17.09.2023, 19:22 ✶
- Wiele dziewczyn wierzy w te baśnie. Że mogą stać się wielkimi damami, a cała etykieta przyjdzie z czasem - zauważyła Jane, znów obracając w palcach różdżkę. Założyła nogę na nogę, by wygodniej jej się siedziało i posłała Rosierowi zdziwione spojrzenie. - Nie sądziłam, że będziesz martwił się o to, czy mugolka poradzi sobie w pałacu. Czy raczej żal ci księcia i wstydu, jaki mu przyniosła? Może i nie uczyni na dłużej, ale może dać iluzję, że pasuje do otoczenia. W ten sposób zdobyła księcia. A czy ktoś się interesuje, co było dalej? Po co, skoro żyli długo i szczęśliwie.
Iluzja piękna. Iluzja szczęśliwego życia. Christopher postrzegał Jane poprzez pryzmat własnych doświadczeń i wyobrażeń, tak jak i ona widziała jego. W jakiejś bajce pewnie w końcu by się dogadali, ale w tej, w której brali teraz udział, ona jedynie chciała dawać mu prztyczki w nos i sprawdzić, ile szpilek może wbić, nim ten jęknie z bólu. A gdyby nie robiła tego w przenośni? Przecież znajdowali się na zapleczu sklepu, w którym pobierano wymiary pod suknie i szaty wyjściowe. Szpilek i igieł mieli w nadmiarze.
- Mam wrażenie, że próbujesz mi udowodnić, że znasz się na kobietach lepiej niż ja, będąc jedną z nich - powiedziała, znów upuszczając różdżkę na kolana, by skupić się na herbacie. Skupienie na rozmowie z Rosierem sprawiało, że jej cierpki smak nie dawał jej się tak bardzo we znaki. Gdyby ktoś ją zapytał, pewnie przyznałaby, że po Analise spodziewała się prędzej przesłodzenia z nadmiaru kostek cukru.
Nigdy nie widziała Christophera w ferworze pracy, ani tym bardziej tworzącego szkice. Nie znała błysku w jego oku, gdy na widok delikatnej tkaniny w jego głowie rodził się misterny plan połączenia kawałków materiału w arcydzieło. Jego projekty znała jedynie ze stron kolorowych magazynów i jego własnych przechwałek. Może dlatego właśnie jego ego Jane tak łatwo porównywała do najwyższej góry świata - do istniejącego tuż obok mężczyzny osobnego bytu, który niczym cień Piotrusia Pana posiadał swoją własną świadomość. Zbyt wiele legend i baśni, zbyt mało powagi. Jane, co się z tobą dzieje, mon amour?
- Aż tak łatwo mnie przejrzeć? - westchnęła. Zupełnie się nie rozumieli. Gdy ona starała się go zbyć, on zdawał się łapać przynętę do dalszych gierek. I chociaż przez moment nawet chciała to wykorzystać i dać mu popalić, nie była do końca pewna, czy ma na to ochotę. Ostatecznie, co by z tego miała? Sama satysfakcja jej tego nie wynagrodzi. Zwłaszcza że wciąż obawiała się dnia, gdy Marion uzna Christophera za na tyle uprzejmego młodzieńca, by wmówić córce, iż byłby idealnym narzeczonym. Oj tak, ten moment śnił się jej w koszmarach gorszych od rzucenia z klifu.
Zacisnęła usta w cienką linię, uświadomiwszy sobie, że jej rodzina z większym szacunkiem traktowała skrzaty domowe. Aż zrobiło jej się żal asystentki Rosiera, choć Potterówna sama pewnie dostawałaby białej gorączki, gdyby ktoś zaniedbywał swoje obowiązki i spóźniał się do pracy. Mysz? Phi! W tym momencie Christopher zasługiwał prędzej na zadek gnoma w miejscu twarzy.
