18.09.2023, 11:45 ✶
- Poważnie? Ty poważnie chcesz dalej iść w las? - wyrzęził Vincent, z trudem wstając z ziemi. - Jak wpadniemy na takiego kolejnego drania, to jesteśmy kurwa martwi - powiedział. Oboje byli poranieni, pokryci krwią. Niezbyt nadawali się do walki z zagrożeniami, które czaiły się teraz w Kniei i mężczyzna wyraźnie chętnie po prostu wróciłby, skąd przyszli. Rozejrzał się po polanie z dziwną miną, ale kiedy Geraldine powędrowała dalej, ruszył za nią. Powoli, niechętnie, jedną dłoń zaciskając na różdżce, a drugą, ostatecznie, jednak uciskając ranę, by zastopować krwawienie.
Chociaż bolało jak jasny szlag.
Zdaniem Vinca w tej chwili nie byli w stanie nikogo uratować. Może jednak nie chciał zostawić Yaxley samej albo uznał, że rozdzielenie się będzie niebezpieczne i dla niego, bo powłóczył się dalej w głąb lasu. Krzywił się przy tym - trudno powiedzieć, czy z bólu wywołanego ugryzieniem, czy z niezadowolenia... Spojrzenie jasnych, bladych oczu, wędrowało to między drzewami, to uciekało w górę. W poszukiwaniu kolegów pająka, który omal nie zakończyć nie tylko tego spaceru, ale i ich podróży po ziemskim padole.
!C3
Chociaż bolało jak jasny szlag.
Zdaniem Vinca w tej chwili nie byli w stanie nikogo uratować. Może jednak nie chciał zostawić Yaxley samej albo uznał, że rozdzielenie się będzie niebezpieczne i dla niego, bo powłóczył się dalej w głąb lasu. Krzywił się przy tym - trudno powiedzieć, czy z bólu wywołanego ugryzieniem, czy z niezadowolenia... Spojrzenie jasnych, bladych oczu, wędrowało to między drzewami, to uciekało w górę. W poszukiwaniu kolegów pająka, który omal nie zakończyć nie tylko tego spaceru, ale i ich podróży po ziemskim padole.
!C3