Elaine natomiast doskonale pamiętała jak wyglądał zakrwawiony Laurent i nie chciała już nigdy go takim oglądać. Nie chciała już nigdy nikogo w takim stanie oglądać. Dlatego kamień spadł jej z serca, że chłopak był cały, że był zdrowy i był piękny. Wolała się z nim bawić, piec ciasta i robić przetwory, ale nie chciała już być w sytuacji, w której będzie musiała go ratować. Miała nadzieję, że ten już się nie wpakuje w żadne tarapaty. Oczywiście jeśli będzie w potrzebie, a ona będzie na miejscu to natychmiast mu poleci pomóc, ale wolała nie kusić losu. Sytuacja, w której się znaleźli nie była stosowna, nie była odpowiednia, ale oboje w bardzo idealny sposób ignorowali ten fakt. Wolała myśleć o tym, że robi dla niego jabłecznik, a nie że robi go dla obcego mężczyzny. Wydawał się być dobrą osobą, która nie skrzywdziłaby jej i to chyba ją do niego przyciągało. Rzadko spotykała osoby, które wykazywały się wobec niej czystymi intencjami, które nie były nachalne, a pozwalały jej być radosną łuną wpadającą do pustego domu, aby na kilka dobrych chwil sprawić, że będzie tu ciepło.
– Tego, co następuje po nim. Nie pijam zbyt dużo alkoholu, więc czasami mnie ponosi – wzruszyła ramieniem.
Nie spodziewała się, że chłopak złapie jej dłoń, więc nic dziwnego, że spojrzała na niego zaskoczona, ale jej usta ponownie rozświetlił uśmiech. Oczywiście na policzkach były rumieńce, gdy poczuła jak oblizuje jej własne palce, ale kto by się nie zawstydził. Nie była jednak na niego zła. Wykorzystał sytuację, a ona to wręcz doceniła. Lubiła być delikatnie lepsza od innych, ale chłopak okazał się być równie cwany co ona. Zmrużyła rozbawione oczy i cicho się zaśmiała. Oh, zaskoczył ją, speszył i zbił z tropu, ale nie da mu się tak łatwo złapać.
– Tak, obranie jabłek ze skórki to podstawa do zrobienia pysznego dżemu – odpowiedziała i zabrała swoją dłoń z jego własnych, które były zaskakująco delikatne wobec niej.
Uciekła na swoje miejsce, aby pokruszyć drugi fragment ciasta, a potem wyjęła blachę z piekarnika na którym ułożyła masę jabłkową z cynamonem, obsypała skruszonym ciastem i ponownie wrzuciła blachę do piekarnika.
– Czym się zajmujesz? – zapytała w końcu, bo w sumie nie do końca wiedziała co robił. Znała jego imię i nazwisko, wiedziała gdzie mieszkał i że lubił wpadać w kłopoty. Jednak nadal niewiele o nim wiedziała, a przecież w głowie miała ogrom pytań, które mogłaby mu zadać. Przyglądała się mu jak obierał jabłka. Szło mu naprawdę dobrze. Wyjęła z szafki spory garnek i zabrała się za przekrajanie jabłek oraz wyciąganie z nich ziaren. Kroiła je też na ćwiartki i wrzucała do garnka.