Elaine zatraciła ten moment matczynej troski, w której tłumaczy jej o intencjach ludzi. Musiała się ich uczyć sama lub od ludzi, którzy mieli swoje za uszami. Wiedziała, że na mężczyzn powinna uważać, wiedziała, że nie każdemu powinna ufać, wiedziała, że czasami powinna powiedzieć stanowcze nie i uciec, bo może się wydarzyć coś nieodpowiedniego, coś co spowoduje, że przestanie być radosnym wróbelkiem. Starała się działać na intuicji i na tym, co aktualnie reprezentował sobą jej rozmówca. Laurent wydawał się być delikatny i spokojny, więc i ona nabierała tego spokoju w swoje skrzydełka dając się temu w pewnym sensie ponieść. Niewinny flirt nie sprowadził na nią jeszcze nic złego, a stawiać granice potrafiła. Póki nie czuła się zagrożona mogła się z nim pobawić, mogła się z nim podroczyć, mogła poczuć się ładna nie dlatego, że ma giętkie ciało, które prymitywne łosie z widowni chętnie zobaczyło w swojej sypialni. Laurent niewiele wiedział o jej zdolnościach, niewiele o niej cokolwiek wiedział, ponieważ Elaine lubiła zadawać pytania, ale niekoniecznie na nie odpowiadać. Była raczej osobą, która interesowała się innymi, ale niekoniecznie chciała odkrywać siebie, bo bała się tych drobnych przywiązań do osób, które żyły statycznie, bo ona nie potrafiła tak żyć.
Lubiła się podobać innym, a przyjemność jej sprawiało, gdy dane osoby nie były zbyt nachalne, zbyt lubieżne i obrzydliwe. Laurent w swoich gestach był przyjemnie sielankowy, taki radosny i przystojny. W przeszłości miała swoje drobne zauroczenia, ale nigdy nie były na tyle poważne, aby mogła ponieść się fantazjom. Szybko urywała taki kontakt, wyjeżdżała bez słowa pożegnania, czasami nawet sprawiała, że dany chłopiec mógł poczuć się mocno urażony, ponieważ nie mogła powstrzymać się przed okradzeniem danej osoby. Zabierała cenne przedmioty, a czasami sentymentalne – w zależności od tego, co reprezentował sobą dany osobnik. Z Laurentem było już inaczej, ponieważ on był dojrzały, ona również i mogli pozwolić sobie na niewinny filtr zahaczający o delikatne pożądanie i zabawę w dorosłych. Wiedziała jednak, że powinna uważać na to co robi, więc nie miała zamiaru za bardzo przesadzać ze swoją otwartością. Dzisiaj zdecydowanie zjedzą jabłecznik i zrobią dżem, a potem los pokaże co im zgotuje. Nie miała zamiaru robić ani sobie, ani jemu nadziei na to, że się jeszcze spotkają, prawda?
– To dobrze – odpowiedziała mu z cichym westchnięciem ulgi i prostej radości, którą wokół siebie rozsiewała. Cieszyła się, że potrafił ją o tym zapewnić, cieszyła się, że trafiła na kogoś takiego jak on, że los zechciał wrzucić ją w tamto miejsce, że została zmuszona do tego, aby mu pomóc, aby okazać mu troskę. – Wino ma specyficzny smak, ale raczej w moim otoczeniu nikt się nie delektuje alkoholem, a po prostu je pije – odpowiedziała bez zbędnego zastanowienia. Nie pochodzi w końcu z rodziny koneserów. Pochodzi z cyrku, gdzie ludzie są prości i radośni, mający swoje problemy i drobne przewinienia za uszami. – Ja bardzo mało piję, nie pomaga mi to w skupieniu się i wolę raczej mieć władzę nad swoim umysłem – brak kontroli w jej przypadku bywa często niebezpieczny, więc stara się nie kusić losu.
– Opowiesz mi więcej o abraksanach? – zapytała z radosnymi świetlikami w oczach. – I tak, pracuję w cyrku jako akrobatka, gimnastyczka. Mój talent to zmieszczenie się w małych pudełkach i szokowanie ludzi brakiem kości – zaśmiała się cicho, bo często osoby patrzą na nią z szokiem, a nawet strachem, gdy pokazuje swoje zdolności. – Asystuję też podczas rzutów nożami do celu. Zapraszam na nasze występy. Stacjonujemy w Little Hangleton – dodała jeszcze. Nadal kroiła jabłka, aby w garnku była ich odpowiednia ilość.