Czas pędził jak szalony. Nie mogła uwierzyć, że ten miesiąc zleciał jej tak szybko. Nie miała nawet szansy jakoś specjalnie skupić się na przeżyciu i przetrawieniu tego, co wydarzyło się podczas Beltane. Musiała skupić się na pracy, na tworzeniu eliksirów dla Zakonu. Brakowało jej doby, jedynie przed snem znajdowała chwilę na to, aby myśleć o tym wszystkim, co miało miejsce. Śmierciożercy ich zaatakowali zupełnie ignorując to, że na sabacie byli również czystokrwiści czarodzieje, na których tak bardzo im zależało. Oznaczało to, że coś się zmieniło, dążyli do celu po trupach, nie zważając na nic. Miała wrażenie, że ludzie zrozumieli, że coś się zmieniło. Ona pogodziła się z tym, że nikt już nie jest bezpieczny, że przyszedł moment, w którym muszą patrzeć sobie przez ramię, aby nie stracić życia. Nie miała szansy odpowiednio przejść przez śmierć Salema, wydawało jej się, że za chwilę znowu pojawi się w cukierni z informacją o tym, na jaki świetny pomysł nie wpadł. Tyle, że Salema już nie było, zastąpiła go Lucy. Rodzice dosyć szybko uraczyli ją nowym członkiem rodziny. Kotka była przeurocza, aczkolwiek Norka nie wiedziała, czy to odpowiedni moment. Cukiernia, Zakon, Mabel, a teraz kocie dziecko na wychowaniu.
Pogoda była wspaniała. Ostatnio ich rozpieszczała. Słońce nie przestawało świecić, lato zbliżało się ogromnymi krokami, jakby natura zupełnie nie przejmowała się tym, co wydarzyło się miesiąc wcześniej. Na to nie mieli wpływu. Zrobiło się kolorowo, te barwy zachęcały do wyjścia i spędzenia trochę czasu na zewnątrz.
Nie miała pojęcia dlaczego Erik zaprosił ją do portu. Wiedziała, że lubi łódki, pokazywał jej nawet miniaturkę jednej, może właśnie dlatego? Ogromnie ucieszyła się z zaproszenia, bo ostatnio na samą myśl o przyjacielu robiło jej się cieplej na sercu. Miała wrażenie, że zupełnie przypadkiem łapie się na tym, że w różnych sytuacjach rozmyśla na jego temat. Nie, żeby wcześniej tego nie robiła, ale teraz zdarzało się to bardzo często. Ubrała się na tę okazję w rozkloszowaną, błękitną sukienkę w drobne motylki, wydawało się, że latają, gdy materiał się poruszał. Była oczywiście odpowiednio krótka, bo panna Figg nie miała wstydu - zbyt wiele, a tak naprawdę to uważała, że w takich krojach wygląda najlepiej. Do tego założyła gustowne sandałki na koturnie.
Zjawiła się w porcie punktualnie. Jak zawsze zresztą. Nora ceniła sobie tę cechę. Nie szukała go zbyt długo, nie ma się co oszukiwać, Erik ze swoim wzrostem nie niknął w tłumie, a tutaj wcale nie było zbyt wielu ludzi. - No jestem! - Posłała mu promienny uśmiech, po czym zbliżyła się do niego, aby uścisnąć go na powitanie. Naprawdę cieszyła się, że go widzi. Poczuła przyjemne mrówienie, które przechodziło jej ciało, kiedy był obok.
- Ty też Eriś, jak zawsze zresztą. Mężczyzna jak malowany. - Odparła mierząc go wzrokiem od stóp do głów. - Tak, Mabel korzysta z wakacji. Znowu podrzuciłam ją do mamy, mam dla niej ostatnio strasznie mało czasu. - W jej głosie mógł zauważyć poczucie winy. Trochę jej było żal córki, ale to był ten moment w jej życiu, że musiała korzystać z pomocy rodziców, bo rozkręcanie swojego własnego biznesu wcale nie było takie łatwe.
- Tak właściwie, to co my tutaj robimy? - Zastanawiała się nad tym od momentu, w którym napisał jej, gdzie chciałby się z nią spotkać.