17.09.2023, 13:14 ✶
Dlaczego mugole zawsze pragnęli, by czarodzieje transmutowali im przedmioty w złoto? Ten kruszec nie dawał przecież tyle szczęścia, ile początkowo oczekiwali. Chociaż przekonać się o tym mogli dopiero bogaci… Bo jak mógł cokolwiek dostrzec człowiek głodny i przemarznięty? Jane znała ludzi posiadających pełne skarbce na tyle dobrze, by wiedzieć, że nigdy nie przyznają się do swoich życiowych niepowodzeń, ukryci za wizją posiadania wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu ich rąk. A było tego wiele. Gdyby rzucić na nich odwrotność klątwy Midasa… taką, która przemieniała lśniące monety w popiół, dopiero wtedy człowiek przekonałby się, że nie posiadał niczego.
- Skąd masz pewność, że nie jestem mugolską sierotą adoptowaną przez czystokrwistą rodzinę? - spytała na przekór, choć fizycznego podobieństwa do rodziców nie mogła się wyrzec za żadne skarby. Prychnęła na wieść o zdobyciu każdego księcia, którego tylko by sobie wymarzyła. Zrobiła to jednak w takim momencie swojej wypowiedzi, że Rosier nie mógł domyślić się, o co konkretnie mogło jej chodzić. - Nie przegnał. Puentą tej baśni jest to, że szara mysz, na którą nikt by nie spojrzał, okazuje się osobą godną uwagi następcy tronu.
Z pewnością w planach na to popołudnie nie znajdowało się tłumaczenie Christopherowi mugolskich bajek dla najmłodszych. I nigdy w życiu by się nie domyśliła, że dokładnie tak skończy się wizyta u madame Rosier.
- Z pewnością - prychnęła ponownie na wieść o nitkach. Jane nie potrzebowała aurowidzenia, by wiedzieć, że ego Rosiera było na tyle wielkie, iż materializowało się tuż obok niego w pełnej postaci. I chociaż gdzieś w głębi siebie musiała przyznać, że zaprojektowane przez niego suknie były naprawdę piękne, stwierdzenie to nigdy nie wydostanie się z jej ust, nawet pod przymusem.
- Weź pod uwagę, że część sukni w tym salonie - tu machnęła ręką, wskazując wieszaki z odpowiednimi strojami - została też zaprojektowana przez moją matkę, choć są firmowane waszym nazwiskiem.
Irytowało ją, że był tak bardzo zadufany w sobie, by nie ważyć na własne słowa. Narcyz wpatrujący się we własne odbicie w lśniących kryształach na dekolcie sukni. Widzący jedynie swoje własne dzieło, a nie kobietę, która je nosiła. I właśnie to tak bardzo ich różniło.
- To zależy - stwierdziła, upiwszy łyk herbaty - czy ty wybierasz się na rejs Crouchów.
Zabrzmiała nieco zadziornie, by zatlił się w nim cień przekonania, że będzie mu towarzyszyła, choć było zupełnie na odwrót. Jeśli dowie się, że ten zamierza towarzyszyć Crouchom podczas ich przygody na morzu, ona sama znajdzie jakąś wymówkę, by odmówić zaproszeniu.
- Z ciekawości… ile płacisz swojej asystentce? Może bym ją przejęła dla siebie, skoro tobie wydaje się zbyt nieznośna.
Uśmiechnęła się znad filiżanki, zadowolona z samej siebie i gotowa sprawdzić, jak długo Christopher będzie w stanie skrywać irytację za uprzejmym uśmiechem.
- Skąd masz pewność, że nie jestem mugolską sierotą adoptowaną przez czystokrwistą rodzinę? - spytała na przekór, choć fizycznego podobieństwa do rodziców nie mogła się wyrzec za żadne skarby. Prychnęła na wieść o zdobyciu każdego księcia, którego tylko by sobie wymarzyła. Zrobiła to jednak w takim momencie swojej wypowiedzi, że Rosier nie mógł domyślić się, o co konkretnie mogło jej chodzić. - Nie przegnał. Puentą tej baśni jest to, że szara mysz, na którą nikt by nie spojrzał, okazuje się osobą godną uwagi następcy tronu.
Z pewnością w planach na to popołudnie nie znajdowało się tłumaczenie Christopherowi mugolskich bajek dla najmłodszych. I nigdy w życiu by się nie domyśliła, że dokładnie tak skończy się wizyta u madame Rosier.
- Z pewnością - prychnęła ponownie na wieść o nitkach. Jane nie potrzebowała aurowidzenia, by wiedzieć, że ego Rosiera było na tyle wielkie, iż materializowało się tuż obok niego w pełnej postaci. I chociaż gdzieś w głębi siebie musiała przyznać, że zaprojektowane przez niego suknie były naprawdę piękne, stwierdzenie to nigdy nie wydostanie się z jej ust, nawet pod przymusem.
- Weź pod uwagę, że część sukni w tym salonie - tu machnęła ręką, wskazując wieszaki z odpowiednimi strojami - została też zaprojektowana przez moją matkę, choć są firmowane waszym nazwiskiem.
Irytowało ją, że był tak bardzo zadufany w sobie, by nie ważyć na własne słowa. Narcyz wpatrujący się we własne odbicie w lśniących kryształach na dekolcie sukni. Widzący jedynie swoje własne dzieło, a nie kobietę, która je nosiła. I właśnie to tak bardzo ich różniło.
- To zależy - stwierdziła, upiwszy łyk herbaty - czy ty wybierasz się na rejs Crouchów.
Zabrzmiała nieco zadziornie, by zatlił się w nim cień przekonania, że będzie mu towarzyszyła, choć było zupełnie na odwrót. Jeśli dowie się, że ten zamierza towarzyszyć Crouchom podczas ich przygody na morzu, ona sama znajdzie jakąś wymówkę, by odmówić zaproszeniu.
- Z ciekawości… ile płacisz swojej asystentce? Może bym ją przejęła dla siebie, skoro tobie wydaje się zbyt nieznośna.
Uśmiechnęła się znad filiżanki, zadowolona z samej siebie i gotowa sprawdzić, jak długo Christopher będzie w stanie skrywać irytację za uprzejmym uśmiechem.