17.09.2023, 18:46 ✶
- Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach – ocenił Christopher. Szczerze w to wierzył – i że gdyby taką sierotę faktycznie jakiś szaleniec adoptował, to że ktoś szybko dostrzegłby, że coś jest nie tak. No cóż, najwyraźniej słabiej znał jedną z gałęzi rodziny Jane, gdzie prawdopodobnie w razie potrzeby doszłoby do adopcji całego stada mugolskich, magicznych sierot. [/b]– Takie również. Jak ta szara myszka, która nigdy wcześniej nie pojawiła się na dworze, radziła sobie w pałacu? Skąd wiedziała, jakich użyć widelców, jak zatańczyć walca i jak rozmawiać z królem, by go nie urazić? Najpiękniejsza suknia nie uczyni z żebraczki królowej.[/b]
Jane mogła myśleć, co zechciała, ale to nie tak, że Rosier dostrzegał samą suknię. Gdyby tak było, może nieco częściej niż raz w roku przygotowywałby jakiś strój nie na wymiar. Odpowiednia suknia dodawała kobiecie blasku, ale najpiękniej wyglądała na odpowiedniej kobiecie. Wszystko się ze sobą splatało. Ktoś nieciekawy, pozbawiony iskry, nie był w oczach Christophera godny jego uwagi i jego kreacji.
– Twoja matka projektuje udane kreacje, ale suknia tworzona tak, by była dopasowana do urody i charakteru danej kobiety zawsze będzie lepsza – uparł się jak osioł. I tak wykonał się jak na siebie niesamowitą powściągliwością, ponieważ nie wspomniał nic o tym, że jego projekty były lepsze. Chociaż świeże w to wierzył. Oczywiście, że pani Potter była utalentowana, inaczej matka Christophera nie zechciałaby z nią pracować. Ale Rosier wierzył, że ma tego talentu więcej. Może nawet miał w tym rację, bo jego talent był równie wielki jak ego, a to mogłoby rywalizować pod względem rozmiarów z Mount Everest.
– Rozumiem, że jeśli oznajmię, że nie planuję się tam pojawić, pobiegniesz kupować bilety? – zapytał, a na wąskich wargach zamajaczył uśmieszek. Nie dał się złapać, ale też to nie tak, że pojął pełnię intencji Jane. Był tym nieznośnym przedstawicielem narodu męskiego, któremu zdawało się, że tego typu zachowania to zaledwie gierka, że kobieta ucieka, bo chce, by ją gonić – przynajmniej przed takim człowiekiem, jak on.
Chciałby powiedzieć, że to zupełnie nie działa, ale prawda była taka, że bardzo chętnie zabrałby Jane na tej rejs. Chociaż sam nie był pewien, czy tylko dlatego, że zależało mu na złapaniu króliczka, czy że faktycznie ją lubił.
– Więcej niż jest warta. Jeżeli zechcesz, chętnie ci ją odstąpię w zamian za jakąś drobną przysługę. Możesz zabrać dziewczynę choćby dziś, jeśli tylko raczy pojawić się w pracy – zaproponował i upił herbatę, spoglądając na Potterównę zaczepnie.
Jane mogła myśleć, co zechciała, ale to nie tak, że Rosier dostrzegał samą suknię. Gdyby tak było, może nieco częściej niż raz w roku przygotowywałby jakiś strój nie na wymiar. Odpowiednia suknia dodawała kobiecie blasku, ale najpiękniej wyglądała na odpowiedniej kobiecie. Wszystko się ze sobą splatało. Ktoś nieciekawy, pozbawiony iskry, nie był w oczach Christophera godny jego uwagi i jego kreacji.
– Twoja matka projektuje udane kreacje, ale suknia tworzona tak, by była dopasowana do urody i charakteru danej kobiety zawsze będzie lepsza – uparł się jak osioł. I tak wykonał się jak na siebie niesamowitą powściągliwością, ponieważ nie wspomniał nic o tym, że jego projekty były lepsze. Chociaż świeże w to wierzył. Oczywiście, że pani Potter była utalentowana, inaczej matka Christophera nie zechciałaby z nią pracować. Ale Rosier wierzył, że ma tego talentu więcej. Może nawet miał w tym rację, bo jego talent był równie wielki jak ego, a to mogłoby rywalizować pod względem rozmiarów z Mount Everest.
– Rozumiem, że jeśli oznajmię, że nie planuję się tam pojawić, pobiegniesz kupować bilety? – zapytał, a na wąskich wargach zamajaczył uśmieszek. Nie dał się złapać, ale też to nie tak, że pojął pełnię intencji Jane. Był tym nieznośnym przedstawicielem narodu męskiego, któremu zdawało się, że tego typu zachowania to zaledwie gierka, że kobieta ucieka, bo chce, by ją gonić – przynajmniej przed takim człowiekiem, jak on.
Chciałby powiedzieć, że to zupełnie nie działa, ale prawda była taka, że bardzo chętnie zabrałby Jane na tej rejs. Chociaż sam nie był pewien, czy tylko dlatego, że zależało mu na złapaniu króliczka, czy że faktycznie ją lubił.
– Więcej niż jest warta. Jeżeli zechcesz, chętnie ci ją odstąpię w zamian za jakąś drobną przysługę. Możesz zabrać dziewczynę choćby dziś, jeśli tylko raczy pojawić się w pracy – zaproponował i upił herbatę, spoglądając na Potterównę zaczepnie.