Elaine była wylewną i rozgadaną osobą, ale jednocześnie sprawnie ukrywała fakty o sobie, chowała się za tajemnicami, za półsłówkami, za gestami, które nie do końca mogły być odpowiednio zrozumiałe. Była też prosta i łatwa, gdy przychodziło jej poznać nowe rzeczy. Smutnych nie akceptowała, ignorowała, a gdy były nudne, po prostu wysłuchała i zapomniała. Migotek należał do istot smutnych i chętnie by z nim porozmawiała, zapytała dlaczego to wszystko robił, dlaczego się na to godził i czemu nie chciał przestać służyć jeśli miał być szansę wolnym skrzatem – pierwszym w historii. Mógłby spróbować podjąć prace za pieniądze, mógłby zatrudnić się w jakimś miejscu, ale jednocześnie dziewczyna nie była na tyle obyta z tymi Skrzatami, aby wiedzieć jak wygląda ich pogląd na te kwestie. Dla niej wydawało się to być prostu, ale zapewne dla takiego skrzata zmiana trybu życia byłaby okropna. Może danie wolności Skrzatowi to jak zabranie tej wolności Elaine? Zmuszenie jej do zamieszkania w domu, do stworzenia statycznej rodziny, do narażenia ich na jej dziką naturę?
Oj tak, sprawdzała. Testowała, szukała odpowiednich informacji o Laurencie, aby nie czuć obawy przed egzystowaniem wokół niego. Łatwiej było poznawać w ten sposób osobę, która była zbliżona do jej wieku niż jakby miała tu być teraz ze starszym o połowę od niej mężczyzną. Zapewne, gdyby Laurent miał czterdzieści lat nie weszłaby tu do niego robić mu jabłecznik. Zapewne wolałaby go zaprosić do siebie, gdzie była jej rodzina, gdzie jej bracia i siostry byli w pogotowiu. Odwzajemniła uśmiech. Czasami czuła złość na swoje reakcje, gdy ktoś zasypywał ją komplementami. Wolała je dostawać z daleka, z widowni, słyszeć brawa i okrzyki zachwytu niż dostać słowa o jej urodzie wypowiedziane bezpośrednio do niej. Była pewna swoich wdzięków, tego, że miała dobry charakter na tyle na ile pozwalało jej własne otoczenie, ale gdy ktoś jej to mówił automatycznie się peszyła.
– Emm… lubię wino, ale nie lubię stanu, który powoduje, więc może herbatę? – uśmiechnęła się kontynuując ścieranie jabłek do miski.
Elaine robiła wiele razy różne przetwory z owoców i bardzo to lubiła, więc ucieszyła się na wiadomość o tym, że nie jadł jej dżemów, co było wręcz oczywiste, bo znają się krótko, ale to też powód do radości. Mogą się poznać lepiej i potem mówić, że znają się długo. Owoców miała dwa wory, więc chciała z nich zrobić przetwory!
– W takim razie zrobimy dżem! – wykrzyknęła radośnie niechcący trafiając startym jabłkiem w twarz Laurenta. Cel za sto punktów. Skrzywiła się lekko zakłopotana, ale zaraz wybuchła wesołym śmiechem. – Przepraszam – podeszła do niego i ściągnęła kawałek jabłka z jego twarzy oblizując palec. – Ale te jabłka są naprawdę dobre – zamruczała do siebie zadowolona i odwróciła się do niego wracając na swoje miejsce. Wyłożyła blaszkę ciastem i wsunęła do rozgrzanego piekarnika. Starte jabłka odsączyła z soku, dodała cukru i cynamonu.
– Jeśli chcemy zrobić dżem musimy obrać więcej jabłek. Widzę, że dobrze sobie radzisz z magią, więc możemy trochę oszukać – wyszczerzyła zęby łobuzersko. Sama nie lubiła korzystać za bardzo z magii przy innych ludziach, ponieważ nie była w tym najlepsza. Nigdy nie odbyła edukacji, więc ma spore braki w niej.