17.09.2023, 20:16 ✶
Pająk ponownie rzucił się na Geraldine. Zdołał ją ukąsić - tym razem w nogę - ale kiedy ponowił próbę po raz kolejny, kobieta uskoczyła.
Czerwony promień oszałamiacza pofrunął ku stworzeniu. Nie trafił, przemknął tuż koło owłosionego, wielkiego odwłoka, ale być może przestraszył pająka albo ten po prostu uznał, że znajdzie łatwiejszą zdobycz... bo wycofał się, po czym runął w las. Szybko znalazł się pomiędzy drzewami.
- Kurwa mać - podsumował Vincent, opadając z powrotem na trawę. Raczej nie dlatego, że był aż tak poważnie ranny, ale ze zmęczenia. Jego ramię było całe pokrwawione, bolało jak wszyscy diabli, niezbyt mógł ruszać tą ręką, nie był jednak umierający. Stres, ból i teraz ulga, że wreszcie znów są bezpieczni, zrobiły jednak swoje i na chwilę pozbawiły go zupełnie sił. Szybko chwytał powietrze, na jego twarzy perlił się pot. Upuścił różdżkę i uniósł dłoń do rany, jakby chciał ją ucisnąć, ostatecznie jednak tego nie zrobił. Pewnie powinien, ale był pewien, że to zaboli. Bardzo zaboli. - Jesteś cała, Ger? - upewnił się, po czym zdołał podnieść głowę na tyle, aby spojrzeć na Yaxley i potem potoczyć spojrzeniem po najbliższej okolicy. Ale nie, nie było tutaj już żadnych pająków. - Co to za powalone miejsce... jakaś pajęcza pułapka? Mam nadzieję, że nikt tu wcześniej nie wlazł - stwierdził i tym razem zadarł głowę, spoglądając ku drzewom, jakby oczekiwał, że zobaczy pajęcze kokony, w których będą tkwiły ludzkie ciała.
Czerwony promień oszałamiacza pofrunął ku stworzeniu. Nie trafił, przemknął tuż koło owłosionego, wielkiego odwłoka, ale być może przestraszył pająka albo ten po prostu uznał, że znajdzie łatwiejszą zdobycz... bo wycofał się, po czym runął w las. Szybko znalazł się pomiędzy drzewami.
- Kurwa mać - podsumował Vincent, opadając z powrotem na trawę. Raczej nie dlatego, że był aż tak poważnie ranny, ale ze zmęczenia. Jego ramię było całe pokrwawione, bolało jak wszyscy diabli, niezbyt mógł ruszać tą ręką, nie był jednak umierający. Stres, ból i teraz ulga, że wreszcie znów są bezpieczni, zrobiły jednak swoje i na chwilę pozbawiły go zupełnie sił. Szybko chwytał powietrze, na jego twarzy perlił się pot. Upuścił różdżkę i uniósł dłoń do rany, jakby chciał ją ucisnąć, ostatecznie jednak tego nie zrobił. Pewnie powinien, ale był pewien, że to zaboli. Bardzo zaboli. - Jesteś cała, Ger? - upewnił się, po czym zdołał podnieść głowę na tyle, aby spojrzeć na Yaxley i potem potoczyć spojrzeniem po najbliższej okolicy. Ale nie, nie było tutaj już żadnych pająków. - Co to za powalone miejsce... jakaś pajęcza pułapka? Mam nadzieję, że nikt tu wcześniej nie wlazł - stwierdził i tym razem zadarł głowę, spoglądając ku drzewom, jakby oczekiwał, że zobaczy pajęcze kokony, w których będą tkwiły ludzkie ciała.