaczęła znowu szperać w jego szafkach po chwili odnajdując tarkę do warzyw i owoców.