16.09.2023, 23:24 ✶
Przechyliła głowę i posłała mu wymowne spojrzenie; coś pomiędzy skarceniem a błaganiem o litość, bo przecież doskonale wiedział, że nie to chciała powiedzieć. Skorzystała z podanej ręki, chwyciła się mocno i podniosła na równe nogi, co nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać - woda sprawiała, że ciągle się ślizgała.
- Cieszę się twoim szczęściem - skwitowała, uśmiechając się sztucznie. Z jednej strony faktycznie czuła satysfakcję, że była w stanie mu pomóc, lecz z drugiej wciąż czuła pewien niepokój. Nie, żeby miała Alka za niezbyt lotnego na umyśle, ale zastanawiała się, ile zajmie mu połączenie kropek, zauważenie, że odkryli przejście w obrazie tylko dlatego, że ciągnie swój do swego. Nie wiedziała, czy dalej to do niego nie dotarło, czy po prostu skrzętnie ignorował fakty, ale prędzej czy później musiało przejść przez jego głowę, że czarnoksiężnik nie oddałby swoich skarbów komuś, w kim nie dostrzegłby pobratymcy. Stąd też martwiła się, do jakiej konkluzji dojdzie. Czy będzie miał do niej żal?
Czując drżenie, rozejrzała się w popłochu wokół siebie, próbując zlokalizować źródło nagłego poruszenia. Zacisnęła palce wokół własnej różdżki, kurczowo i silnie, aż pobielały jej kłykcie. Powiodła wzrokiem za różdżką Moody'ego, również skupiając się na kolumnie.
- Może to pułapka na blondynki - rzuciła dla rozładowania atmosfery, cudem powstrzymując się od wywrócenia oczyma. Ciekawe, czemu otoczenie nie reagowało na złą królową? Może dlatego, że z zepsuciem moralnym oraz czarną magią było Eden do twarzy?
Podeszła do przedmiotu i zbliżyła doń wolną rękę, ale w ostatnim momencie zawahała się. No dobra, może nie założy tego na głowę, ale co jeśli sam dotyk będzie jej zgubą? Nie miała zielonego pojęcia, co to za szajs, nie urodziła się też wczoraj. Nie zdziwiłaby się, gdyby zaraz jej ręka do tego przyrosła i trzeba byłoby szukać łamacza klątw.
Obejrzała się przez ramię na Alastora, jakby próbując odnaleźć cień zwątpienia w jego oczach. Nie widząc jednak innej opcji niż dotknięcie tiary, westchnęła cicho i, pocieszając się wizją śmiania się z tego za jakiś czas, położyła nań palce.
Nie zdążyła nawet mrugnąć, a umysł przepełniły ścigające się ze sobą podszepty. Potrząsnęła głową, próbując się ich pozbyć; nie mogła dosłyszeć spomiędzy nich swoich własnych myśli. Głosy nęciły potęgą, władzą na wyciągnięcie ręki - oferta, wydawać by się mogło, nie do odrzucenia. Eden zacisnęła rękę mocniej wokół tiary, jakby podświadomie. Uniosła ją na wysokość swojej twarzy i poczęła przyglądać się bacznie, jakby chciała dojrzeć w niej coś niecodziennego.
Gdyby tiara trafiła w ręce Eden sprzed kilku lat, sprzed czasu, gdy Elliott utarł jej nosa i uciekł się do klątwy, nie zawahałaby się. Głosy nie musiałyby jej przekonywać dwa razy - bez względu na cenę sprzedałaby duszę diabłu, byleby tylko postawić na swoim. Wtedy tak panicznie potrzebowała wznieść się na piedestał, być numerem jeden, mieć cały świat w garści.
Dzisiaj chciała tylko i wyłącznie świętego spokoju; była nieziemsko zmęczona. A diabelskie podszepty dudniące w jej głowie nie sprawiały, że czuła się lepiej - wręcz przeciwnie. Wyprowadzały ją z równowagi.
- Słyszę - odpowiedziała wreszcie, po długiej chwili ciszy, która w obecnej sytuacji zdawała się trwać wieczność. Odwróciła się do Alka dzierżąc w dłoni tiarę, trzymając ją tak, jakby marzyła, aby nią zaraz cisnąć o ziemię. Nie zrobiła tego jednak; stała jedynie w bezpiecznej odległości od mężczyzny, nie próbując ukryć niezadowolenia na twarzy.
- Nie założę jej. Nie tylko dlatego, że jest kurewsko brzydka i nie pasuje mi do żakietu, ale też dlatego, że najchętniej to bym ją zezłomowała. - Eden cedziła słowa przez zęby, wyraźnie nie będąc w stanie powstrzymać narastającej irytacji. Źle się działo, jeśli Malfoy uciekała się do przekleństw. - Ona do mnie mówi, Alastor. Cały czas słyszę szepty w głowie i zaraz trafi mnie szlag. - Prawdę powiedziawszy, Lestrange w tym momencie nie upuszczała tej tiary jedynie dlatego, że nie chciała zrobić krzywdy Moody'emu. Przyszło jej na myśl, żeby założyć ją z nadzieją, że uciszy to podszepty niosące się echem wokół jej czaszki, ale nie była pewna, czy to czasem nie zmyłka z ich strony. Toteż stała tam dzielnie, trzymając przedmiot w takiej odległości od siebie i z taką niechęcią, jakby trzymała niemowlę, które trzeba przewinąć.
