Nie był to ich szczęśliwy dzień, każda kolejna minuta ją w tym utwierdzała. Pająkowi udało się ją złapać po raz kolejny. Syknęła znowu głośno, na całe szczęście nie odgryzł jej kończyny, a jedynie wgryzł się w jej nogę. Później zobaczyła zaklęcie, które frunęło w jego stronę. Nie dosięgło go, ale najwyraźniej zadziałało. Pająk się wycofał. Zniknął w lesie.
- Kurwa mać, to fakt, kurwa, kurwa mać. - Dodała Yaxley, kiedy podnosiła się z ziemi. Noga ją bolała, jednak nie była to taka rana, która uniemożliwiłaby jej poruszanie się. Otrzepała się z piachu, krew sączyła jej się z tej rany.
- Powiedzmy, że jestem cała. Wydaje mi się, że lepiej będzie, jak się stąd zmyjemy Vince. Nie chciałabym, żeby ten pająk tutaj wrócił. - Powiedziała i na niego spojrzała, zmierzyła go wzrokiem, aby sprawdzić, czy faktycznie jest z nim w porządku.
- Nie wiem, podeślemy tutaj może jakichś ludzi, żeby sprawdzili to miejsce. Zawieszę tu wstążkę, żeby nikt się tutaj nie pchał. - Powiedziała, po czym zaplątała czerwoną kokardkę na najbliższym z drzew. - Spierdalajmy stąd. - Odparła grzecznie jak zawsze, po czym ruszyła dalej, w głąb Kniei. Może jest szansa, że uda im się jeszcze znaleźć kogoś żywego.