Całkiem to było trafne, że oboje myśleli o sobie jak o aniołkach, przynajmniej powierzchownie, a oboje skrywali całkiem niezłe diabły w swoich wnętrzach. Jeden kradł monety, drugi skradał pocałunki. Jeden wabił spojrzenia, drugi chciał kierować dłońmi. Niewinność rozpływała się tak samo sprawnie jak to ciasto pod dłońmi Elaine. Szybko nabierało zupełnie nowego tworu i nagle z paru różnych składników powstawało coś zupełnie innego, co miało stanowić podstawę całego pieczenia. Z tą niewinnością w ich przypadku było całkiem podobnie. Pozór był królową, a oni nosili tę koronę. Na ile świadomie? Laurent potrafił ważyć swój każdy ruch i każde słowo. Potrafił posuwać się do stopnia, gdzie niczego nie pozostawiał przypadkowi. Doskonale wiedział, jaką ma urodę, jak działa na ludzi i nieprzypadkowo dobierał sobie jasne stroje czy subtelną biżuterię, która nie była ciężka, przytłaczająca, a tylko stanowiła błysk między białymi piórami noszonymi na plecach. Jak te pióra abraksanów, które biegał nieopodal tego domu. Elaine zaś nosiła bardzo blisko serca lisa, który wydostawał się na powierzchnię w określonych warunkach. Albo czasem... czasem bez warunków. Nie miał o tym pojęcia - o ciężarze klątwy, która tkwiła w dziewczynie. I niestety nawet gdyby wiedział to nie potrafiłby jej pomóc.
- Każde stworzenie zasługuje na godne życie. - Choć czasem było to poddawane wątpliwości, bo niektóre stworzenia nie miały wiele wspólnego z naturą. Były tworami czarnej magii, przerażające i przytłaczające. Nie zamierzał ciągnąć tematu, bo ewidentnie jego gość wolał przegnać te ponure chmurki, jakie sama ściągnęła swoim pytaniem. Zupełnie, jakby coś sprawdzała. Dowiedziała się czegoś, odpowiedź ją zadowoliła - i koniec. Nie jak z duchem, żeby zasypywała pytaniami i chciała wiedzieć wszystko, absolutnie wszystko! Tutaj było inaczej. Zmiana była na tyle spora, że Laurent na dłuższy moment zapatrzył się na kobietę zastanawiając się, czy właśnie ważyła to, czy nie trafiła do domu jakiegoś wariata, który znęcał się nad stworzeniami. Zwierzętami. Skrzatami. Skrzaty w końcu zwierzętami nie były, daleko im do tego. Ich magia, inteligencja, emocje - były jak czarodzieje, zasługiwały na bycie traktowanymi w ten sposób. Cieszyło go to, że kobieta uważała tak samo.
Oooch, nie spodziewał się tutaj rumieńców. Uśmiechnął się do niej ciepło, nie chcąc jej speszyć zanadto. Odwagi Elaine chyba jednak nie brakowało. Owszem, zarumieniła się, ale nie uciekała spojrzeniem, prezentowała swoją twarzyczkę i ciągle poruszała się w pełni swobodnie. Bardzo ciekawe połączenie. Dopiero po chwili się odsunęła i troszkę schowała za kurtyną włosów. Oddanie jej bezpiecznego terenu było tutaj chyba najlepszym rozwiązaniem, żeby mogła odetchnąć. Odwrócił więc od niej spojrzenie, zajął się myciem swojej dłoni, nawet ze ściereczką odsunął, spoglądając niby to przez wielkie, salonowe okno prowadzące na taras i widok za nim - morze.
- Bardzo dobrze. Tajemnice podsycają pragnienie poznawania. - W pierwszej chwili Elaine wydawała się jak dziecko. W drugiej - uspakajała się. W trzeciej było już widać, że była po prostu sprytna i owszem, miała w sobie bardzo dużo dziecka, ale to nie była chora dziecięcość. To był lekkoduch, przeżywanie chwil, czysta radość, która bardzo gładko łączyła się ze wszystkim, co potrzebne było jej do życia w świecie "tych dorosłych". Odłożył ściereczkę i wyciągnął różdżkę, żeby wprawić magię w ruch i wysunąć filiżanki, przygotować czajniczek, kawę, mleko. Wszystko zaczęło się gładko przesuwać pod jego czujnym okiem. Może nie wszystko. Niektóre rzeczy po prostu wyciągał. - Czego byś się napiła? Herbaty? Kawy? Wina? - Nie podejrzewał jej o picie wina. Gdyby miał strzelać, a strzelać lubił, postawiłby, że kobieta przepada za napojami takimi jak cydr. Przy czym niestety nie mógł go zaproponować - bo go nie posiadał. Ale stawiałby na łagodniejsze alkohole.
- Odpowiedź brzmiałaby "tak", ale muszę powiedzieć "nie". Ponieważ twojego dżemu jeszcze nie jadłem. - Słowem można było naprawdę czarować na różne sposoby i nawet zwykłe "tak" czy "nie" potrafiło nabrać nowego wyrazu. Laurent przygotował też kuchenkę, żeby rozgrzać piekarnik.