- Drobna przysługa w twoich ustach brzmi jak ryzyko rychłej śmierci - odpowiedziała mu, nie odrywając od niego wzroku, choć nieco powściągnęła się z krzywym wyrazem twarzy. - Czego niby byś ode mnie potrzebował? - dopytała jeszcze i podparła twarz na dłoni, aż nazbyt ciekawa jego pomysłów. Ile była gotowa poświęcić, by wyrwać niewinną, nieznajomą dziewczynę z rąk kogoś, kto nie miał do niej krzty szacunku?
Iluzja piękna. Iluzja szczęśliwego życia. Christopher postrzegał Jane poprzez pryzmat własnych doświadczeń i wyobrażeń, tak jak i ona widziała jego. W jakiejś bajce pewnie w końcu by się dogadali, ale w tej, w której brali teraz udział, ona jedynie chciała dawać mu prztyczki w nos i sprawdzić, ile szpilek może wbić, nim ten jęknie z bólu. A gdyby nie robiła tego w przenośni? Przecież znajdowali się na zapleczu sklepu, w którym pobierano wymiary pod suknie i szaty wyjściowe. Szpilek i igieł mieli w nadmiarze.
- Mam wrażenie, że próbujesz mi udowodnić, że znasz się na kobietach lepiej niż ja, będąc jedną z nich - powiedziała, znów upuszczając różdżkę na kolana, by skupić się na herbacie. Skupienie na rozmowie z Rosierem sprawiało, że jej cierpki smak nie dawał jej się tak bardzo we znaki. Gdyby ktoś ją zapytał, pewnie przyznałaby, że po Analise spodziewała się prędzej przesłodzenia z nadmiaru kostek cukru.
Nigdy nie widziała Christophera w ferworze pracy, ani tym bardziej tworzącego szkice. Nie znała błysku w jego oku, gdy na widok delikatnej tkaniny w jego głowie rodził się misterny plan połączenia kawałków materiału w arcydzieło. Jego projekty znała jedynie ze stron kolorowych magazynów i jego własnych przechwałek. Może dlatego właśnie jego ego Jane tak łatwo porównywała do najwyższej góry świata - do istniejącego tuż obok mężczyzny osobnego bytu, który niczym cień Piotrusia Pana posiadał swoją własną świadomość. Zbyt wiele legend i baśni, zbyt mało powagi. Jane, co się z tobą dzieje, mon amour?
- Aż tak łatwo mnie przejrzeć? - westchnęła. Zupełnie się nie rozumieli. Gdy ona starała się go zbyć, on zdawał się łapać przynętę do dalszych gierek. I chociaż przez moment nawet chciała to wykorzystać i dać mu popalić, nie była do końca pewna, czy ma na to ochotę. Ostatecznie, co by z tego miała? Sama satysfakcja jej tego nie wynagrodzi. Zwłaszcza że wciąż obawiała się dnia, gdy Marion uzna Christophera za na tyle uprzejmego młodzieńca, by wmówić córce, iż byłby idealnym narzeczonym. Oj tak, ten moment śnił się jej w koszmarach gorszych od rzucenia z klifu.
Zacisnęła usta w cienką linię, uświadomiwszy sobie, że jej rodzina z większym szacunkiem traktowała skrzaty domowe. Aż zrobiło jej się żal asystentki Rosiera, choć Potterówna sama pewnie dostawałaby białej gorączki, gdyby ktoś zaniedbywał swoje obowiązki i spóźniał się do pracy. Mysz? Phi! W tym momencie Christopher zasługiwał prędzej na zadek gnoma w miejscu twarzy.
- Drobna przysługa w twoich ustach brzmi jak ryzyko rychłej śmierci - odpowiedziała mu, nie odrywając od niego wzroku, choć nieco powściągnęła się z krzywym wyrazem twarzy. - Czego niby byś ode mnie potrzebował? - dopytała jeszcze i podparła twarz na dłoni, aż nazbyt ciekawa jego pomysłów. Ile była gotowa poświęcić, by wyrwać niewinną, nieznajomą dziewczynę z rąk kogoś, kto nie miał do niej krzty szacunku?