- Co dalej, panie auror? - Zapytała z niecierpliwością, chcąc się stąd wydostać i pozbyć tiary. Nie była pewna, jak długo wytrzyma presję i nie chciała założyć wątpliwej ozdoby na głowę. Toteż liczyła, że Alek ma jakiś plan, nawet jeśli wymyślił go na poczekaniu.
- Cieszę się twoim szczęściem - skwitowała, uśmiechając się sztucznie. Z jednej strony faktycznie czuła satysfakcję, że była w stanie mu pomóc, lecz z drugiej wciąż czuła pewien niepokój. Nie, żeby miała Alka za niezbyt lotnego na umyśle, ale zastanawiała się, ile zajmie mu połączenie kropek, zauważenie, że odkryli przejście w obrazie tylko dlatego, że ciągnie swój do swego. Nie wiedziała, czy dalej to do niego nie dotarło, czy po prostu skrzętnie ignorował fakty, ale prędzej czy później musiało przejść przez jego głowę, że czarnoksiężnik nie oddałby swoich skarbów komuś, w kim nie dostrzegłby pobratymcy. Stąd też martwiła się, do jakiej konkluzji dojdzie. Czy będzie miał do niej żal?
Czując drżenie, rozejrzała się w popłochu wokół siebie, próbując zlokalizować źródło nagłego poruszenia. Zacisnęła palce wokół własnej różdżki, kurczowo i silnie, aż pobielały jej kłykcie. Powiodła wzrokiem za różdżką Moody'ego, również skupiając się na kolumnie.
- Może to pułapka na blondynki - rzuciła dla rozładowania atmosfery, cudem powstrzymując się od wywrócenia oczyma. Ciekawe, czemu otoczenie nie reagowało na złą królową? Może dlatego, że z zepsuciem moralnym oraz czarną magią było Eden do twarzy?
Podeszła do przedmiotu i zbliżyła doń wolną rękę, ale w ostatnim momencie zawahała się. No dobra, może nie założy tego na głowę, ale co jeśli sam dotyk będzie jej zgubą? Nie miała zielonego pojęcia, co to za szajs, nie urodziła się też wczoraj. Nie zdziwiłaby się, gdyby zaraz jej ręka do tego przyrosła i trzeba byłoby szukać łamacza klątw.
Obejrzała się przez ramię na Alastora, jakby próbując odnaleźć cień zwątpienia w jego oczach. Nie widząc jednak innej opcji niż dotknięcie tiary, westchnęła cicho i, pocieszając się wizją śmiania się z tego za jakiś czas, położyła nań palce.
Nie zdążyła nawet mrugnąć, a umysł przepełniły ścigające się ze sobą podszepty. Potrząsnęła głową, próbując się ich pozbyć; nie mogła dosłyszeć spomiędzy nich swoich własnych myśli. Głosy nęciły potęgą, władzą na wyciągnięcie ręki - oferta, wydawać by się mogło, nie do odrzucenia. Eden zacisnęła rękę mocniej wokół tiary, jakby podświadomie. Uniosła ją na wysokość swojej twarzy i poczęła przyglądać się bacznie, jakby chciała dojrzeć w niej coś niecodziennego.
Gdyby tiara trafiła w ręce Eden sprzed kilku lat, sprzed czasu, gdy Elliott utarł jej nosa i uciekł się do klątwy, nie zawahałaby się. Głosy nie musiałyby jej przekonywać dwa razy - bez względu na cenę sprzedałaby duszę diabłu, byleby tylko postawić na swoim. Wtedy tak panicznie potrzebowała wznieść się na piedestał, być numerem jeden, mieć cały świat w garści.
Dzisiaj chciała tylko i wyłącznie świętego spokoju; była nieziemsko zmęczona. A diabelskie podszepty dudniące w jej głowie nie sprawiały, że czuła się lepiej - wręcz przeciwnie. Wyprowadzały ją z równowagi.
- Słyszę - odpowiedziała wreszcie, po długiej chwili ciszy, która w obecnej sytuacji zdawała się trwać wieczność. Odwróciła się do Alka dzierżąc w dłoni tiarę, trzymając ją tak, jakby marzyła, aby nią zaraz cisnąć o ziemię. Nie zrobiła tego jednak; stała jedynie w bezpiecznej odległości od mężczyzny, nie próbując ukryć niezadowolenia na twarzy.
- Nie założę jej. Nie tylko dlatego, że jest kurewsko brzydka i nie pasuje mi do żakietu, ale też dlatego, że najchętniej to bym ją zezłomowała. - Eden cedziła słowa przez zęby, wyraźnie nie będąc w stanie powstrzymać narastającej irytacji. Źle się działo, jeśli Malfoy uciekała się do przekleństw. - Ona do mnie mówi, Alastor. Cały czas słyszę szepty w głowie i zaraz trafi mnie szlag. - Prawdę powiedziawszy, Lestrange w tym momencie nie upuszczała tej tiary jedynie dlatego, że nie chciała zrobić krzywdy Moody'emu. Przyszło jej na myśl, żeby założyć ją z nadzieją, że uciszy to podszepty niosące się echem wokół jej czaszki, ale nie była pewna, czy to czasem nie zmyłka z ich strony. Toteż stała tam dzielnie, trzymając przedmiot w takiej odległości od siebie i z taką niechęcią, jakby trzymała niemowlę, które trzeba przewinąć.
- Co dalej, panie auror? - Zapytała z niecierpliwością, chcąc się stąd wydostać i pozbyć tiary. Nie była pewna, jak długo wytrzyma presję i nie chciała założyć wątpliwej ozdoby na głowę. Toteż liczyła, że Alek ma jakiś plan, nawet jeśli wymyślił go na poczekaniu.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~