Chyba łatwo było zbliżyć się do człowieka, kiedy czułeś, że coś mu zawdzięczasz. Niby potrafił powiedzieć, jak wyglądała Elaine Bell, ale jej szczegóły rozmywały się w jego pamięci tamtej felernej nocy. Teraz na pewno miałby ją w swojej pamięci. Z włosami jak płomienie zwiastującymi brzask. Czerwona łuna na niebie, która nie zwiastowała krwi, tylko obietnicę narodzin czegoś nowego. Myśl o tym, czy to w ogóle było poprawne, żeby nieznajomą wpuścić do domu, albo nieznajomemu gotować, ciągle gdzieś obijała się o głowę blondyna. Krążyła tam i, cóż... nie miała żadnego efektu. Tylko dlatego, że rozmowa się ciągnęła, skórki od jabłek odpadały, a mąka już bielmem zdobiła blat. To było tak samo naturalne jak oddychanie. Mógł więc pooddychać razem z nią. Albo nią. Sprawdzić i przekonać się, czy mogła coś wnieść do jego życia, a już wnosiła. Rozświetliła swoją osobą ten dom, wygoniła z niego ciszę, którą ciężko było mu ostatnio akceptować. W końcu dlatego wyjechał nocować do Keswick, do ojca. Zamiast myśleć o ponurej rzeczywistości mógł myśleć o Elaine Bell - kobiecie, która, jak sądził, robiła to nawet całkiem celowo. Nie dbała chyba zanadto o to, czy na pewno wpadnie w sieć, którą plotła, ale i nie była zupełnie obojętna. Ruch był obustronny, choć selkie i tak czuł się przyciągany przez nią, nie na odwrót.
- Niektórzy uważają, że alkohol rozluźnia. Nie lubisz więc rozluźnienia, czy może tego, co następuje po nim? Czyli - bólu głowy. - Wyjaśnił, gdyby to jednak było nieoczywiste, wyciągając lekko jeden kącik ust ku górze. W piciu należało mieć umiar - tak mu się wydawało, bo oglądał wielu pijanych. I jeszcze więcej skacowanych osób. Rozumiał jednak, że można lubić smak wina, a nie przepadać za tym, co robił z człowiekiem. Bo on, na ten przykład, naprawdę wino lubił, za to nie mógł się nim pozachwycać za wiele. Parę umoczeń ust - nie więcej.
To machnięcie dłonią musiało się tak skończyć. Całkowicie zaskoczony blondyn zamarł, odruchowo mrużąc oczy, a kiedy je otworzył Elaine była chyba równie zdziwiona, co on. Przy tym chyba nawet trochę niezadowolona ze swojego występu. Nic dziwnego. Sporej ilości osób takie wypadki nie odpowiadały, jakby urągały ich dumie, czy... ach, czasem to cholera wie, czemu! Tutaj nie było wielkich przeprosin i wycofania się. Nie. Był śmiech, radosny i ciepły, a Laurent nie mógł nie odpowiedzieć tym samym, choć o wiele bardziej cichym i krótszym. Wyciągnął rękę po chustkę, chcąc się wytrzeć, ale Elaine podeszła i sięgnęła do jego twarzy i... och... Złapał jej dłoń, jakoś tak odruchowo, choć delikatnie. Laurent może nie zaliczał się do tych mężczyzn, którzy lubili okazje tworzyć, za to zaliczał się do tych, którzy lubili je wykorzystywać. Przesunął ustami po jej słodkich teraz paluszkach, spoglądając w wesołe jak dwa ogniki świec oczęta Elaine.
- Oj tak. Są pyszne. - Powiedział nieco ciszej i pozwolił jej bez problemu wycofać swoją dłoń z jego palców. - Hmm pokazałaś mi o wiele przyjemniejszy sposób na wykorzystanie jabłek, ale podejrzewam, że i tak obowiązuje obranie ich? - Nie zamierzał się sprzeczać ze swoją szefową kuchni, która sprawnie dyrygowała jego dłońmi. Zabrał się do powierzonej pracy, choć nie skorzystał akurat z magii. Po prostu zaczął je obierać.