17.09.2023, 15:08 ✶
- To zależy, co rozumiesz przez słowo gotowy - odpowiedział jej, spoglądając z lekką zazdrością na jej ciężki płaszcz ze smoczej skóry. Sam miał na sobie buty nadające się bardziej na pustynię, bo chroniące kostki przed ugryzieniami skorpionów i węży. Nie sądził, by mieli spotkać jakiegoś jadowitego w walijskim lesie, ale nie ufał też tym terenom na tyle, by mieć stuprocentową pewność. Ubrany był niemal na cebulkę, bo wciąż nie przywykł do wietrznej i wilgotnej atmosfery. Poza tym nawet jeśli Yaxley określiła dokładnie warunki, w jakich się znajdą, nie miał aż tylu pieniędzy, by fundować sobie specjalistyczny strój na jednodniową przygodę.
Wciąż nie wierzył, że wygrał w karty. W noc po tym, jak spotkał Geraldine, szczypał się z dziesięć razy, by wybudzić się z tego zabawnego snu. Przesadził z alkoholem? Co poniektórzy potrafili mu dorzucać coś do drinków, by sprawdzić efekty swoich eksperymentów. Może tym razem został zahipnotyzowany. Na przykład w ramach zemsty ze strony Nell za to, że w ostatnim czasie musieli biegać po Nokturnie za złodziejem.
Teraz jednak, kiedy stał w Dziurawym Kotle w towarzystwie blondwłosej, wysokiej kobiety, dotarło do niego, że rzeczywiście udawali się na polowanie w ramach jego wygranej. Pytanie tylko, czy powinien jej ufać? Może nie bez powodu Yaxleyowie znaleźli się na liście Cathala? Tej, którą oprawił sobie w ramkę i powiesił nad kuchenną wyspą, by przypominała mu o każdej osobie, którą polubił, a od której szef kazał trzymać mu się z daleka. Może Geraldine planowała wykorzystać go jako przynętę dla jakiejś dzikiej, walijskiej świni, którą spałaszuje wraz z rodzinę na kolackję? Albo porzuci go w wiosce kanibali, którymi nastraszyła go Bagshot? Chociaż tych prędzej spodziewałby się na Wyspach Karaibskich niż na środku Morza Północnego.
- Czy wy wszyscy mieszkacie w takich wielkich domach? - zapytał, gdy znaleźli się w domu rodzinnym Yaxleyów po tym, jak nawdychał się zielonkawego dymu wywołanego reakcją ognia z Proszkiem Fiuu. Do tej pory widział tylko małe, zagracone mieszkania członków swojej ekipy. Nikomu z nich nie zależało na gigantycznym lokum, skoro większość czasu i tak spędzali w namiotach osadzonych przy wykopaliskach.
Wciąż nie wierzył, że wygrał w karty. W noc po tym, jak spotkał Geraldine, szczypał się z dziesięć razy, by wybudzić się z tego zabawnego snu. Przesadził z alkoholem? Co poniektórzy potrafili mu dorzucać coś do drinków, by sprawdzić efekty swoich eksperymentów. Może tym razem został zahipnotyzowany. Na przykład w ramach zemsty ze strony Nell za to, że w ostatnim czasie musieli biegać po Nokturnie za złodziejem.
Teraz jednak, kiedy stał w Dziurawym Kotle w towarzystwie blondwłosej, wysokiej kobiety, dotarło do niego, że rzeczywiście udawali się na polowanie w ramach jego wygranej. Pytanie tylko, czy powinien jej ufać? Może nie bez powodu Yaxleyowie znaleźli się na liście Cathala? Tej, którą oprawił sobie w ramkę i powiesił nad kuchenną wyspą, by przypominała mu o każdej osobie, którą polubił, a od której szef kazał trzymać mu się z daleka. Może Geraldine planowała wykorzystać go jako przynętę dla jakiejś dzikiej, walijskiej świni, którą spałaszuje wraz z rodzinę na kolackję? Albo porzuci go w wiosce kanibali, którymi nastraszyła go Bagshot? Chociaż tych prędzej spodziewałby się na Wyspach Karaibskich niż na środku Morza Północnego.
- Czy wy wszyscy mieszkacie w takich wielkich domach? - zapytał, gdy znaleźli się w domu rodzinnym Yaxleyów po tym, jak nawdychał się zielonkawego dymu wywołanego reakcją ognia z Proszkiem Fiuu. Do tej pory widział tylko małe, zagracone mieszkania członków swojej ekipy. Nikomu z nich nie zależało na gigantycznym lokum, skoro większość czasu i tak spędzali w namiotach osadzonych przy wykopaliskach.