Kiedy tak szli przed siebie natknęli się na dziwny kamień. Geraldine rozglądała się nieco wyżej, więc prawie w niego wdepnęła. Tak w zasadzie to prawie się o niego potknęła. To, że nie spoglądała na ziemię okazało się być błędem. Ten kamień pulsował, a to nie wróżyło niczego dobrego. Po chwili oberwała gorącym podmuchem powietrza, odepchnął ją do tyłu. - Vince, to boli. - Powiedziała odkrywczo. Wiedziała już, że nie powinni się do niego zbliżać, bo kamień zaczynał wariować. Nigdy w życiu nie widziała otoczaka, który zachowywałby się w ten sposób. Musiała w to być zamieszana magia.
Kamień wydawał się żyć własnym życiem. Wyglądał na taki, co zaraz mógłby wybuchnąć. Nie bardzo wiedziała, co powinni z tym zrobić. - Masz jakiś pomysł na to, co z tym zrobić? - Zapytała swojego towarzysza, bo może wpadł na coś błyskotliwego. - Mam wrażenie, że może wybuchnąć, może lepiej chodźmy stąd i komuś powiedzmy, co się dzieje? - Wydawało jej się, że pulsuje on coraz silniej, nie wróżyło to nic dobrego. Byli już tak pokiereszowani, że może lepiej, aby zajął się tym jakiś specjalista od kamieni.