17.09.2023, 23:07 ✶
To wcale nie było tak, że Atreus nie chciał prosić o pomoc... No dobrze, to było dokładnie tak i w sumie wynikało to z czystej przekory. W pewien sposób przyzwyczaił się, że w niektórych momentach owa pomoc pojawiała się jeszcze zanim musiał o nią poprosić. Zawsze miał pod ręką starszą siostrę i brata, ktorzy nie rzadko ruszali mu z pomocą. Był zwyczajnie rozpieszczony pod tym względem, a przez to usilnie próbował być samowystarczalny, żeby tylko udowodnić wszystkim którym tylko mógł, że był dzielnym chłopcem.
- To nie. Widziałem różne rzeczy, ale ducha zdecydowanie nie - chociaż nie był pewien czy martwa kobieta nie zawierała sie w tej kategorii. Ale nie wyglądała przecież jak duch. Jej ciało wyglądało całkiem... realnie? Bulstrode nie był pewien czy tego słowa akurat szukał, ale nie mial innego.
- Pomyślmy. Jeśli ci to pomoże, mogę opowiedzieć ci wszystko. No więc, ognisko było portalem. Kiedy do niego wszedłem pojawiła się ciemność i spadałem. Tak okropnie długo, a jednocześnie nie miałem pojęcia ile czasu faktycznie upłynęło. A potem usłyszałem kobiecy głos, który dość odkrywczo mówił mi, że nie powinno mnie tam być, a jednak byłem - skrzywił się z dezaprobatą. Kimkolwiek była, była absolutnie niepomocna. - Potem jeszcze chwilę spadałem, a na koniec uderzyłem w wodę. To był jakiś strumień czy inny potok, a kiedy wyszedłem z niego i podążyłem za śladami reszty, spotkałem jakąś kobietę. Wyglądała na martwą i leżała na jakimś omszałym posłaniu z dziwacznymi psami z drewna obok siebie. Powiedziała... poczekaj... - zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć. Sięgnął w tej przerwie do szklanki, żeby upić z niej parę łyków i na moment krzywiąc się, kiedy alkohol zapiekł w gardle. Odkręcił butelkę i dolał sobie, zanim zaczął mówić dalej. - Coś na zasadzie że czuje mój ból i to nie jest mój czas. I że czuje jak moja dusza... pulsuje? Cokolwiek to znaczy. Powiedziała mi, żebym zawrócił, ale jeśli mam być szczery, to absolutnie nie miałem konceptu jak niby miałbym to zrobić, a ona nie wydawała się zbyt pomocna w tym temacie. A i powiedziała jeszcze, żebym się pospieszył zanim ostatnia próba sprawi, że nigdy nie wrócę do tego co zostawiłem za sobą. Ale jak widać wróciłem, więc nie wiem o co jej chodziło. O samo bycie zimnym? - podrapał się po głowie, bo zwyczajnie nie rozumiał. W tamtym momencie zwyczajnie ją zignorował i poszedł dalej, nie wiedząc o co jej chodzi, ale może powinien sobie uciąć z nią dłuższą pogawędkę? - Wiesz, jak tam byłem to nic mi nie było. Wszedłem w ten ogień już poparzony, z połamaną ręką, ale tam na dole byłem caly. No, tylko było mi tak cholernie słabo. Czułem, jak ucieka ze mnie życie.
W miarę jak mówił i mówił, jego spojrzenie stawało się coraz bardziej odległe. Początkowo patrzył na kuzyna, ale po tym jak się napił, jego oczy spoglądały tylko w obejmowaną palcami szklankę. Oddalał się, częściowo próbując przypomnieć sobie co wtedy się wydarzyło, a częściowo zwyczajnie dystansując dla własnego komfortu. To nie był koniec wydarzeń, ale dalej był już tylko Voldemort i ten gorejący krzew, który wabił i oferował spokój. Wiekuiste spełnienie, które wydawało się takie obiecujące.
- To nie. Widziałem różne rzeczy, ale ducha zdecydowanie nie - chociaż nie był pewien czy martwa kobieta nie zawierała sie w tej kategorii. Ale nie wyglądała przecież jak duch. Jej ciało wyglądało całkiem... realnie? Bulstrode nie był pewien czy tego słowa akurat szukał, ale nie mial innego.
- Pomyślmy. Jeśli ci to pomoże, mogę opowiedzieć ci wszystko. No więc, ognisko było portalem. Kiedy do niego wszedłem pojawiła się ciemność i spadałem. Tak okropnie długo, a jednocześnie nie miałem pojęcia ile czasu faktycznie upłynęło. A potem usłyszałem kobiecy głos, który dość odkrywczo mówił mi, że nie powinno mnie tam być, a jednak byłem - skrzywił się z dezaprobatą. Kimkolwiek była, była absolutnie niepomocna. - Potem jeszcze chwilę spadałem, a na koniec uderzyłem w wodę. To był jakiś strumień czy inny potok, a kiedy wyszedłem z niego i podążyłem za śladami reszty, spotkałem jakąś kobietę. Wyglądała na martwą i leżała na jakimś omszałym posłaniu z dziwacznymi psami z drewna obok siebie. Powiedziała... poczekaj... - zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć. Sięgnął w tej przerwie do szklanki, żeby upić z niej parę łyków i na moment krzywiąc się, kiedy alkohol zapiekł w gardle. Odkręcił butelkę i dolał sobie, zanim zaczął mówić dalej. - Coś na zasadzie że czuje mój ból i to nie jest mój czas. I że czuje jak moja dusza... pulsuje? Cokolwiek to znaczy. Powiedziała mi, żebym zawrócił, ale jeśli mam być szczery, to absolutnie nie miałem konceptu jak niby miałbym to zrobić, a ona nie wydawała się zbyt pomocna w tym temacie. A i powiedziała jeszcze, żebym się pospieszył zanim ostatnia próba sprawi, że nigdy nie wrócę do tego co zostawiłem za sobą. Ale jak widać wróciłem, więc nie wiem o co jej chodziło. O samo bycie zimnym? - podrapał się po głowie, bo zwyczajnie nie rozumiał. W tamtym momencie zwyczajnie ją zignorował i poszedł dalej, nie wiedząc o co jej chodzi, ale może powinien sobie uciąć z nią dłuższą pogawędkę? - Wiesz, jak tam byłem to nic mi nie było. Wszedłem w ten ogień już poparzony, z połamaną ręką, ale tam na dole byłem caly. No, tylko było mi tak cholernie słabo. Czułem, jak ucieka ze mnie życie.
W miarę jak mówił i mówił, jego spojrzenie stawało się coraz bardziej odległe. Początkowo patrzył na kuzyna, ale po tym jak się napił, jego oczy spoglądały tylko w obejmowaną palcami szklankę. Oddalał się, częściowo próbując przypomnieć sobie co wtedy się wydarzyło, a częściowo zwyczajnie dystansując dla własnego komfortu. To nie był koniec wydarzeń, ale dalej był już tylko Voldemort i ten gorejący krzew, który wabił i oferował spokój. Wiekuiste spełnienie, które wydawało się takie obiecujące.