Powiedzenie, że nic nie zrobiła, nie było niedocenieniem samej siebie, bardziej przecenieniem drugiej strony. Choć zdaniem Laurenta była to szczerość przelanych intencji i swoisty doping, jakiego każdy potrzebował. Bo każdy chciał być chwalony, każdy chciał w końcu usłyszeć, że dobrze sobie radzi i że to wspaniale, że o własnych siłach dobrnął właśnie tutaj. Że nie był jakąś alternatywną wersją siebie, która byłaby wywrócona do góry nogami. Nie. Był całym sobą, od góry do dołu. Jak ona była pasjonatką wróżenia, chciała pomagać ludziom, więc leczyła i poznawać tajemnice świata, więc pałętała się po wykopaliskach pomagając znawcom run je interpretować. Tym nie mniej to nie była prawda, że niczego nie zrobiła. Wypowiadać słowa można na wiele sposobów. Intencje, jakie niesiesz, emocje, spojrzenia, gesty. Wszystko, co robisz, wpływa na twój odbiór. Zwykłe "dziękuję" możesz wypowiedzieć na dziesiątki możliwych wersji. W jednej będzie to wdzięczność, w drugiej przekaz "spierdalaj", w trzeciej sarkazm, a w piątej nawet groźba. Ton. Ton definiował bardzo wiele. Wszystkie elementy, które Ginny zrobiła - Laurent uważał, że nie były przypadkowe. Że próbowała się dostroić do niego i robiła to w bardzo udany sposób tego dnia. Stonowała się, przywdziała bardzo profesjonalną postawę pokazując, że w jej życiu jest miejsce na żart i jest miejsce na powagę. Z tej strony, dla przykładu, nie znał jej. Nie chodziło o to, że nie wiedział, że potrafi być poważna, ale poznać to od takiej strony, jaką poznał dzisiaj było bardzo bogatym doświadczeniem. Wspomnieniem, które teraz będzie tylko ich, ich własne, prywatne. Laurent lubił takie małe, prywatne rzeczy.
- Teraz ten proces jest dla mnie o wiele bardziej zrozumiały. Dlatego wróżenie jest taką trudną sztuką. Wymaga nie tylko talentu, ale i empatii i zdolności analizy. - Co posiadało naprawdę niewiele osób. A nawet kiedy to posiadały to nie potrafiły tak szybko i sprawnie przemielać informacji w głowie, żeby wybierać tylko najpotrzebniejsze klejnoty. Albo ziarna, jeśli to one akurat miały sprawić, że to pole będzie pełne wartości. Dla jednego śmieć, dla innego skarb... o tym też już między sobą wspomnieli. Przedmiot jak przedmiot - chodziło o emocje, jakie sobą niósł. - Co prawda nie mam daru wróżenia, ale z pozostałymi radzę sobie już całkiem nieźle. - Uśmiechnął się delikatnie. - Nie martw się, powiedziałaś wystarczająco wiele trafnych rzeczy. Być może przyjdę, by podzielić się efektami twoich wróżb. Jedną z nich zapewne całkiem niedługo. Ponieważ wspomniany rejs ma miejsce za dwa dni. - Tak, to właściwie wokół niego chciał te pytania okręcić, ale wyszło jak wyszło. Ciekawość wzięła górę, myśli zmieniły tor i postanowił iść za ciosem, zaintrygowany, ciekaw i... kusząc się na większą dozę zaufania, niż spodziewał się, że będzie miał. Nie potrafił powiedzieć, że żałuje. Właściwie uspokoił się. Aż sam był zdziwiony, do jakiego punktu się uspokoił, a przecież po głowie krążyła mu myśl, że wręcz przeciwnie - powinien być zaniepokojony.
- Tak podejrzewałem, że mogłaś to odczuć. - Przy tej sesji już był tego pewien, że jego defensywną postawę, dość mocno defensywną, mogła właśnie w ten sposób odegrać, a w zasadzie zależało mu, żeby nie było takiego niedomówienia między nimi. Bo to też nie tak, że chciał się od niej odsuwać, wręcz przeciwnie. Za to musiał troszkę przeprocesować różnice w kontakcie z nią a z... cóż, z większością ludzi, z jaką się spotykał. Kwestia też tego, czy był na to gotowy, co ta kobieta miała sobą do zaoferowania. - Dlatego chciałem to wyjaśnić. - Żeby właśnie nie zastanawiała się nad tym, co się dzieje, albo czy ona zrobiła "coś nie tak". Czasami tak było, że byłeś sobą, ale druga strona za to nie była do końca sobą. I to nie było twoją winą. A tutaj Laurent naprawdę miała wiele rzeczy do układania w głowie.
Laurent spojrzał na okno, przymrużył oczy i przysłonił je na moment ręką, z twarzą skierowaną na zasłony, kiedy światło dnia wdarło się do tego miejsca. Tak, takie to było właśnie uczucie - oczyszczenia. Chyba tego słowa mu brakowało, kiedy próbował to opisać. Ale teraz było jasne. Tak samo, jak promienie wpadające do wnętrza, z którym pracowały źrenice, żeby się doń przyzwyczaić. Łatwo było powiedzieć, że ten błysk oka był jedynie złudzeniem dla oczu. Pięknym, podkreślającym naturę Ginny złudzeniem. Zaczął się powoli zbierać, rozliczył się z Guinevere i skierował do wyjścia.
- Ach, zapomniałbym... kocham latać i nie raz uciekam w chmury. Ale tak jak ostatnio rozmawialiśmy - wolę pływać. - Zaprosił ją gestem - bo przecież obiecał jej pokazać Zoe. I tam też na moment ją wysadził, by potem zabrać ją do samego Londynu, skąd łatwo mogła wrócić do domu.