Parsknął krótkim śmiechem na oburzenie kuzynki, któremu dała wyraz bardzo wylewnie. Doprawdy, urocza; słodsza zdawała się być tylko cała we krwi patroszonego jelenia.
Kiedy do ich wesołego grona dołączyła kolejna kobieta, Logan przez chwilę w milczeniu się jej przyglądał. Oczywiście, nie mógłby pomylić Eden Malfoy — czy jak tam się teraz nazywała — z nikim innym i to z powodów zgoła innych niż jakieś ponadprzeciętne zainteresowanie jej osobą albo opinią, która zdawała się kroczyć przed nią. Takie były uroki jego pracy; nie wszyscy klienci wychodzili zadowoleni. Od teraz Logan przynajmniej wiedział, że musi się trzymać się na baczności, bo chociaż już wcześniej nie był tutaj wśród przyjaciół, teraz znaleźli się także niespodziewani wrogowie. Mimo wszystko nie zamierzał zniżać się do czegoś tak żałosnego jak próba bronienia stroju swojej towarzyszki z dwóch prostych powodów. Po pierwsze: każdy przytyk w tym temacie i każde krzywe spojrzenie na różowy tiul umacniały go w przekonaniu, że to był doskonały pomysł, a po drugie: Seraphina potrafiła sobie radzić w takich sytuacjach lepiej niż on. I chwilę później dała temu wyraz.
Dalsza przyjemność pogaduszek w tym doborowym towarzystwie została utrudniona przez zbierających się wokół solenizantki kolejnych gości. A ci przybywali tłumnie. Najwyższy czas opuścić ten spęd, gdzie każdy prześcigiwał się w zużytych uprzejmościach i tanich komplementach na temat wyglądu każdej kobiety obecnej w towarzystwie. Rzygać się chciało.
Tym bardziej, że w ich kierunku zmierzał młodszy brat Theona, którego najwyraźniej coś łączyło z Lorettą i który patrzył na niego w sposób, jakiego Loganowi nie chciało się rozszyfrowywać. Zerknął na dołączającego do nich Arteusa z narzeczoną, ale się nie odezwał. Przed odejściem skinął tylko Geraldine, z błyskiem w oku jako jawna zapowiedź, że on też jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w sprawie towarzyszącego jej wiernego psa. To znaczy p r z y j a c i e l a .
Cóż, nigdy nie aspirował do tytułu mistrza uprzejmości na salonach. Nie był nawet na liście rezerwowej. Odezwał się dopiero, kiedy znaleźli się poza zasięgiem słuchu.
— Masz rację — westchnął, zerkając kątem oka na Seraphinę. — Lepiej mieć jasny umysł na polowaniu. Oni chyba, kurwa, powariowali, że tym wszystkim ludziom mają zamiar dać broń. Połowa z nich pewnie nawet różdżki nie umie poprawnie trzymać — sarknął zrzędliwie. Zwłaszcza, że połowa z nich chętnie skierowałaby kuszę w moją klatkę piersiową, choć tego Logan nie dodał na głos. Skoro mieli te kilka chwil dla siebie, kierując się niespiesznie w stronę Theona z narzeczoną, odezwał się jeszcze, wbijając wzrok w profil Seraphiny: — Zdajesz sobie sprawę, że teraz wszyscy mężczyźni będą z fascynacją przyglądać się twoim poczynaniom na polowaniu w tej sukience? — rzucił i jego usta rozciągnął złośliwy uśmiech, a w oczach błysnęło i zgasło coś nieokreślonego. Spojrzenie ojca Theona zdawało się być niemym potwierdzeniem tego retorycznego pytania Logana. — To jeszcze kara za przegrany zakład czy już przysługa? — wymruczał, ściszając głos niemal do bezgłośnego szeptu.
Po tych słowach się wyprostował, a z jego twarzy zniknął ten wymowny wyraz. Chwilę później stanęli przed Yaxleyami i Leroux.
— Staram się — odparł skromnie na zaczepkę wujka o atrakcjach. — Seraphina Prewett. Mój wuj Gerard i kuzyn Theon. No i oczywiście przyszła panna młoda, Séraphine Leroux i pan Leroux, mam rację? — Nawet mu powieka nie drgnęła. Przy przedstawianiu ich Logan popełnił pewnie wszystkie możliwe towarzyskie nietakty, ale oczywiście miał to głęboko w dupie. Wreszcie przeniósł spojrzenie na Theona. — Najlepszego. Tyle dzisiaj okazji do świętowania, że aż nie potrafię zdecydować, która lepsza.
Pod tymi słowami krył się czysto przyjacielski sarkazm, który Theon musiał przejrzeć w ułamku sekundy; skierowany był tylko do niego. Przecież on znał zdanie Logana na temat nie tylko zaręczyn, ale też przyszłej żony kuzyna.
— Też jej to ciągle powtarzam, wuju, ale Seraphina prędzej połknie cały zestaw gargulek niż mnie w czymkolwiek posłucha — parsknął i spojrzał w bok, na swoją towarzyszkę, a jego usta znów wygiął uśmiech. Zdawało się, że ten w wykonaniu Borgina przeznaczony jest dzisiaj tylko dla niej i bawił go fakt, że nikt nie zna jego prawdziwej przyczyny.
just wanna bury them