Bardzo wiele wpływało na rozwój człowieka. Na jego cechy, osobowość. Kiedy musisz walczyć o przetrwanie, a kiedy po prostu dorastasz, ciesząc się ciepłem. Laurent musiał walczyć. Ta walka była żałosna aż po dziś dzień, ale starał się dawać z siebie wszystko. Starał się dopasować i przystosować. Nic nie poradzisz - nie wszyscy będą cię lubili. To już wiemy. I Laurent to wiedział, dlatego niespecjalnie się wykłócał czy próbował wszystkim na siłę dogodzić, bo jak już o tym mówili - nie da się. Są jednak osoby, którym chcesz dogodzić ze wszystkich sił. Czasem okazuje się, że te osoby brały to za codzienność i nawet tego nie doceniają. Bo stajesz się jak "Skrzat domowy", zawsze pod ręką, zawsze do usług. Łatwo było się w tym pogubić.
- Jak to zostało niedosłownie powiedziane: jesteś na swoim miejscu. - Powiedział te słowa z uśmiechem, wspominając jej żarliwe zapewnienie dotyczące tego, że jest pewna, że trafiła do dobrego miejsca pracy, że ma odpowiadającą jej ścieżkę życia. Że się tutaj, po prostu, spełnia. - Ostatnio jak o tym opowiadałaś pasja wręcz zakwitała na twoich ustach. Coś, czemu możesz oddać cały swój czas - bardzo cenna praca. - Szczególnie, kiedy jeszcze była dobrze płatna. Laurent nawet nie był pewny, czy to zawsze była kwestia opłaty za godziny czy może jednak od pytania - raczej od godziny. Bo pytania mogły być różne. Jedne krótkie, inne długie, wymagające bardziej skomplikowanego wnikania w otrzymane znaki. Nawet na tej sesji było to widoczne. - Szkoda mi zaklętej w rzeźbę kobiety. Nie zamierzam zrezygnować ze zgłoszenia tego tematu, ale rzeczywiście nakierowałaś mnie na odpowiednie podejście do tematu. Zacznę po prostu od listu do klątwołamaczki. - Znajomej. Bardzo znajomej. Może nawet od tego powinien był zacząć wszystko, tylko nie chciał bezpośrednio kłopotać Florence. Więc planował to po prostu zgłosić. Było minęło, plan był płynny i został zmodyfikowany. Sam napił się teraz kawy z przyjemnością. - Kiedy człowiek skupia swoje myśli ciężko się nie zaangażować. Rozumiem, że lepiej wyraźnie wypowiadać swoje intencje, ale było tam wiele rzeczy, o których nie powiedziałbym niemal nikomu. - Nie było co oszukiwać, że nikomu, bo z mówieniem "nikomu" było jak ze słowem "nigdy".
- Gdybym nie był gotów na zmianę twojego postrzegania mojej osoby w małym chociaż stopniu nie odważyłbym się na taką sesję. Nie chodzi mi tutaj o sam fakt wróżenia. Nie zadałbym niektórych pytań. Przeszłość przeszłością, ale teraźniejszość... - Przechylił lekko głowę na moment w zastanowieniu. - Jeśli po twojej głowie przewija się tak samo wiele myśli jak po mojej to skutki przemilczeń, braku zaufania nawet kiedy nie odbijają się na samym postrzeganiu tej osoby to w końcu natrafia się na ścianę tworzoną z różnych powodów. Może ona stworzyć wiele niepewności. - Niektórzy ludzie nawet nie zdawali sobie sprawy, że to właśnie to odczuwali w kontaktach z innymi. Ścianę, przepaść, różnie to było nazywane. Łączyło je zawsze jedno - było to coś, co powodowało, że nie mogli dostać się do drugiej osoby. - Wszystkie moje pytania się ze sobą łączą. Oprócz zaklętej panienki. - Dodał ze smutnym uśmiechem, nie chciał jej okłamywać, chociaż mógł to zrobić. Ale tak - podobała mu się ta atmosfera. Zdecydowanie sprzyjała intymności wyznań. Nawet jeśli były malutkimi kroczkami. Przez moment pozwolił sobie na zamyślenie. Nad tym, co usłyszał, nad tym, o co pytał i w jakiej formie te pytania zadawał. Nad tym, jaka ewolucja w relacji mogła nastąpić po czymś tak specyficznym, jakim to wróżenie było. Bo naprawdę nie zamierzał udawać, że tego nie było, wyciąć to, zostawić to zupełnie za ścianami. Oczywiście - co tutaj, to tutaj, pod względem pracy i profesjonalności, natomiast miało to wpływ na niego samego. Wyłagodziło delikatnie. Spojrzał na zegarek, wyjmując go z wewnętrznej kieszeni marynarki. - Bardzo dziękuję, będę powoli się zbierał. Ciężko mi nawet dobrze ująć specyfikę tego doświadczenia, jakie mi zaoferowałaś... - Uśmiechnął się, dopijając swoją kawę. - Tak, ciężko na to znaleźć słowa. - Odłożył filiżankę.